Koronawirus w natarciu, a aptek – będących głównie własnością firm rodzinnych – ubywa i o lekarstwa coraz trudniej. Znowelizowana cztery lata temu ustawa Prawo farmaceutyczne, czyli Apteka dla aptekarza, w zamierzeniu miała ograniczyć rozwój zagranicznych sieci. W efekcie końcowym uderzyła w polski biznes.

Po 2017 roku nową aptekę może założyć tylko osoba będąca farmaceutą, ewentualnie spółka farmaceutów, w ściśle reglamentowanej formule prawnej. Ponieważ ustawodawców irytowało rosnące nasycenie aptekami (w tym zagranicznymi sieciami) i to zarówno w dużych miastach, jak i w mniejszych miejscowościach, wymyślono, że na jedną placówkę apteczną musi przypadać co najmniej trzy tysiące mieszkańców. Apteka musi też znajdować się w odległości co najmniej 500-1000 metrów od innej apteki (co zależy od liczby mieszkańców). Zgodnie z art. 94a ust. 1 ustawy Prawo farmaceutyczne zabroniona została także reklama aptek i punktów aptecznych oraz reklama ich działalności oprócz jedynie suchej informacji o lokalizacji i godzinach pracy.

W opinii Związku Pracodawców Aptecznych (ZPA) nie udało się osiągnąć podstawowego celu nowych przepisów, czyli zwiększenia dostępności punktów aptecznych. Stało się wręcz odwrotnie – nie za bardzo ma kto i gdzie je otwierać. Analizująca rynek firma PEX PharmaSequence policzyła, że od czerwca 2017 roku, czyli od nowelizacji ustawy zwanej Apteką dla aptekarza, do końca 2020 zniknęły 1373 punkty apteczne. Rynek skurczył się do poziomu z roku 2011. Spadła też liczba nowo otwieranych placówek ze 100 – 110, do 15 – 20 miesięcznie. Bywa tak, i to nierzadko, że gdy już trafimy na aptekę okazuje się, że lek dopiero trzeba zamówić.

Ustawa podobno niewinna

Według Naczelnej Rady Aptekarskiej (NRA) apteki znikają nie z powodu wadliwej ustawy farmaceutycznej. Wiele z nich miało stać się nierentownych z powodu spadku marży aptecznej na leki refundowane. NRA wylicza, że utracona marża za lata 2012-2018 sięgnęła 2,3 mld zł. W efekcie aptekarze nie chcąc ryzykować i nie trzymają leków na stanie – uważa NRA.

Jak zwykle winna jest też „pandemia”, bo pacjenci nie odwiedzają szpitalnych i przychodniowych punktów aptecznych. Kolejna sprawa: najwięcej aptek miało ubyć w latach 2018-2019, po wprowadzeniu e-recepty i aktualizacji rejestru aptek. NRA argumentuje też, że podobne regulacje jak Apteka dla aptekarza dotyczą 70 procent aptek w Niemczech, Francji, Austrii, Hiszpanii, Danii, Finlandii i Belgii.

W imię polskich interesów

W intencji pomysłodawców ustawa Apteka dla aptekarza miała ograniczyć ekspansję zagranicznych sieci zalewających polskie miasta, miasteczka i wsie. W praktyce jednak uderzyła w krajowy biznes. Już samo założenie było trochę wątpliwie, bo ponad 93 procent aptek w Polsce należało i nadal należy do krajowych firm. Do tych z udziałem kapitału zagranicznego – zaledwie 6,7 procent.
– Po dwudziestu latach prowadzenia biznesu okupionego ciężką pracą i sukcesami, dostałem decyzję o jego zamknięciu – opowiada tygodnikowi „Przegląd” Jerzy Tyś, przedsiębiorca z Częstochowy, właściciel sieci piętnastu aptek. W rejonie tego miasta konkurował z dużo większymi sieciami. Gdy w ramach sukcesji rodzinnej chciał przekazać córce rodzinny biznes, otrzymał pismo, że musi zamknąć wszystkie apteki. Inspektorat farmaceutyczny uznał, że ani on, ani córka nie są farmaceutami i w myśl obecnych przepisów nie mogą prowadzić tego biznesu.
Okazuje się, że ta sprawa jest jedną z wielu podobnych. Że odbieranie uprawnień do prowadzenia aptek polskim przedsiębiorcom na mocy nowych przepisów nie należy wcale do rzadkości.
Od grudnia ubiegłego roku, po uchwaleniu ustawy o zawodzie farmaceuty, stracić aptekę jest jeszcze łatwej. Naczelna Rada Aptekarska zyskała bowiem prawo do opiniowania kierowników aptek, czyli faktycznie ich zatwierdzania.

W środowisku aptekarzy mówi się, że przeregulowany rynek stał się areną zmagań grup lobbystycznych i korporacji zawodowych. Podobno biznes apteczny opanowały dwie główne, zwalczające się grupy: farmaceuci i przedsiębiorcy. Jednych popierają NRA, inspektorat farmaceutyczny i Związek Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek (są to zwolennicy ustawy Apteka dla Aptekarza), a drugich – PharmaNET Związek Aptekarzy Pracodawców Aptecznych. Trudno powiedzieć, na ile to jest prawdą.

Ostatecznie ważne są owoce, które wydają, czyli zarówno interes polskich przedsiębiorców z doświadczeniem w farmacji, jak i klientów aptek, którzy chcą mieć powszechny i niczym nieskrępowany dostęp do zakupu potrzebnych medykamentów.

Liczba aptek w latach 2017-2020