fbpx
środa, 21 lutego, 2024
Strona głównaFelietonZlikwidujmy pory roku!

Zlikwidujmy pory roku!

Franciszek Timmermans najpierw pełnił obowiązki owczarka niemieckiego w Komisji Europejskiej. Na tym stanowisku, do spółki z drugim niemieckim owczarkiem, Janem Klaudiuszem Junckerem, na polecenie Naszej Złotej Pani rozpoczął wojnę hybrydową przeciwko Polsce – początkowo pod pretekstem niedostatków demokracji, ale po ciamajdanie Nasza Złota Pani na tę całą demokrację machnęła ręką i kazała walczyć o praworządność – co ciągnie się aż do dnia dzisiejszego.

W międzyczasie Franciszek Timmermans został Reichsleiterem do walki z klimatem. Na tym stanowisku wymyślił program Fit For 55, przewidujący redukcję emisji złowrogiego dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych o 55 proc. do roku 2030. Żeby było śmieszniej, Unia Europejska emituje niewiele ponad 8 proc. zbrodniczego dwutlenku węgla – ale wariatom w sensie medycznym, od których w Parlamencie Europejskim aż się roi, to wcale nie przeszkadza. Nie tyle chodzi bowiem o to, by ulżyć „planecie”, tylko – by zrobić kolejny milowy krok w stronę narodowego socjalizmu, w którym – podobnie jak w innej ekstremalnej odmianie socjalizmu, czyli bolszewizmie – gospodarką zarządzali urzędnicy partyjni i państwowi. Teraz Franciszek Timmermans wrócił do Holandii, gdzie zamierza zostać szefem tamtejszego vaginetu z ramienia Socjalistów i Zielonych. Socjaliści są czerwoni, a Zieloni – zieloni. Połączenie tych dwóch kolorów daje kolor brunatny – i tak właśnie ma być, bo IV Rzesza nie może przecież specjalnie różnić się od Rzeszy III.

Ta walka z klimatem doprowadzi do szalonego zamordyzmu w stosunkach społecznych, bo wariaci w poszczególnych bantustanach będą oczywiście uprawiać dalsze doskonalenie ogólnych zaleceń. Na przykład pan Rafał Trzaskowski, którego lekkomyślność mieszkańców Warszawy na własną zgubę wyniosła tak wysoko, by dzisiaj każdy mógł zobaczyć jego małość, kombinuje, żeby zakazać samochodom wjeżdżania do centrum miasta. Od tej reguły będzie zapewne mnóstwo wyjątków, toteż w sferach urzędniczych już zacierają ręce na myśl o łapówkach, jakie z tego tytułu można będzie ciągnąć od obywateli, podobnie jak w sferach policyjnych, które przecież będą te wszystkie wariactwa egzekwowały.

Jednak walka z klimatem na taką skalę nie byłaby możliwa bez sprzedajnych funkcjonariuszy nauki, którzy za pieniądze, czyli tak zwane granty od naszych panów gangsterów, gotowi są udowodnić cokolwiek. Toteż właśnie czarno na białym dowiedli, że zmiany klimatyczne mają przyczyny antropogeniczne, czyli spowodowane działalnością człowieka. Jest to teza bardzo podobna do rewelacji ogłaszanych w swoim czasie przez uczonego radzieckiego Trofima Łysenkę, będącego ulubieńcem Józefa Stalina, który uznał go za przedstawiciela „nauki przodującej”. Kiedy Stalin umarł, okazało się, że te rewelacje, to Scheiss – ale niektórzy siłą rozpędu nadal w nie wierzyli. Na przykład prof. Kazimierz Petrusewicz, członek Polskiej Akademii Nauk, wierzył w Łysenkę jeszcze w 1964 r., aż ktoś życzliwy zwrócił mu uwagę, że Stalin już od 11 lat nie żyje, więc on już w Łysenkę wierzyć nie musi. Wtedy przestał.

Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, więc skoro już wszyscy mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się po zapachu, zatwierdzili antropogeniczne przyczyny zmian klimatycznych, to można by wypróbować autentyczność ich wiary. Trochę się tego obawiam, mając w pamięci „prawo Lityńskiego” z czasów pierwszej komuny. Panowała wtedy w niektórych środowiskach moda na doprowadzanie pomysłów partyjnych dygnitarzy do absurdu. Jan Lityński przestrzegał, by nie mówić takich rzeczy głośno, bo „jak oni to usłyszą, to na pewno tak zrobią”.  Więc chociaż z drżeniem serca, to jednak spróbuję, bo czegóż to się nie robi dla dobra „planety”?

Starożytni Rzymianie, którzy każde spostrzeżenie zaraz ubierali w postać pełnej mądrości sentencji, wymyślili stosowną sentencję również na tę okazję. Cuius est condere eius est tolere – co się wykłada, że kto ustanowił, ten może znieść. Skoro tedy zmiany klimatyczne są spowodowane działalnością człowieka, to jest oczywiste, że człowiek może te zmiany powstrzymać. I program wykoncypowany przez wariatów z Parlamentu Europejskiego właśnie w tym kierunku zmierza – ale jakże ciernistą drogą! Żeby tedy oszczędzić obywatelom Unii Europejskiej niepotrzebnych katiuszy i zapobiec gospodarczej ruinie, nazywanej w biurokratycznej nowomowie „zwrówoważonym rozwojem”, w czynie społecznym zgłaszam racjonalizatorski pomysł, by nie rozpraszać energii na doraźne i oderwane od siebie przedsięwzięcia, tylko chwycić byka za rogi i zaatakować główną przyczynę złowrogich ludzkich działań.

Chodzi mi o zlikwidowanie pór roku. Nie wszystkich od razu, co to, to nie – ale na początek dwóch ekstremalnych: lata i zimy. Z punktu widzenia zmian klimatycznych to właśnie one wydają się najbardziej szkodliwe, a poza tym – ostentacyjne. Na przykład latem jest gorąco, a w każdym razie – ciepło, więc ludziom wrażliwym na dobro „planety” mózgi zaczynają fermentować, od czego nie tylko wzrasta ilość dwutlenku węgla w atmosferze, ale w dodatku lęgną się rozmaite pomysły niczym „koncepcje” w głowie Kukuńka. Zimą odwrotnie – robi się zimno, więc trzeba się ogrzewać, spalając rozmaite paliwa, od czego w atmosferze „planety” zbrodniczego dwutlenku węgla przybywa jeszcze więcej. Gdyby zatem te obydwie pory roku, których szkodliwość dla „planety” wydaje się oczywista – za jednym zamachem zlikwidować, to „planeta” natychmiast odetchnęłaby z ulgą, podobnie jak obywatele Unii Europejskiej, bo wtedy zmiany klimatyczne przestałyby być aż tak wyraźnie widoczne, więc i biurokratyczna presja na forsowanie „zrównoważonego rozwoju” mogłaby być trochę mniejsza.

Jeśli chodzi o sposób przeprowadzenia tej operacji, to nie nastręcza on żadnych trudności. Po prostu Parlament Europejski powinien uchwalić rezolucję o potrzebie zlikwidowania lata i zimy, a Komisja Europejska przeprowadziłaby ich likwidację, wydając wszystkim bantustanom stosowną dyrektywę. Szczerze mówiąc, aż się dziwię, że żaden z wyznawców teorii o antropogenicznych przyczynach zmian klimatycznych na to nie wpadł. Gdyby w głębi duszy nie wierzyli w tę teorię, to wszystko byłoby jasne, ale – po pierwsze – większość z nich twierdzi, że nie ma duszy, a któż może takie rzeczy wiedzieć lepiej od nich, więc w tej sytuacji nie mogą w tę teorię „w głębi duszy” nie wierzyć, a poza tym takie przypuszczenie byłoby niegrzeczne. Uważam tedy uprzejmie, że jeśli dotychczas Komisja Europejska na wniosek Parlamentu Europejskiego nie zlikwidowała tych dwóch pór roku, to tylko dlatego, że taki nowatorski pomysł nikomu nie przyszedł do głowy.

Stanisław Michalkiewicz

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Stanisław Michalkiewicz
Stanisław Michalkiewicz
Jeden z najlepszych współczesnych polskich publicystów, przez wielu czytelników uznawany za „najostrzejsze pióro III RP”. Prawnik, nauczyciel akademicki, a swego czasu również polityk. Współzałożyciel i w latach 1997–1999 prezes Unii Polityki Realnej. Jego blog wygrał wyróżnienie Blog Bloggerów w konkursie Blog Roku 2008 organizowanym przez onet.pl. Autor kilkudziesięciu pozycji książkowych, niezwykle popularnego kanału na YT oraz kilku wywiadów-rzek. Współpracował z kilkudziesięcioma tytułami prasowymi, kilkoma rozgłośniami radiowymi i stacjami TV.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czas wolny jako wyzwanie. Czy mit arkadyjski jest możliwy w XXI wieku?

Przemysław Staciwa to mój kolega z branży, a więc człowiek, który tak jak ja pisze o liberalnych ideach. Lektura jego książki okazała się być ożywcza i bardzo ciekawa. Wśród bardzo wielu wątków, jakie w niej znajduję, jeden wydaje mi się szczególnie ciekawy w weekend. Bo to właśnie wtedy piszę felietony.
5 MIN CZYTANIA

Ukraina nie chce euroregulacji i dotacji

Ukraina miałaby rozważyć rezygnację z unijnych dotacji rolnych w zamian za złagodzenie przepisów m.in. Wspólnej Polityki Rolnej. Chodzi o to, że ukraińscy urzędnicy mają świadomość, iż unijne regulacje ekologiczne (i nie tylko) mogą zniszczyć konkurencyjność ukraińskiego rolnictwa i zahamować jego rozwój.
5 MIN CZYTANIA

Klimatystyczny rak w Europejskim Banku Centralnym

Jeżeli nie jesteś entuzjastą unijnej polityki klimatycznej, praca w Europejskim Banku Centralnym może być nie dla ciebie. Tak przynajmniej uważa – jak ujawnił serwis Politico – jeden z członków sześcioosobowego zarządu EBC, Holender Frank Elderson. „Dlaczego mielibyśmy zatrudniać ludzi, których trzeba przeprogramować? Skończyli najlepsze uniwersytety, ale wciąż nie wiedzą, jak przeliterować słowo »klimat«” – napisał Elderson w wiadomości wysłanej do niektórych pracowników instytucji.
4 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Mężykowie markują politykowanie

Jaki rozwój jest „zrównoważony”? Taki, który nie dokonuje się spontanicznie, tylko jest centralnie zaprojektowany. Co to jest wielbłąd? To jest koń zaprojektowany przez komisję. Co ci przypomina widok znajomy ten? Ależ tak, oczywiście – socjalistyczne planowanie gospodarcze.
6 MIN CZYTANIA

Co wywąchał minister Kołodziejczak

Jak pisał laureat Nagrody Nobla z ekonomii prof. Milton Friedman, kryzys finansowy jest kropka w kropkę podobny do upojenia alkoholowego; najpierw jest nadmiar środków płynnych i euforia, a potem – depresja.
5 MIN CZYTANIA

Dlaczego czasy, w których żyjemy, są ciekawe?

Żyjemy w ciekawych czasach. Właściwie każde czasy są ciekawe, tyle że każde na swój sposób. Na przykład okres po wojnie francusko-pruskiej, a przed wybuchem Wielkiej Wojny w 1914 r. nazywany jest „belle epoque”. Rzeczywiście – dzisiaj trudno sobie nawet wyobrazić zakres wolności, jaka wtedy panowała – chociaż w Europie dominowały monarchie.
5 MIN CZYTANIA