Jedna kasa, ale kasjerzy się zmieniają i dlatego walka o demokrację i praworządność w naszym nieszczęśliwym kraju jest taka zażarta – pisze w swoim najnowszym felietonie Stanisław Michalkiewicz.

Cóż należy szczególnie cenić w dzisiejszych koszmarnych czasach totalnej inwigilacji przy pomocy rozmaitych Pegasusów i innych takich? A cóż by innego, jak nie niezależność? Jak pouczył nas z wyżyn swojej wieży z kości słoniowej Departament Stanu Naszego Najważniejszego Sojusznika, niezależność jest nieodzownym warunkiem  demokracji. Dlatego właśnie pan prezydent Andrzej Duda nawet nie ośmielił się skorzystać z uniku w sprawie „lex TVN”, to znaczy – skierować ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, żeby w razie czego odium spadło na Julię Przyłębską, która i tak ma już wszędzie przechlapane, więc żadnego ryzyka nie było. Ale nie; pan prezydent w podskokach „lex TVN” sam zawetował, żeby nie padło na niego żadne podejrzenie, iż nie sprzyja demokracji. Za to został wynagrodzony dopuszczeniem w progi Departamentu Stanu, który w imię niezależności – bo jakże by inaczej – mocno wziął nasz nieszczęśliwy kraj za mordę. Skoro tedy niezależność jest tak wysoko ceniona, zwłaszcza w Waszyngtonie, no to cóż innego przystoi czynić naszemu nieszczęśliwemu krajowi?  A cóż by innego, jak nie ze wszystkich sił i środków wspierać niezależność?

W koszmarnych czasach pierwszej komuny felietonista warszawskiej „Kultury” używający pseudonimu „Hamilton” napisał, że w Polsce są dwa światopoglądy, bo są dwie kasy. Kto bierze z jeden kasy, ten ma jeden światopogląd, a kto bierze z innej kasy, ten ma inny światopogląd. To bardzo ważne spostrzeżenie, bo pokazuje, iż światopogląd zależy od kasy. Tak było za pierwszej komuny, a jak jest teraz, w „wolnej Polsce”?

Teraz niby kas jest nawet więcej, ale to chyba pozór, bo wygląda na to, że nie ma nawet dwóch, tylko jedna, to znaczy – państwowa. Skoro tak, to musi to mieć jakiś wpływ na niezależność, zwłaszcza na niezależność niezależnych mediów głównego nurtu. Jak już ustaliliśmy, muszą one być za swoją niezależność wynagradzane – no i oczywiście są – tylko problem polega na tym, że nie jednocześnie. Raz wynagradzane za niezależność są jedne niezależne media, a raz drugie, dzięki czemu niezależność rozwija się i rozkwita – bo jakże ma się nie rozwijać i rozkwitać, skoro użyźniana jest nawozem Historii?

Kasa, jak już ustaliliśmy, jest wprawdzie jedna, ale to nie znaczy, że obsługuje ją cały czas ten sam kasjer. Raz obsługuje ją jeden, a innym razem – drugi. Ponieważ żaden z nich nie jest bezstronny, to jeden wypłaca jednym, a drugi – drugim, z czego rodzą się napięcia i konflikty – oczywiście na tle programowym, bo jakże by inaczej? Żeby lepiej to zrozumieć, przyjrzyjmy się statystykom. Wprawdzie Beniamin Disraeli – podobno cytując Marka Twaina – mawiał, że „są kłamstwa, ohydne kłamstwa i statystyka” – ale na czymś przecież musimy się oprzeć, żeby nie padło na nas podejrzenie, że jesteśmy gołosłowni.

Cóż więc na temat niezależności niezależnych mediów ma do powiedzenia statystyka? Weźmy na początek wydatki reklamowe spółek Skarbu Państwa. One też są niezależne, chociaż niezupełnie, bo skład osobowy personelu zarządzającego zmienia się w zależności od tego, który polityczny gang jest u władzy. A gang – jak to gang – wynagradza swoich, a jakichś takich nie swoich – eliminuje. Oczywiście spółki Skarbu Państwa nie wynagradzają niezależnych mediów za niezależność wprost, bo to mogłoby wzbudzić wątpliwości co do ich niezależności. Wykorzystują w tym celu pozór legalności w postaci wydatków reklamowych. Przeglądając kiedyś jedną z gazet, zauważyłem tam artykuł traktujący o zaletach miedzi surowej. Dlaczego akurat redakcja uznała, że ten temat zainteresuje czytelników jak żaden inny? Dlatego, że był to artykuł sponsorowany, to znaczy – że za jego zamieszczenie spółka Skarbu Państwa „robiąca” w miedzi hojnie zapłaciła. Spółek jednoosobowych jest 145. Tymczasem w roku 2021 mieliśmy 32 tytuły dzienników, 24 tytuły czasopism, 133 stacje radiowe i 35 programów telewizyjnych. W latach 2015–2020 spółki wydały na reklamy 5,4 mld zł. W rezultacie w roku 2020 prawie 10 proc. przychodów gazet pochodziło z wpłat spółek Skarbu Państwa. Najbardziej korzystała na tym „Gazeta Polska Codziennie”, w której udział wpłat spółek Skarbu Państwa wynosił w roku 2020 prawie 30 proc. przychodów.  W roku 2019 ten udział był nawet większy, bo ponad 52 proc., no ale wtedy były wybory parlamentarne, więc i niezależność musiała być odpowiednio wynagrodzona. „Super Express” miał 20 proc., „Dziennik Gazeta Prawna” – 16 proc., „Nasz Dziennik” – 14 proc., podobnie jak „Puls Biznesu”, a „Rzeczpospolita” – 10 proc. Natomiast „Gazeta Wyborcza” od 2015 roku, to znaczy do momentu przejęcia rządów, a więc i kierownictwa spółek z rąk obozu zdrady i zaprzaństwa przez „dobrą zmianę”, została zmuszona do cienkiej herbatki, bo z prawie 15 mln zł w roku 2015, jej przychody z reklam spółek Skarbu Państwa spadły do śmiesznej sumy 124 tys. zł. Mikołaj Machiavelli twierdził, że „łatwiej przeżyć śmierć ojca niż utratę ojcowizny”, więc w tej sytuacji lepiej rozumiemy zarówno rozgoryczenie redakcyjnego Judenratu, jak i pragnienie zmiany, „żeby wszystko było jak kiedyś”.  W roku 2020 „Gazeta Wyborcza” od spółek Skarbu Państwa dostała tylko 74 tys. zł, podczas gdy „Gazeta Polska Codziennie” – ponad 8 mln zł. W tej sytuacji trudno się dziwić, że nagrodę „Człowieka Roku” przyznawaną przez tę gazetę otrzymał Jarosław Kaczyński. Jakże inaczej, za takie alimenty?

A przecież jeszcze są czasopisma. Tu na pierwszym miejscu plasuje się tygodnik „W Sieci”, który w latach 2015–2020 otrzymał od spółek Skarbu Państwa ponad 116 mln zł, zaś „Gazeta Polska” wydawana przez „Niezależne Wydawnictwo Polskie” – znacznie mniej, bo tylko niewiele ponad 46 mln zł. Toteż nagrodą „Człowieka Wolności” wynagrodził w roku 2020 prezesa Orlenu, pana Daniela Obajtka, właśnie tygodnik „W Sieci”. Tymczasem takie czasopisma jak „Polityka”, „Tygodnik Powszechny” i „Newsweek” w tym okresie nie dostały od spółek Skarbu Państwa ani grosza. Tymczasem w 2015 roku, czyli za rządów obozu zdrady i zaprzaństwa, „Newsweek” miał z tego źródła ponad 4 mln zł, więc nic dziwnego, że tęskni za dawnymi czasami. TVP w roku 2020 uzyskała z reklam spółek Skarbu Państwa prawie 314 mln zł, Polsat – niewiele ponad 196 mln zł, podczas gdy TVN – zaledwie 38 mln zł. Wśród spółek Skarbu Państwa głównym reklamodawcą jest Totalizator Sportowy, który w 2019 roku, roku wyborczym, wydał na reklamy prawie 346 mln zł (w roku 2020 już tylko 234 mln zł) a na drugim miejscu – PKN Orlen, którego wydatki na reklamę wzrosły ze 188 mln w roku 2019 do prawie 229 mln zł w roku 2020.

Ale spółki Skarbu Państwa nie są jedynym źródłem przychodów z reklam. Drugim są ministerstwa i urzędy centralne. W latach 2008–2012, a więc za rządów Donalda Tuska, najbardziej futrowana z tego źródła była „Gazeta Wyborcza”, która w roku 2011 uzyskała stąd 1 814 tys. zł. Jeśli chodzi o telewizję, to najwyraźniej faworyzowana była TVP (prawie 7,5 mln zł ), którą w następnym roku prawie dogoniła TVN (6,5 mln zł). „Gazeta Wyborcza” łyknęła wówczas ponad 50 proc. wydatków rządowych na reklamę, a „Rzeczpospolita” – ponad 35 proc. Jeśli chodzi o tygodniki, to „Polityka” (47 proc.) i „Newsweek” (45 proc.). TVP – 41 proc, a TVN – 33 proc. W przypadku wydatków reklamowych spółek Skarbu Państwa, to w okresie rządów obozu zdrady i zaprzaństwa układały się one podobnie jak wydatki rządowe. Jak widzimy, statystyka potwierdza, że wprawdzie jest jedna kasa, ale kasjerzy się zmieniają i dlatego walka o demokrację i praworządność w naszym nieszczęśliwym kraju jest taka zażarta.

Stanisław Michalkiewicz

Poprzedni artykułLewica chce obniżyć VAT do 15 procent!
Następny artykułKtórzy kontrahenci mogą nie zapłacić?