Wygaszenie całego kraju to perspektywa, do której przyzwyczajają nas już od pewnego czasu medyczni celebryci pracujący na rzecz rządu. Wyznaczyli sobie magiczną granicę trzydziestu tysięcy „zachorowań”, by zamknąć całą Polskę i wygląda, jakby tylko czekali na to, aż ta statystyczna prognoza się spełni. Jednym z najmniej dających się racjonalnie obronić działań władz jest zakazywanie działalności hotelom.

zakaz otwierania hoteli covid - odliczanie - grafika wpisu

Ani stare, zeszłoroczne badania z branżowego, medycznego pisma „The Lancet”, ani wygłaszane w mediach opinie medyków nie mogą być podstawą do likwidowania całych branż i sektorów gospodarki. Kto tym „mędrcom” dał takie prawo? Polityczne umocowanie to jeszcze za mało. Nie żyjemy w ustroju monarchii absolutnej, gdzie wola króla  przekazywana przez jego urzędników była wolą niebios i nie podlegała kontestacji – pod karą więzienia lub śmierci.

Dlaczego nie są dopuszczane do głównego obiegu medialnego opinie szeregu lekarzy, którzy są sceptyczni wobec skuteczności dotychczasowego, polskiego modelu walki z koronawirusem? Dlaczego z gruntu ośmiesza się ich, dezawuuje i obdarza epitetami  płaskoziemców i foliarzy, zamiast zaprosić do debaty, w trakcie której, w wyniku wymiany doświadczeń, wypracowane zostaną optymalne sposoby walki ze zjawiskiem określanym mianem pandemii?

Hotele (prawie) wszędzie otwarte

Gdy na początku zeszłego roku dotarła wieść, że koronawirus jakimś sposobem przedostał się do Europy (prawdopodobnie wraz z turystami wracającymi z Chin na Stary Kontynent), już wtedy można było z łatwością przewidzieć, że będzie to ogromny cios w zdezintegrowane, targane sprzecznymi prądami ideologicznymi i borykające się z kryzysem emigracyjnym, Brexitem oraz pełzającą recesją, społeczeństwa zachodnie. Można było też z łatwością przewidzieć, że w takiej „zmieszanej zupce” nie uda się zorganizować wspólnego frontu do walki z nadchodzącym zagrożeniem. Że decyzje poszczególnych krajów odnośnie mrożenia gospodarek będą chaotyczne i podejmowane na oślep.

Polska jest tylko jednym z zaledwie ośmiu państw świata mogących „szczycić” się zamknięciem hoteli – donosi e-hotelarz.pl, powołując się na szczegółowe badania w tym zakresie. Jednym z ośmiu państw na 171!
W ogromnej większości krajów działalność hotelarska jest dozwolona i stoją za tym nie tylko pobudki zachowania zysków, ale racjonalne przesłanki – hotele, jako ogniska potencjalnych zarażeń, są gdzieś na samym końcu zagrożeń epidemicznych. W tak podziwianych przez wielu Polaków Stanach Zjednoczonych hotele były otwarte nawet podczas największych odnotowanych wzrostów zachorowań. Otwarte są też obecnie, kiedy przypadków koronawirusa jest już mniej.

Europa drży ze strachu

Poza „przestrachaną” Europą, która przecież ma za sobą traumę dżumy, cholery i „hiszpanki”, hotele zamknęły tylko Erytrea i Bhutan; kraje zgoła egzotyczne.
W ten sposób sami Europejczycy pozbawiają się możliwości wykorzystania walorów turystycznych Starego Kontynentu i obcinają potężną niegdyś gałąź gospodarki. Nic bardziej głupiego!

Według Światowej Rady Podróży i Turystyki branża turystyczna jeszcze przed pandemią odpowiadała za ponad 10 proc. PKB wypracowywanego przez kraje Unii Europejskiej.
Pomyślcie: 163 państwa świata zdecydowały się pozostawić hotele, pensjonaty, agroturystykę itp. otwarte. Ewentualnie tylko nałożono na nie zwiększony reżim sanitarny. W większości państw świata również lokale gastronomiczne mogą swobodnie świadczyć usługi, będąc otwarte w odpowiednim, regulowanym ściśle państwowymi nakazami, reżimie sanitarnym.

Czy zamknięcie branży hotelarskiej i gastronomicznej ma rzeczywiście istotny wpływ na zatrzymanie rozwoju pandemii? Czy ktoś jest w stanie udowodnić na obiektywnych i aktualnych badaniach, że to hotele i restauracje są głównymi „ogniskami zarażeń”? My w to mocno wątpimy.