– Zbudowaliśmy Polskę jako kraj taniej siły roboczej. Polsce było bardzo trudno pozbyć się tego wizerunku – przyznał Reinhard Petzold, który od czasów tak zwanej transformacji ustrojowej pośredniczy w instalowaniu się na terenie naszego kraju firm zza Odry.

To cytat, który idealnie wpisuje się w temat, który ostatnio poruszyliśmy w grudniowym magazynie “Forum Polskiej Gospodarki” oraz na naszym serwisie, pisząc o tym, kto rządzi Unią Europejską i na Unii zarabia.

Petzold wypowiedział się dla niemieckiego portalu kurt.digital, a także dla Polskiej Agencji Prasowej. – Polacy zostali rozjechani przez kapitalizm. Również przez nas. Niemcy bardzo mocno przyczynili się do zmian w Polsce, tak by były one dla nas korzystne – stwierdził prezes Niemiecko-Polskiego Towarzystwa na Rzecz Współpracy Gospodarczej. – Zbudowaliśmy Polskę jako kraj taniej siły roboczej. Polsce było bardzo trudno pozbyć się tego wizerunku – dodał.

Jedna z rozmów dotyczyła zjawiska zawyżania cen przez niemieckie sieci handlowe obecne na naszym rynku. Opracowanie Brandenburskiej Centrali Konsumenckiej (Verbraucherzentrale Brandenburg) mówi, że tak popularne towary jak chemia gospodarcza, słodycze i kosmetyki są w tutejszych sklepach o 20 procent droższe niż w placówkach tych samych sieci za Odrą. Pomogliśmy w tym własnymi portfelami, preferując wyroby sąsiadów z powodu ich spodziewanej dobrej jakości.

– Nie ma żadnego ekonomicznego powodu, żeby taka sama czekolada – o tym samym składzie, masie i tego samego producenta – była w polskim Lidlu droższa, niż w Niemczech. To samo dotyczy środków do prania. Najczęstszy argument przedstawicieli niemieckich sieci handlowych, że ceny w Polsce muszą być wyższe, bo zawierają koszty transportu jest niedorzeczny. Odległość między Frankfurtem nad Odrą a Słubicami jest żadna, a mimo to ceny niektórych artykułów w drogerii pewnej sieci po stronie niemieckiej są wyraźnie niższe – porównywał prezes.

– Nasi rodacy wybierają towary bogatego sąsiada w dużej mierze dzięki sugestywnym reklamom, którym ulegamy. Podobne zjawisko zachodziło we wschodnich landach po zjednoczeniu Niemiec – ocenił.

– Konsekwencją było to, że zainteresowanie produktami z np. Brandenburgii całkowicie się załamało. Były sprzedawane za bezcen, mimo że były lepsze: miały lepszy skład i smak, niż te zachodnie. Trwało to 8-9 lat, aż ludzie zaczęli dopuszczać do świadomości myśl, że nie da się zjeść atrakcyjnego opakowania i że ich lokalne rzeczy smakują lepiej. Myślę, że część ludzi w Polsce wciąż jeszcze musi dojść do tej konstatacji – podsumował szef Niemiecko-Polskiego Towarzystwa na Rzecz Współpracy Gospodarczej.