fbpx
czwartek, 25 kwietnia, 2024
Strona głównaFelietonŻywią y bronią

Żywią y bronią

Mamy do czynienia ze sporem tyleż gospodarczym, co światopoglądowym. Sporem – jakkolwiek patetycznie by to zabrzmiało – o naszą przyszłość. Oto w zadziwiający sposób nagle ponownie aktualne staje się hasło kosynierów z czasów powstania kościuszkowskiego: „Żywią y bronią”.

Każde ważniejsze wydarzenie można widzieć na co najmniej dwóch poziomach: na poziomie detali, bardzo konkretnych kwestii i regulacji czy ich skutków oraz na poziomie syntetycznego, większego obrazu. Każdy, kto przygląda się regulacjom zielonego ładu i kwestii rolnictwa mniej więcej rozumie ten pierwszy poziom. Wie przynajmniej tyle, że kością niezgody są założenia drastycznej redukcji stosowania nawozów, zmniejszania stad bydła, ugorowania ziemi. Jeśli jednak rozumiemy te szczegółowe kwestie, to jesteśmy tylko krok od dostrzeżenia większego planu i zrozumienia, z czym mierzą się rolnicy, a właściwie – my wszyscy. Wszyscy, którzy nie chcą ulec presji zamiany Europy w zielony, zamordystyczny skansen, gdzie większość ludzi będzie trwać w beznadziejnym ubóstwie, a maleńka elitka władzy będzie się pławić w dotychczasowych albo większych luksusach.

Szukając tego większego obrazu, w momencie, gdy nam się on zaczyna objawiać, możemy nabrać poważnych wątpliwości co do motywacji ludzi takich jak Frans Timmermans i Ursula von der Leyen. Czy mamy do czynienia z oczadzonymi ideologią fanatykami? Czy z głupcami, którzy nie rozumieją w pełni, w co pakują nasz kontynent? Czy może odpowiedź jest stara jak świat i skoro nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi wiadomo o co? W wymiarze jak najbardziej prywatnym i interesownym.

Skąd takie pytania? Spójrzmy na samo rolnictwo. Do zrozumienia konsekwencji wystarczy podstawowa wiedza ekonomiczna. W tej dziedzinie UE wychodzi z założenia, że rolnictwo takie, jakie znamy, czyli dostarczające nam dużych ilości relatywnie niedrogiego jedzenia przyzwoitej jakości, jest wrogiem planety (a przynajmniej taka jest narracja, choć raczej w drugim planie – w pierwszym mówi się same beztreściowe frazesy) i trzeba je po prostu zlikwidować. Ma być mniej upraw, słabiej nawożonych, a więcej lasów. Ma być mniej hodowli bydła, a potem i klatkowych – w tej sferze klimatyści mają twardą sztamę z animalsami, którzy piorą ludziom mózgi na innym froncie, dowodząc, że zwierzęta mają swoje „prawa”. Konsekwencje są nietrudne do przewidzenia: będzie radykalnie mniej żywności, a więc siłą rzeczy będzie ona radykalnie droższa. Kolejną konsekwencją – mówiła o tym niedawno w rozmowie na moim kanale pani Anna Bryłka z Konfederacji – będzie import taniej żywności spoza UE. Zarobią jej producenci w Azji czy Ameryce Południowej. Tu właśnie pojawia się pytanie o motywację decydentów. Nie tylko zresztą w dziedzinie rolnictwa, bo przecież UE, wdrażając zielony ład, popełnia ostentacyjnie przemysłowe i społeczne samobójstwo. I ktoś na tym skorzysta. Nie mówimy tutaj o zyskach rzędu nawet miliardów, ale już dziesiątków bilionów euro. To z jednej strony pieniądze, które zostaną wydane na inwestycje w zielony ład, których nikt nie chce i które na wolnym rynku nie miałyby szans; z drugiej – zyski tych, którzy zarobią na słabnącej pozycji Europy. Czy zatem jest możliwe, żeby te dramatyczne konsekwencje – dla innych oznaczające eldorado – brały się z decyzji, będących skutkiem li tylko głupoty? Na to pytanie muszą państwo odpowiedzieć sobie sami.

Natomiast inną częścią tego szerszego obrazu są społeczne skutki pozbycia się rolników, a potem klasy średniej – bo tę również zielony ład zniszczy bardzo skutecznie i sprowadzi do roli pariasów. Klasa średnia – spostrzegł to już Arystoteles, od jej istnienia uzależniając jakość rządów w swojej „Polityce” – jest warunkiem dobrego funkcjonowania demokracji i państwa. Nie miejsce tutaj na bardziej szczegółowy wywód tego dotyczący. Dość, że mówimy o ludziach, którzy coś już mają, a więc czują, że mają o co dbać i co chronić. Jednocześnie nie są krezusami, którzy z racji swojej pozycji finansowej stoją poza zasięgiem złych skutków w zasadzie wszelkich zmian. Dlatego to klasa średnia powinna być najbardziej mitygującym czynnikiem, gdy idzie o szkodliwe, rewolucyjne zmiany. O ile oczywiście docierają do niej informacje o ich skutkach i jest w stanie te skutki zrozumieć. Ale to już inna sprawa.

Współcześni rolnicy to na ogół szczególny odłam klasy średniej, a przy tym w większości krajów konserwatywna grupa społeczna – już choćby z racji naturalnego i wpisanego w to zajęcie przywiązania do ziemi. W Polsce dochodzi do tego względna odporność na lewicową indoktrynację.

Donald Tusk na razie nie wystąpił wprost przeciwko rolnikom retorycznie, ale jego działania nie pozostawiają wątpliwości. Całe otoczenie medialne i ogromna część wyborców obecnej koalicji podchwyciła szybko odpowiednio preparowane klisze: rolnicy tuczą się na dotacjach, mają ciągniki kosztujące milion złotych, w dodatku męczą zwierzątka i wielbią Putina. Pan premier występuje tutaj jako dobry policjant, mówiąc podczas konferencji prasowej z panią von der Leyen, że polscy rolnicy w większości wcale nie są przeciwko Ukrainie; no, może parę ruskich onuc najwyżej się znalazło. Nie dajmy się jednak zwieść: on rolników atakować nie musi, robi to za niego całe mnóstwo osób, oddziałujących na narrację jego bańki światopoglądowej. On może sobie pozwolić na ten dobrotliwy, paternalistyczny ton.

Mamy więc do czynienia ze sporem tyleż gospodarczym, co światopoglądowym. Sporem – jakkolwiek patetycznie by to zabrzmiało – o naszą przyszłość. Oto w zadziwiający sposób nagle ponownie aktualne staje się hasło kosynierów z czasów powstania kościuszkowskiego: „Żywią y bronią”.

Wszystko to jednak stawia przed polskimi rolnikami wyzwanie. Ich protest, aby był skuteczny, nie może się ograniczać do jedynie ich grupy zawodowej. Ich postulaty dotyczą tak naprawdę wszystkich. Mogę jednak przegapić moment, w którym da się ten ruch przekuć w coś bardziej ogólnego, tak jak stało się to w Holandii, gdzie BoerBurgerBeweging (BBB – Ruch Rolniczo-Obywatelski) odniosło wielki sukces w wyborach do izby wyższej holenderskiego parlamentu rok temu.

W Polsce PiS jest w coraz większym kryzysie. PSL żyruje politykę Donalda Tuska i niszczy w ten sposób swoje powiązanie z własnym tradycyjnym elektoratem. To może wkrótce otworzyć pole do działania także w nieoczywistym kierunku. Czy rolnicy będą umieli zjednoczyć się w bardziej trwały sposób niż tylko na doraźne protesty?

Łukasz Warzecha

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha
Jeden z najpopularniejszych komentatorów sceny politycznej w Polsce. Konserwatysta i liberał gospodarczy. Publicysta „Do Rzeczy", „Forum Polskiej Gospodarki”, Onet.pl, „Rzeczpospolitej", Salon24 i kilku innych tytułów. Jak o sobie pisze na kanale YT: „Niewygodny dla każdej władzy”.

INNE Z TEJ KATEGORII

Sztuczna inteligencja w działaniu

Ostatnio coraz częściej mówi się o sztucznej inteligencji i to przeważnie w tonie nader optymistycznym – że rozwiąże ona, jeśli nawet nie wszystkie, to w każdym razie większość problemów, z którymi się borykamy. Tylko niektórzy zaczynają się martwić, co wtedy stanie się z ludźmi, bo skoro sztuczna inteligencja wszystko zrobi, to czy przypadkiem ludzie nie staną się zbędni?
5 MIN CZYTANIA

Można rywalizować z populistami w polityce, ale najlepiej po prostu ograniczyć rolę państwa

Możemy już przeczytać tegoroczny Indeks Autorytarnego Populizmu. Jest to dobrze napisany, pełen informacji raport. Umiejętnie identyfikuje problem, jaki mamy. Ale tu potrzeba więcej. Przede wszystkim takiego działania, które naprawdę rozwiązuje problemy, jakie dostrzegają wyborcy populistycznych partii.
4 MIN CZYTANIA

Urojony klimatyzm

Bardziej od ekologizmu preferuję słowo „klimatyzm”, bo lepiej oddaje sedno sprawy. No bo w końcu cały świat Zachodu, a w szczególności Unia Europejska, oficjalnie walczy o to, by klimat się nie zmieniał. Nie ma to nic wspólnego z ekologią czy tym bardziej ochroną środowiska. Chodzi o zwalczanie emisji dwutlenku węgla, gazu, dzięki któremu mamy zielono i dzięki któremu w ogóle możliwe jest życie na Ziemi w znanej nam formie.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Policja dla Polaków

Jednym z największych problemów polskiej policji – choć niejedynym, bo ta formacja ma ich multum – jest ogromny poziom wakatów: ponad 9,7 proc. Okazuje się, że jednym ze sposobów na ich zapełnienie ma być – na razie pozostające w sferze analiz – zatrudnianie w policji obcokrajowców. Czyli osób nieposiadających polskiego obywatelstwa. W tym kontekście mowa jest przede wszystkim o Ukraińcach, Białorusinach i Gruzinach.
3 MIN CZYTANIA

Źli flipperzy i dobra lewica

Kiedy socjaliści poszukują rozwiązania jakiegoś palącego problemu, można być pewnym dwóch rzeczy. Po pierwsze – że to, co zaproponują nie będzie rozwiązaniem najprostszym, czyli wolnorynkowym. Po drugie – że skutki realizacji ich propozycji będą kontrproduktywne, a najpewniej uderzą w najsłabszych i najbiedniejszych.
5 MIN CZYTANIA

Wyzwanie

Pojęcie straty czy kosztu zostało prawie całkowicie wyeliminowane z języka debaty publicznej. Jeśli jakiś projekt jest uznawany za słuszny i realizujący pożądaną linię, to nie niesie ze sobą kosztów – może się jedynie łączyć z „wyzwaniami”. Koszty pojawiają się dopiero tam, gdzie pomysł jest niesłuszny.
4 MIN CZYTANIA