Bardzo ciekawy przykład walki z gospodarczym kryzysem wywołanym pandemią koronawirusa płynie z Niemiec. Rząd Angeli Merkel postawił na dwutorową stymulację niemieckiej gospodarki. Z jednej strony wspomaga finansowo przedsiębiorców, z drugiej – zdecydował o obniżeniu do końca roku stawek VAT.

Tamtejszy pakiet stymulacyjny dla gospodarki zakłada zresztą więcej rozwiązań, bez wątpienia to jednak obniżka VAT ma pobudzić Niemców do konsumpcji. Niemieccy parlamentarzyści przyjęli na wniosek rządu ustawę obniżającą stawki podatku od wartości dodanej – z 19 na 16 proc. oraz z 7 na 5 proc. Zmiany wejdą w życie 1 lipca i będą obowiązywać do końca 2020 roku. Wszystkie największe sieci handlowe w Niemczech zapowiedziały już obniżenie cen detalicznych w taki sposób, by beneficjentami tych obniżek stali się w całości konsumenci.

Opracowany przez niemiecki rząd kompleksowy program stymulujący wzrost gospodarczy (odpowiednik polskiej tarczy antykryzysowej) ma pomóc finansowo firmom, ich pracownikom, gospodarstwom domowym i gminom w obliczu recesji wywołanej pandemią. – Jestem pewien, że firmy przełożą obniżki podatku VAT na swoich klientów. Chciałbym również, aby wiele przedsiębiorstw poszło o krok dalej, dorzucając do tych obniżek również własne promocje. Takie podejście pomoże w pobudzeniu popytu wewnętrznego w czasie dekoniunktury – powiedział federalny minister gospodarki Peter Altmaier.

A w Polsce? W 2012 r. koalicyjny rząd PO-PSL zdecydował się na podniesienie stawek VAT – z 22 do 23 proc. i z 7 do 8 proc. W założeniu ten wyższy VAT miał obowiązywać jedynie trzy lata, jednak ówczesna ekipa wycofała się ze zniesienia wyższej stawki. Prawo i Sprawiedliwość – mimo iż obiecywało niższy VAT – nie zdecydowało się na jego obniżkę. Zresztą nie o same stawki tu chodzi – choć ich wysokość jest oczywiście bardzo istotna. Przez lata mnożenia przepisów i rozporządzeń dotyczących tego podatku, w efekcie mamy jeden z najwyższych i najbardziej skomplikowany VAT w Europie. O czym zresztą doskonale zdają sobie sprawę również sami rządzący.

W grudniu Jerzy Kwieciński, kiedy już przestał być ministrem finansów oraz ministrem inwestycji i rozwoju, na moje pytanie o to, dlaczego rządowi PiS przez ostatnie cztery lata nie udało się uprościć tej niesłychanie skomplikowanej rzeczywistości, odpowiedział:
Pełna zgoda. Obecny system podatkowy kształtował się na początku lat 90. i tylko częściowo był weryfikowany, kiedy wchodziliśmy do Unii Europejskiej. Faktycznie, jest on bardzo nisko oceniany w raportach wielu znanych i cenionych organizacji. W poprzednim rządzie była tego pełna świadomość i jestem przekonany, że w tym również jest. Wszyscy dobrze wiemy, że to należy zmienić. Ustawę o VAT powinno się po prostu napisać od nowa. Dlatego, że jest to zdecydowanie najważniejszy podatek z punktu widzenia firm i rzeczywiście polskim przedsiębiorcom sprawia on najwięcej problemów. Ta nowa ustawa to będzie niewątpliwie najważniejsze zadanie w obszarze podatków na najbliższe lata.

I co? I nic się w tym temacie nie ruszyło. Kryzys związany z koronawirusem to doskonały moment na reset – obniżkę stawkę i uporządkowanie całej tej chaotycznej rzeczywistości związanej z VAT. Póki jesteśmy w UE, VAT-u nie możemy “się pozbyć”. Ale to nie znaczy, że nie można tego podatku obniżyć i uprościć. Można, a nawet trzeba. Jak to było? “…niewątpliwie najważniejsze zadanie w obszarze podatków na najbliższe lata…”

Czekamy.