fbpx
czwartek, 25 kwietnia, 2024
Strona głównaŚwiatAconcagua – wejść czy nie wejść?

Aconcagua – wejść czy nie wejść?

Aconcagua, mierząca 6960 m n.p.m, przeraża i przytłacza swoimi rozmiarami. I robi to w niezwykle efektowny sposób.

Pod koniec grudnia wraz z moim tatą wylądowaliśmy prawie 13 tys. km od domu – w argentyńskiej Mendozie. Cel był jeden: zdobyć najwyższy szczyt w Andach i drugi w Koronie Ziemi – Aconcaguę. Ale zacznijmy od początku.

Postanowiliśmy wyjechać w okresie świąteczno-noworocznym, pomiędzy studiami a pracą, a więc czasu na obligatoryjne przygotowanie fizyczne na taką wyprawę po prostu nam nie wystarczyło. Spędziliśmy ponad 24 godziny na pokładach trzech samolotów, by ostatecznie wylądować w kraju słynącym ze steków i tanga, czyli w Argentynie.

Kilka słów o samej Aconcagui. Mierzy prawie 7000 m, słynie z nieprawdopodobnego zimna i syczącego wiatru. Według słów przewodnika, w XXI wieku na górę wchodzi „memiczne” 2/10 próbujących, a bagaże na wysokość 4370 m wnoszą każdemu (bez wyjątku) muły (taka krzyżówka osła z koniem). Obozów podczas drogi jest siedem. Największy z nich – Plaza de Mulas – leży na wspomnianych 4370 m i stanowi drugi największy obóz wysokogórski na świecie (tuż po tym na Mount Evereście).

Te dane, dramatycznie wysokie liczby, początkowo mnie skołowały. Jak to możliwe, abym ja, studentka o fizycznie nie najmocniejszej budowie ciała i dużych oporach związanych z zimnem, zdołała wejść na sam szczyt?! Co więcej, przylecieliśmy tam z 10-osobową grupą. Wyliczę tylko „skromne” sukcesy kilku z nich: Ola z Martą zdobyły już „niezliczoną ilość szczytów” głównie w Himalajach, Bartka osiągnięcia są małe, czuje się niedoświadczony, ale zaliczył tak mimochodem trzy razy Ironman Triahtlon, za to Viktoria była wcześniej główną przewodniczką wycieczki m.in. na Elbrusie. Mój strach robił się coraz większy – przypominał nadmuchiwany przez dziecko w zoo balon.

29 grudnia wyruszyliśmy. Do Puente del Inca, pierwszego obozu, jechaliśmy ok. dwie godziny. Szybka rejestracja naszych danych i… bum, idziemy na szczyt. Na początku było bardzo ciepło. Ubrana w krótkie spodenki i bluzkę na ramiączka zastanawiałam się, jakim cudem już jutro czy pojutrze temperatura spadnie poniżej zera. Nasze pierwsze namioty były stosunkowo duże. Spaliśmy w nich w osiem osób, na piętrowych łóżkach, składy były mieszane. Lunch nas zaskoczył. Pyszne, przeróżne tapasy, a do picia… najlepsza lemoniada, jaką kiedykolwiek miałam okazję próbować (zmęczenie mogło mieć wpływ na tę ocenę). W Confluenzi, bo tak nazywał się nasz pierwszy obóz, spędziłam jednego z „grzeczniejszych sylwestrów” w moim dorosłym życiu. Wypiliśmy kieliszek szampana o 20 miejscowego czasu, a o 22 byłam już w łóżku po paru emocjonujących rozgrywkach w makao.

W nowy rok zdobyliśmy Plaza de Mulas, co oznacza niekończącą się wędrówkę przez równiutką „pustynię”, a potem niespodziewaną wspinaczkę pionowo w górę. Do obozu dotarłam, czując się na wpół martwa. Na szczęście słodkie arbuzy szybko pomogły mnie wskrzesić.

Plaza de Mulas… Inaczej sobie ten obóz wyobrażałam. Sytuacja wyglądała następująco: jako toalety służyły nam budki, coś na kształt znanych u nas Toi-Toi, do których należało wejść z zatkanym nosem i zasłoniętymi oczami. Na obiad zimne posiłki oraz na wpół przezroczyste zupy. W dodatku w Plaza de Mulas można było się przekonać o sile wiatru i przenikającym zimnie nocy na wysokościach.

Kolejnego dnia zdobyliśmy Plaza de Canada, a potem przez kilka następnych dni zostaliśmy w Plaza de Mulas w oczekiwaniu na łaskawszą pogodę. Jednak, jak się okazało, ten sezon charakteryzował się statystycznie ponad przeciętnie szybkim wiatrem. 120 km/h nagle stało się normalnością. Nasza wizja wspinaczki na szczyt oddalała się w błyskawicznym tempie. Spędzaliśmy ten czas na graniu w karty (makao wciąż było niekwestionowanym liderem) i nałogowym oglądaniu „1670″ na Netflixie.

Ostatecznie wybraliśmy się do Nido de Condores (5570 m n.p.m). Nocą było tam minus 30 stopni – potwornie zimno. Tam, przynajmniej dla mnie i mojego taty, skończyła się podróż. Było to spowodowane niewystarczającym ekwipunkiem (śpiwór mieliśmy przeznaczony na temperaturę „comfort”, czyli minus 12,5 stopni) oraz naszą podobnie niewystarczającą kondycją fizyczną.

Zeszliśmy już kolejnego dnia (pozostałe osoby z naszej grupy zostały). Z jednej strony potwornie zmęczeni i wobec tego szczęśliwi, a z drugiej… nieco zawiedzeni. Kilka dni później otrzymaliśmy wiadomość, że tylko trojgu z naszej, przypomnę – dziesięcioosobowej grupy, udało się zdobyć Aconcaguę. Jedna osoba musiała dostać zastrzyk z powodu obrzęku płuc, drugą pokonały wiatr i zimno, a kolejnym po prostu zabrakło sił…

Barbara Hofman
Barbara Hofman
Studentka dziennikarstwa, a w bliskiej przyszłości lingwistyki stosowanej na Uniwersytecie Warszawskim. Pasjonatka tenisa, amatorka żeglarstwa, entuzjastka dobrego kina i dobrej książki. Za cel stawia sobie opanowanie do perfekcji przynajmniej pięciu języków Starego Kontynentu (najchętniej angielski, hiszpański, włoski, francuski i portugalski). Lubi śledzić działalność wielkich domów aukcyjnych, a przy wszelakiej sposobności do nich wchodzi i na krótką chwilę zawiesza wzrok na dziełach szczególnie twórców międzywojennych – Amadea Modiglianiego czy Mojżesza Kislinga.

INNE Z TEJ KATEGORII

Małopolska przyciąga więcej gości niż kurorty nad Morzem Śródziemnym

W 2023 roku zarezerwowano przez internet w Unii Europejskiej rekordową liczbę noclegów na wynajem krótkoterminowy.
2 MIN CZYTANIA

Chcesz zrobić karierę w unijnych instytucjach i pochodzisz z Europy Wschodniej? Masz duży problem

W ubiegłym roku ani jeden obywatel pochodzący z krajów Europy Środkowo-Wschodniej nie zajął kierowniczego stanowiska w jednostkach administracji Unii Europejskiej.
2 MIN CZYTANIA

35-godzinny tydzień pracy w Niemczech – jak reagują na to niemieckie firmy?

Nie tylko w Polsce, lecz także w Niemczech coraz częściej mówi się o skróceniu tygodnia pracy z 40 do 35 godzin. Po miesiącach negocjacji i wielu strajkach Deutsche Bahn zamierza spełnić żądanie Związku Maszynistów Niemieckich (GDL) odnośnie 35-godzinnego tygodnia pracy. Co sądzą o tym inne niemieckie przedsiębiorstwa?
5 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Ewa Juszkiewicz i jej kobiety bez twarzy

Ewa Juszkiewicz zdobywa międzynarodową sławę od kilku lat. Jej prace poszły pod młotek w znanych domach aukcyjnych, takich jak Sotheby’s czy Christie’s. Najdroższe płótno malarki to „Portrait of a Lady (After Louis Leopold Boilly)” – sprzedane za niemal 7 mln zł. Dla żyjących artystów to fenomen.
3 MIN CZYTANIA

„Informacja zwrotna” podbiła polską widownię

15 listopada na Netflixie swoją premierę miał polski serial „Informacja zwrotna”. Adaptacja powieści Jakuba Żulczyka przerosła najwyższe oczekiwania i już przyciągnęła przed ekrany olbrzymią widownię.
3 MIN CZYTANIA

Czas krwawego księżyca, czyli wielkie trio znów w akcji

,,Czas krwawego księżyca” to najnowszy film Martina Scorsese z jego absolutnie ulubionymi aktorami – Leonardem DiCaprio i Robertem De Niro. Takie trio na dużym ekranie to gwarantowany sukces.
3 MIN CZYTANIA