fbpx
niedziela, 21 kwietnia, 2024
Strona głównaFelietonArgentyńska telenowela libertariańskich reform

Argentyńska telenowela libertariańskich reform

Kiedyś telenowele można było oglądać w telewizji. Nigdy tego nie robiłem, bo wolałem inne programy. Argentyńska telenowela przychodzi jednak do mnie sama. I bardzo mnie interesuje, bo jest o libertarianizmie.

Jestem libertarianinem od dawna. A nawet w pewnym zakresie współtworzyłem nasz krajowy ruch libertariański. Lubię podkreślać, że z innymi i tym razem też to zrobię – bo akurat budowa przeważnie mniejszych, czasem większych, ale zawsze dobrze usieciowionych organizacji koncentrujących się na nasączaniu polskiego trzeciego sektora przekazem o wolności – to zadanie dla jednostek, ale ze sobą współpracujących. Mogę więc o naszym libertariańskim kolorycie wypowiadać się jako ekspert. Jako że znam też libertarian z wielu innych krajów i z niektórymi z nich miałem okazję współpracować, mogę też mówić swobodnie o tym, jak to wygląda gdzie indziej.

A zjawisko, o jakie mi chodzi, w Polsce jest popularne, oczywiście w skali niewielkiego bądź co bądź ruchu libertariańskiego, występuje też jednak ono i na świecie. Chodzi o przeważnie internetową zabawę w „Prawdziwego libertarianina”. Polega ona na takim ustawieniu definicji libertarianizmu, aby podpadał pod nią wodzirej danej odsłony tej zabawy oraz jego koledzy, ewentualnie też ktoś, kto kiedyś się zasłużył, ale już nie żyje, przeważnie jakiś szerzej nieznany teoretyk. Z wiedzy, jaką przekazał mi pewien starszy ode mnie harcerz, wynika, że takie zabawy są też w innych raczej mniejszościowych grupach. U harcerzy na przykład zabawa polega na byciu prawdziwym… tak, harcerzem. Pewnie są inne, liczne odsłony tej gry.

Ale odsłona argentyńska jej libertariańskiej mutacji może być bardzo ciekawa. Bo co by się nie stało, Javier Milei, pierwszy w historii libertariański prezydent państwa, będzie mógł być przez kogoś z Internetu usunięty poza nawias tego ruchu. Okrzyknięty nieprawdziwym.

Widzę tu dwie możliwości. Pierwsza jest taka, że Milei dotrwa do końca kadencji (którą zresztą dopiero co rozpoczął) i wprowadzi jakieś wolnorynkowe i szerzej – liberalne reformy. Okaże się jednak na sam koniec, że nie sprywatyzował dosłownie wszystkiego, nie otwarł w pałacu prezydenckim kasyna i że w Argentynie nadal będą mieszkać urzędnicy. Druga jest za to taka, że jego reformy finalnie wykoleją się, że problemem nie będzie ich częściowa realizacja tylko jej brak. Będzie z tego nic lub jakaś drobnica.

Oczywiście na razie nie wiemy, co się stanie. To jasne, że reformy Mileia buksują, bo jeśli prezydentowi brak jest poparcia w obu izbach tamtejszego parlamentu, to nawet rządzenie dekretami może nie dawać obiecanych efektów. Ale Milei ma to do siebie, że co prawda publicznie mocno i głośno krytykuje, świetnie wcielając się przy tym w postać rodem z telenoweli, po cichu jednak negocjuje, szuka poparcia wśród deputowanych oraz senatorów i ze swoich propozycji stara się dowieść jak najwięcej.

Niby wtrącenie w jednym z powyższych akapitów informacji o harcerstwie jest jednak czymś więcej niż anegdotą. Libertariański przykład (rozbudowany o coś na kształt opowieści kombatanckiej, jaką już Państwo przeczytali na początku, bo to od niej zaczyna się tekst) może być mi bliski, ale nie każdemu musi. Skoro jednak u harcerzy też jest tak jak u nas, pomimo licznych różnic? To może znaczyć, że zwyczajnie ludzie w grupach raczej ideowych niż w popularnym tego słowa znaczeniu cynicznych lubią się określać jako wykładnie jakiejś idei lub ich wiązek. Tymczasem polityka to idee mnożone przez nasze zaangażowanie, ale dzielone przez cudze, a na koniec jeszcze przepisywane po ciemku, co może być synonimem do dobrych chęci i ich niespodziewanych, niekiedy negatywnych, efektów. Milei nigdy nie zrealizuje stu procent swojego programu, który zresztą z perspektywy jego własnych poglądów (anarchokapitalizm) jest ideową resztówką, jaką dostajemy po wydaniu stu dolarów (w złocie). Ale jednocześnie praktycznym wyczynem, o ile faktycznie uda się mu wprowadzić choćby i jego większą część, faktycznie zliberalizować prawie wszystkie obszary działania państwa, zderegulować gospodarkę, zakończyć inflację, na końcu sprzedać największe tamtejsze państwowe firmy, bo Milei ma plan na prywatyzację Yacimientos Petrolíferos Fiscales, który na potrzeby felietonu można określić jako „argentyński ORLEN”. Tyle że taki, który zarządza nie tylko produkcją paliw (i hot-dogów), ale ma też do dyspozycji swoje własne, bardzo bogate złoża. I jeśli uda się choć część planowanych reform, to Milei i tak będzie zasługiwał na znaczny aplauz, ale również poczesne miejsce w historii.

Argentyńska telenowela libertariańskich reform jakoś się zakończy, choć oczywiście jej akcja będzie obfitować w zwroty akcji. Dla wszystkich będzie jednak jakąś nauką. Oczekiwania łatwo jest wzbudzić, trudniej zaspokoić, to jasne. Mniej jasne jest jednak to, że czasami ktoś musi nadać kierunek. Milei wziął to na siebie, być może torując drogę w polityce całemu pokoleniu libertarian. Udowodnił, że się da i choć stało się tak również dzięki temu, że ruch libertariański istnieje i rozwija się w Argentynie od lat 50. XX wieku, to jednak to Milei weźmie na siebie cięgi za to, że rzekomo nie jest prawdziwym libertarianinem, za niepowodzenia, jakie przyjdą, bo nigdy nie da się nic zrealizować w całości. To po prostu libertarianizm z książek niekiedy różni się od tego, jaki robimy poza nimi. Ale to właśnie dzięki zderzeniu zamiarów z możliwościami będziemy mogli nie tylko zmieniać rzeczywistość, ale też pisać kolejne tomy. Oba te zadania są równie ważne.

Marcin Chmielowski

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Marcin Chmielowski
Marcin Chmielowski
Politolog, doktor filozofii, autor książek, scenarzysta filmów dokumentalnych.

INNE Z TEJ KATEGORII

Policja dla Polaków

Jednym z największych problemów polskiej policji – choć niejedynym, bo ta formacja ma ich multum – jest ogromny poziom wakatów: ponad 9,7 proc. Okazuje się, że jednym ze sposobów na ich zapełnienie ma być – na razie pozostające w sferze analiz – zatrudnianie w policji obcokrajowców. Czyli osób nieposiadających polskiego obywatelstwa. W tym kontekście mowa jest przede wszystkim o Ukraińcach, Białorusinach i Gruzinach.
3 MIN CZYTANIA

Czasami i sceptycy mają rację

Wszystkie zjawiska, jakie obserwujemy w ramach gospodarki, są ze sobą połączone. Jak w jednym miejscu coś pchniemy, to w kilku innych wyleci. Problem z tym, że w przeciwieństwie do znanej metafory „naczyń połączonych”, w gospodarce skutki nie występują w tym samym czasie co przyczyna. I dlatego często nie ufamy niepopularnym prognozom.
5 MIN CZYTANIA

Markowanie polityki

Nie jest łatwo osiągnąć sukces, nie tylko w polityce, ale nawet w życiu. Bardzo często trzeba postępować niekonwencjonalnie, co w dawnych czasach nazywało się postępowaniem wbrew sumieniu. Dzisiaj już tak nie jest, bo dzisiaj, dzięki badaniom antropologicznym, już wiemy, że jak człowiek politykuje, to jego sumienie też politykuje, więc można mówić tylko o postępowaniu niekonwencjonalnym, a nie jakichś kompromisach z sumieniami.
5 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Kot w wózku. Nie mam z tym problemu, chyba że chodzi o politykę

Wyścig o ważny urząd nie powinien być wyścigiem obklejonych hasłami reklamowymi promocyjnych wózków. To przystoi w sklepie – też dlatego, że konsument i wyborca to dwie różne role.
5 MIN CZYTANIA

Oceniaj pracę, nie ludzi za to, że są starzy

We salute the rank, not the man! To znany cytat ze świetnego serialu, jakim jest „Kompania Braci”. Dotyczy oczywiście sytuacji wyjętej spod praw wolnego rynku, bo dowodzenie na wojnie to nie zarządzanie w firmie. Żołnierze, niejako z automatu, muszą okazać szacunek przełożonym. Nawet wtedy, kiedy ich nie lubią. Salutowanie stopniowi, nie człowiekowi, to jakiś pomysł na to, jak oddzielić czyjąś pracę od niego samego.
4 MIN CZYTANIA

Uwaga Smartfon. Uwaga nostalgia

Największym problemem społecznym, jaki już teraz ma Zachód, a więc i Polska, jest utrata wizji przyszłości i popadanie w nostalgię w jej dwóch odmianach. Przezwyciężenie tego kryzysu wyobraźni i w konsekwencji też możliwości, bo nie można zrobić czegoś, czego nie potrafimy sobie wyobrazić, jest kluczowe.
4 MIN CZYTANIA