fbpx
piątek, 26 lipca, 2024
Strona głównaFelietonCzyżby następowała putinizacja Ukrainy?

Czyżby następowała putinizacja Ukrainy?

Najtwardszym jądrem putinizacji Rosji było odwrócenie dotychczasowej zasady, że to oligarchowie decydują, kto będzie prezydentem. Putin tę zasadę odwrócił i odtąd to prezydent decyduje, kto będzie w Rosji oligarchą. Bardzo możliwe, że właśnie prezydent Zełeński wpadł na identyczny pomysł i rozpoczął jednych oligarchów rozgrywać przy pomocy innych.

„Głupi niedźwiedziu, gdybyś w mateczniku siedział, nigdy by się o tobie Wojski nie dowiedział!” – pisał Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”. Niestety żydowski oligarcha z trzema paszportami: izraelskim, cypryjskim i ukraińskim – Igor Kołomojski pewnie „Pana Tadeusza” nie czytał, bo czytał tylko książeczki czekowe, toteż właśnie trafił do ukraińskiego aresztu wydobywczego.

Nie ma czego mu zazdrościć, bo w ukraińskim areszcie wydobywczym pewnie jest gorzej i to znacznie, niż – dajmy na to w polskim – skoro pan Sławomir Nowak wprost wyłaził ze skóry, żeby dostać się do wydobywczego aresztu polskiego. W polskim areszcie wydobywczym delikwent może być co najwyżej „przecwelowany”, a i to pod warunkiem, że prokuratura zdecyduje się na zastosowanie takiego środka perswazji, podczas gdy w ukraińskim areszcie wydobywczym można się pewnego ranka obudzić bez głowy, nie mówiąc już o innych częściach ciała. Gdyby tedy Igor Kołomojski mieszkał sobie w Izraelu, to żadna siła by go w areszcie wydobywczym nie umieściła. Uchowałby się nawet na Cyprze, ale z jakichś zagadkowych przyczyn zjawił się na Ukrainie, no a tam stało się to, co się stać musiało.

A dlaczego musiało? Żeby na to pytanie odpowiedzieć, musimy przypomnieć, że właśnie Igor Kołomojski był wynalazcą Włodzimierza Zełeńskiego, którego z aktora nie tylko wylansował na prezydenta, ale w dodatku sfinansował mu całą wyborczą kampanię. Teraz, kiedy prezydent Zełeński jest przez amerykański Departament Stanu nadymany na natchnienie świata, może już nie uważa, że wobec swojego wynalazcy powinien zachować coś w rodzaju wdzięczności, ale niewdzięczność nie musi przecież oznaczać zaraz wtrącania swego wynalazcy do aresztu wydobywczego, na pastwę siedzących tam rezunów. Zatem za decyzją prezydenta Zełeńskiego muszą kryć się motywy inne niż tylko czarna niewdzięczność.

No dobrze – ale jakie? Nietrudno się tego domyślić. Jak mawiają wymowni Francuzi: „Kto raz był królem, ten zawsze zachowa majestat”. Skoro tedy Igor Kołomojski już raz wystrugał dla Ukrainy prezydenta z banana, to któż może zaręczyć, że nie wpadnie mu do głowy pomysł, żeby wystrugać jeszcze jednego? Taka możliwość jest całkiem realna w sytuacji, gdy widzimy, iż prezydent Zełeński właśnie jest na etapie pozbywania się ze swojej pirogi murzyńskich chłopców. Jak czytamy w dziewiętnastowiecznych powieściach podróżniczych, gdy biali podróżnicy płynęli pirogą w górę afrykańskiej rzeki, zaraz atakowały ich krokodyle. Wtedy biali podróżnicy wyrzucali z pirogi do rzeki jednego murzyńskiego chłopca po drugim, a krokodyle zajmowały się ich rozszarpywaniem i pozostawiały pirogę z białymi podróżnikami w spokoju. A właśnie prezydent Zełeński wyrzucił z rządowej pirogi ministra obrony, nomen omen Reznikowa, co normalnie byłoby dziwne, bo przecież niezwyciężona ukraińska armia pod jego kierownictwem odnosiła jeden sukces za drugim i nawet przełamała pierwszą linię ruskiej obrony. Ale prezydent Załeński może wiedzieć, jak jest naprawdę i zaczyna się martwić, co to będzie, gdy jakaś Schwein nie tylko publicznie postawi pytanie, kto odpowiada za utratę 20 procent terytorium państwowego, zniszczenia i ofiary, ale w dodatku nieubłaganym palcem wskaże właśnie na niego? A taki moment może nadejść zwłaszcza w sytuacji, gdy amerykańscy twardziele przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi dojdą do wniosku, że tę całą ukraińską awanturę trzeba wreszcie zakończyć. Na razie jeden kandydat w osobie Józia Bidena próbuje umieścić w areszcie wydobywczym swojego przeciwnika Donalda Trumpa, ale Republikanie już próbują wszcząć przeciwko niemu procedurę impeachmentu pod pretekstem ukraińskich łapówek, które co prawda wyliczyli na drobną sumę 10 mln dolarów, ale – jak powiadają – dobra psu i mucha. W dodatku na horyzoncie, niezależnie od Rona de Stantisa, pojawił się jegomość jeszcze gorszy od Trumpa, 38-letni  milioner Vivek Ramaswamy. Ów jegomość jest Hindusem, a z Hindusami nigdy nic nie wiadomo – co zapamiętałem jeszcze z dzieciństwa na podstawie piosenki, jak to „siedziałem pod kaktusem, bawiłem się z Hindusem, a Hindus – jak to Hindus – pociągał mnie za…”. No, mniejsza z tym.

W tej sytuacji prezydentowi Zełeńskiemu mogła przyjść do głowy myśl, żeby ratować się ucieczką do przodu, czyli – żeby Ukrainę sputinizować. To znaczy – co konkretnie zrobić? Żeby to wyjaśnić, musimy cofnąć się do okresu tak zwanej „smuty” w Rosji za Borysa Jelcyna, kiedy to żydowscy oligarchowie: Bieriezowski, Gusiński i inni – nie tylko wzięli Rosję w arendę z ramienia starego żydowskiego grandziarza finansowego Jerzego Sorosa, ale w dodatku decydowali, kto będzie rosyjskim prezydentem. Kiedy Jelcyn zaczął nawet dla nich być niewygodny z powodu pijaństwa, wpadli na pomysł, żeby jego następcą zrobić właśnie Putina, który w ramach minimum konspiracyjnego sprawiał wrażenie, jakby nie potrafił zliczyć do trzech. Ale to była tylko perfidna maska, za którą krył się zimny ruski czekista. Po pewnym czasie całe „społeczeństwo otwarte”, które grandziarz próbował budować z Rosji, podobnie jak przy pomocy Judenratu i swoich utrzymanków robi to w Polsce, leżało przed nim z rozłożonymi nogami, oligarchowie, zrozumiawszy, że nie jest bezpiecznie, dali nogę za granicę, a największym inwestorem zagranicznym w Rosji stał się… Cypr – gdzie schronili się inni oligarchowie. Tych odwiedzili emisariusze Putina, składając im propozycje nie do odrzucenia, dzięki czemu w Rosji nagle znalazły się pieniądze na emerytury i inne takie rzeczy. Tak się zaczęła putinizacja Rosji, której najtwardszym jądrem było odwrócenie dotychczasowej zasady, że to oligarchowie decydują, kto będzie prezydentem. Putin tę zasadę odwrócił i odtąd to prezydent decyduje, kto będzie w Rosji oligarchą.

Bardzo możliwe, że właśnie prezydent Zełeński wpadł na identyczny pomysł i rozpoczął jednych oligarchów rozgrywać przy pomocy innych. Kołomojski powędrował do aresztu wydobywczego, z którego oczywiście może się wykupić, ale już wie, że nie jest bezpiecznie, że okres dobrego fartu dobiegł końca. Zgodnie z prawem Archimedesa, można podnieść nawet kulę ziemską, nie tylko oligarchę kalibru Igora Kołomojskiego, jeśli tylko znajdzie się punkt oparcia.  Nominacja Tatara, Rustema Umerowa na następcę spuszczonego w wodą Reznikowa na ministra obrony pokazuje, że prezydent Zełeński próbuje znaleźć punkt oparcia w osobie oligarchy największego na Ukrainie kalibru, Tatara Rinata Achmetowa. Czy mu się to uda – zobaczymy – ale widać, że próbuje, póki czas, bo w momencie, gdy przestanie być już potrzebny amerykańskim twardzielom, będzie już za późno.

Stanisław Michalkiewicz

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Stanisław Michalkiewicz
Stanisław Michalkiewicz
Jeden z najlepszych współczesnych polskich publicystów, przez wielu czytelników uznawany za „najostrzejsze pióro III RP”. Prawnik, nauczyciel akademicki, a swego czasu również polityk. Współzałożyciel i w latach 1997–1999 prezes Unii Polityki Realnej. Jego blog wygrał wyróżnienie Blog Bloggerów w konkursie Blog Roku 2008 organizowanym przez onet.pl. Autor kilkudziesięciu pozycji książkowych, niezwykle popularnego kanału na YT oraz kilku wywiadów-rzek. Współpracował z kilkudziesięcioma tytułami prasowymi, kilkoma rozgłośniami radiowymi i stacjami TV.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Tak to Pan Bóg sprytnie wykorzystał prawo podaży i popytu

„Towarzyszu z Kanady, który zbożem palisz. To nieprawda, że mąki nikomu nie trzeba. Łopatą ziarna ty mnie od głodu ocalisz. Daj chleba!” – pisał dawno temu Antoni Słonimski w wierszu „Palenie zboża” . Chodziło o to, że zdarzyło się wtedy, iż gwoli podtrzymania cen na pszenicę, podobnie jak na kawę i bawełnę, w Kanadzie palono zboże, w Brazylii topiono w morzu kawę, a w południowych stanach Ameryki palono bawełnę.
5 MIN CZYTANIA

Sztuczna inteligencja w działaniu

Ostatnio coraz częściej mówi się o sztucznej inteligencji i to przeważnie w tonie nader optymistycznym – że rozwiąże ona, jeśli nawet nie wszystkie, to w każdym razie większość problemów, z którymi się borykamy. Tylko niektórzy zaczynają się martwić, co wtedy stanie się z ludźmi, bo skoro sztuczna inteligencja wszystko zrobi, to czy przypadkiem ludzie nie staną się zbędni?
5 MIN CZYTANIA