Wojna na Ukrainie zmieniła sytuację geopolityczną w Europie. Szczególnie odczuwalne jest to przez Niemcy – kraj, który od dziesięcioleci wiązał swoją politykę energetyczną z dostawami z Rosji. Dziś musi na nowo wymyślić swoją strategię rozwoju, aby utrzymać status mocarstwa, którego siłą jest przemysł i eksport. Kraj ten stoi w geopolitycznym rozkroku wobec zaostrzającej się rywalizacji chińsko-amerykańskiej.

Fot. PAP/EPA.

Chiny są dla Niemiec od 2016 r. największym partnerem handlowym. Nasz zachodni sąsiad jest jednym z niewielu krajów świata, które mają nadwyżkę w obrotach handlowych z Państwem Środka. Ograniczanie relacji gospodarczych z Chinami, na co coraz bardziej naciskają u swoich sojuszników Stany Zjednoczone, byłoby więc dla gospodarki Niemiec bardzo dotkliwe. Z drugiej strony podnoszone są argumenty o zagrożeniu, jakie dla niemieckiej gospodarki niesie zbytnie uzależnienie od relacji gospodarczych z Chinami. Możliwe zaostrzenie się w niedalekiej przyszłości sytuacji np. wokół Tajwanu, co wydaje się bardzo realne, może skutkować problemami handlowymi i przerwaniem łańcuchów dostaw. Na razie mamy do czynienia z amerykańskimi naciskami na sojuszników głównie w sektorze najnowocześniejszych technologii związanych z produkcją półprzewodników i sztuczną inteligencją, czy ze strategicznymi inwestycjami w infrastrukturę krajową, ale można przewidywać, że w przyszłości mogą one dotyczyć także innych sektorów. Zasadne jest więc pytanie, co na to Niemcy?

Chiny w centrum niemieckiej debaty

Dyskusje na temat niemieckich relacji z Chinami zyskały na znaczeniu po uformowaniu się nowej koalicji rządowej w 2021 r., a ujawniły się mocno przed wizytą kanclerza Scholza w Chinach na początku listopada. Niemiecki kanclerz był pierwszym zachodnim politykiem i trzecim przywódcą świata (po przywódcach Wietnamu i Pakistanu), który odwiedził ten kraj po wyborze Xi Jinpinga na trzecią kadencję. W kontekście umacniania się tendencji autorytarnych w Chinach, wizyta ta była krytykowana przez wielu ekspertów i zachodnich polityków, jako wyraz rozbijania jedności Zachodu. Dotychczasową politykę współpracy Niemiec z Chinami, którą przez lata budowała kanclerz Merkel i jej poprzednicy, mocno wspiera niemiecki biznes silnie obecny w Państwie Środka. Także kanclerz Scholz objął urząd z zamiarem jej kontynuowania.

Kwestia podejścia do Chin dzieli trójczłonową niemiecką koalicję złożoną z SPD, FDP i Zielonych. Dwie ostatnie partie od początku wskazują na konieczność zmiany relacji z Chinami i położenie – w kwestii relacji gospodarczych – większego nacisku na prawa człowieka, wskazując też na zagrożenia związane z uzależnieniem niemieckiej gospodarki od Chin i zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego. Zwłaszcza Zieloni zwiększają presję w kwestii prowadzenia interesów z Chinami. Robert Habeck, minister gospodarki i wicekanclerz z ramienia tej partii, zapowiadał już kilka miesięcy temu „bardziej zdecydowaną politykę handlową” wobec Chin. W połowie września, na zakończenie konferencji ministrów handlu G7 oświadczył, że „skończyła się naiwność wobec Chin”. Już pod koniec maja odmówił Grupie Volkswagen gwarancji na inwestycje w Chinach. Niemieckie ministerstwo gospodarki zastanawia się obecnie – jak informują media – jak skłonić krajowe firmy, aby zamiast do Chin zwróciły się w kierunku innych krajów azjatyckich. Chodzi nie tylko o państwowe inwestycje i gwarancje eksportowe. Niemiecki państwowy bank rozwojowy KfW bada m.in. możliwości ograniczenia swojego programu dedykowanego Chinom i zaoferowanie w zamian pożyczek na prowadzenie biznesu w krajach takich jak np. Indonezja. Również mniejsze programy, np. promocja targów, są poddawane analizie.

Na początku września br. minister spraw zagranicznych z ramienia Zielonych Annalena Baerbock podczas spotkania z liderami biznesu ostrzegła, że Niemcy nie mogą „po raz drugi robić sobie nadziei, że z autokratycznymi reżimami wcale nie będzie tak źle” . Zapowiedziała opracowanie do końca roku niemieckiej strategii wobec Chin jako części strategii bezpieczeństwa narodowego.
– Dla niemieckiego rządu i dla mnie ważne jest, abyśmy w strategii wobec Chin zawarli to, czego nauczyliśmy się z naszej zależności od Rosji – podkreślała.
Niemiecki MSZ planuje także zaostrzyć przepisy dla firm silnie narażonych na wpływy z Chin, zmuszając je do ujawniania większej liczby informacji i być może przeprowadzania „analiz pod kątem ryzyka geopolitycznego”. Jednak zdaniem Zielonych i FDP w tym temacie w kancelarii Scholza oraz SPD panuje opór.

Spór o chiński kapitał w porcie w Hamburgu

W ostatnim czasie dużo mówiono o sprzedaży przez niemiecki rząd udziałów w jednym z terminali niemieckiego portu w Hamburgu chińskiej państwowej firmie Cosco, co wywołało liczne protesty polityków Zielonych i FDP oraz kilku niemieckich ministerstw wskazujących na zagrożenie pogłębienia zależności od Chin związanego z możliwościami szantażu gospodarczego. Transakcję tę wspierał Scholz, podobnie jak władze Hamburga i część polityków SPD, wskazując na korzyści gospodarcze i technologiczne dotyczące łańcucha dostaw i nowych miejsc pracy. Zdaniem zwolenników transakcji częściowy udział chińskiej firmy w terminalu nie stanowi zagrożenia bezpieczeństwa państwa i nie grozi uzależnieniem. Ostatecznie Chińczycy mają dostać tylko 24,9 proc. udziału w terminalu kontenerowym (pierwotna umowa przewidywała 35 proc.), co ograniczy ich strategiczny wpływ właścicielski. Warto zaznaczyć, że udział chińskich firm w infrastrukturze portowej nie jest w Europie (ale i na świecie) niczym nowym. Obecnie w Europie chińskie firmy mają udziały w kilkunastu portach, w tym w Hawrze i Dunkierce we Francji, Antwerpii i Brugii w Belgii, a także we Włoszech, w Hiszpanii, Turcji i w Grecji.

Pod koniec października, w kontekście dyskusji o porcie w Hamburgu, niemiecki dziennik „Bild” straszył, że Chiny przejmują niemieckie firmy. Jak wskazywał, kapitał z Państwa Środka już od dłuższego czasu ma znaczące albo większościowe udziały w niemieckich firmach, takich jak: Mercedes-Benz, Heidelberger Druckmaschinen (renomowany producent maszyn do druku offsetowego), firma inżynieryjna Kuka czy producent części samochodowych Grammer AG, a marka odzieżowa Tom Tailor została przejęta „za jedno euro”. Obecnie zainteresowaniem Chińczyków – jak wskazuje gazeta – cieszą się głównie przedsiębiorstwa z branż: technologii, elektroniki, mechaniki czy farmacji.

Biznes chce rozwoju współpracy z Chinami

Odmienne od Zielonych i FDP podejście do Chin prezentuje większość niemieckiego biznesu, który jest niezwykle wpływowy. Gdy we wrześniu niemieckie ministerstwo gospodarki zaproponowało przegląd wszystkich inwestycji niemieckich firm w Chinach, wśród niemieckich liderów biznesu, gdy się o tym dowiedzieli, wybuchło poruszenie. Propozycja ministerstwa została więc wkrótce – jak informuje Reuter – odłożona na półkę. Przedsiębiorcy byli zirytowani tym, że nie konsultowano z nimi w wystarczającym stopniu rządowych propozycji uderzających w niemiecki biznes. Niedawno Roland Busch – szef Siemensa oraz przewodniczący Komisji Gospodarczej Azji i Pacyfiku (Asien-Pazifik-Ausschuss der Deutschen Wirtschaft) – zarzucił minister Annalenie Baerbock, że jej ostra krytyka warunków pracy w Chinach może utrudnić import paneli słonecznych, co zaszkodzi niemieckiej transformacji energetycznej – jednemu z kluczowych przedsięwzięć realizowanych przez nową koalicję rządową.

Według badań Juergena Matthesa z Instytutu Niemieckiej Gospodarki (IW), niemiecki biznes zainwestował w pierwszej połowie 2022 r. w Chinach ok. 10 mld euro – to rekordowa kwota, która koncentruje się jednak tylko na kilku sektorach. O dostęp do chińskiego rynku nadal szczególnie zabiegają producenci samochodów i firmy chemiczne – wynika z badania opublikowanego w połowie września przez Rhodium Group. Tylko czterech gigantów niemieckiego przemysłu – VW, BMW, Mercedes i BASF – odpowiada za jedną trzecią europejskich inwestycji bezpośrednich w Chinach – piszą autorzy badania.

Nie wszystkie firmy opowiadają się jednak za miękką postawą wobec Chin. Federalny Związek Przemysłu (BDI) wielokrotnie wskazywał, że niemieckie przedsiębiorstwa mierzą się tam z coraz trudniejszymi warunkami działania. Presja polityczna władz, arbitralnie wprowadzane regulacje czy przymus udostępniania technologii – wszystko to stoi, zdaniem organizacji, w sprzeczności z zasadą równego traktowania podmiotów gospodarczych. Tolerancja biznesu względem takich praktyk spada, bo rosną obawy przed chińską konkurencją.

Delegacje biznesowe Merkel

W ostatnich dziesięcioleciach stosunki niemiecko-chińskie były przede wszystkim stosunkami gospodarczymi – i to kwitnącymi. Duże delegacje biznesowe regularnie towarzyszyły szefom niemieckich rządów w podróżach do Chin, gdzie celebrowano podpisywanie nowych projektów współpracy. Angela Merkel przez całą swoją kadencję zbudowała niezwykle silne relacje z tym krajem i rozszerzyła współpracę chińskiego i niemieckiego biznesu. Jak podaje „Deutsche Welle” w Chinach działa dziś ponad 5000 niemieckich firm, które zainwestowały tam około 90 mld euro. Wymiana Niemiec z Chinami przekroczyła w 2020 r. 213 mld euro i jest o ponad 40 mld euro większa niż z USA.

Niemiecki biznes zbudował swoje globalne łańcuchy produkcyjne w oparciu o komponenty dostarczane z i do Chin. Gabinety Merkel bardzo angażowały się w kooperację gospodarczą z Państwem Środka, ale pozostawały dość powściągliwe w wytykaniu Pekinowi naruszeń praw człowieka i tendencji autorytarnych. Dla niektórych firm Chiny stały się najważniejszym rynkiem zbytu dóbr końcowych. Dla przykładu: koncerny samochodowe generują na nim 30-50 proc. zysków. W 2020 r. Volkswagen Group sprzedała w Chinach 3,75 mln aut (niemal trzykrotnie więcej niż w Europie), z czego zaledwie 171 tys. pochodziło z importu. Z kolei koncern BMW pod koniec 2021 r. ogłosił przeniesienie do Chin części produkcji z USA (do spółki z firmą Brilliance). Więzi zacieśnia także Daimler (od lutego 2022 r. Mercedes-Benz), którego największym zewnętrznym udziałowcem jest BAIC (Beijing Automotive Industry Holding) .

Nowa strategia Scholza wobec Chin

Kanclerz Olaf Scholz uważany jest za kontynuatora polityki kanclerz Merkel, ale presja, przed którą stanął ze strony swoich współkoalicjantów oraz wielu liderów opinii wpłynęła na zaproponowanie przez niego zmian w niemieckiej polityce wobec Chin. Jednak mimo wielu głosów krytycznych zdecydował się na wizytę w Chinach na początku listopada, gdzie poruszył temat zagrożeń płynących z agresji Rosji na Ukrainę, ale podkreślał także, że zarówno Niemcy, jak i Chiny nie są zwolennikami gospodarczego „rozłączenia” (decoupling). Mówił też, że potrzeba „więcej wzajemności oraz równego dostępu dla inwestycji oraz unikania zależności”. Kanclerzowi towarzyszyła delegacja niemieckich przedsiębiorców. Byli wśród nich m.in. szefowie firm Adidas, Deutsche Bank, BioNTech, Siemens, Volkswagen, BASF i Bayer.

Przed wizytą w Chinach, w tekście opublikowanym w „Politico” i „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, Scholz zarysował swoją nową wizję relacji z tym krajem. Napisał, że Berlin musi zmienić sposób, w jaki postępuje z Chinami w czasie, gdy kraj ten wraca bardziej otwarcie do „marksistowsko-leninowskiej” wizji politycznej. Scholz bronił jednak swojej podróży do Chin, ale zaznaczył, że niemieckie firmy będą musiały podjąć kroki w celu zmniejszenia „ryzykownych zależności” w przemysłowych łańcuchach dostaw – szczególnie w zakresie nowoczesnych technologii. Napisał też, że prezydent Xi Jinping celowo realizował polityczną strategię uzależniania międzynarodowych firm od Chin. Scholz podkreślił, że „Niemcy – bardziej niż inne kraje – dotknęły bolesne doświadczenia związane z podziałem w czasach zimnej wojny i nie są zainteresowane powstaniem nowych bloków”. W kontekście Chin – jak napisał – oznacza to, że „kraj, który ma 1,4 mld ludności i swoją siłę gospodarczą, będzie odgrywał w przyszłości kluczową rolę w świecie, tak jak było to przez długie okresy w historii”. Jego zdaniem Chiny nie powinny być więc izolowane, choć trzeba zapobiegać ich hegemonizmowi.

Niemcy przed dylematem

Niemcy stoją obecnie przez ważnym dylematem dotyczącym ich miejsca w nowo kształtującej się geopolitycznej rzeczywistości zdominowanej przez Stany Zjednoczone i Chiny, jednak przy zachowaniu ograniczonego wpływu mniejszych, znaczących graczy, takich jak Indie, Turcja, czy właśnie Niemcy.

Niemcy starają się odnaleźć w nowej rzeczywistości, w której izolowany (przez Zachód, ale i coraz bardziej przez resztę świata) jest ich główny dostawca energii – Rosja, a główny niemiecki partner gospodarczy – Chiny są strategicznym konkurentem Stanów Zjednoczonych. Dla Niemiec dominacja gospodarcza w Europie Środkowo-Wschodniej oraz rozległe relacje z Rosją i Chinami stanowią fundament ich hegemonii w Europie. Realizują swoje interesy poprzez handel i budowanie więzi gospodarczych, bardzo podobnie jak Chińczycy. Dlatego utrata rosyjskiego rynku dostaw energii i chińskiego rynku ekspansji eksportowej może oznaczać ograniczenie możliwości niemieckiej gospodarki i spadek statusu państwa.

Niemiecki eksport i kondycja gospodarki mają także ważne znaczenie dla polskiej gospodarki, która obecnie jest ważnym poddostawcą niemieckiego eksportu (niestety – choć przynosi to korzyści). Ocenia się, że wartość polskiego eksportu do Chin (w 2021 r. ok. 5,5 mld dolarów) byłaby o 40 proc. większa, gdyby wliczyć wartość produktów wysyłanych do Niemiec, a następnie przetwarzanych tam, eksportowanych do Chin i zaliczanych jako eksport niemiecki.

Poprzedni artykułKongres 590 – Nowy koncern multienergetyczny filarem bezpieczeństwa w regionie
Następny artykułOdebrać radnym samochody!