fbpx
piątek, 1 marca, 2024
Strona głównaFelietonSzkoda, że marszałek Piłsudski nigdy nie wyjaśnił, co to jest serdel

Szkoda, że marszałek Piłsudski nigdy nie wyjaśnił, co to jest serdel

Co tu ukrywać; mamy dwie możliwości. Albo pana Bartłomieja Sienkiewicza wspierały proroctwa, kiedy mówił, że państwo polskie to „ch..., d... i kamieni kupa”, albo nie wspierały go żadne proroctwa, tylko w ten sposób podsumowywał nie tylko własne dokonania na stanowisku ministra spraw wewnętrznych w rządzie Donalda Tuska i nadzorcy wszystkich bezpieczniackich watah, ale również nakreślał plany tzw. dalszego doskonalenia naszego nieszczęśliwego kraju.

Taka diagnoza naszego nieszczęśliwego kraju nie jest wcale taka oryginalna, jak można by sobie pomyśleć. Podobnie było w okresie międzywojennym, w epoce tak zwanej „sejmokracji”, która tak bardzo nie podobała się marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu, że aż 12 maja 1926 roku urządził zamach stanu. Pretekstem do tego zamachu było przekształcanie Rzeczypospolitej Polskiej w „burdel i serdel”, bo – w odróżnieniu od pana ministra Bartłomieja Sienkiewicza – marszałek Piłsudski tak właśnie określał sytuację. Zamach miał doprowadzić do jej uzdrowienia, czyli do tzw. sanacji, ale lekarstwo okazało się jeszcze gorsze od choroby. Burdel i serdel bynajmniej się nie zakończył, tylko zmieniły się bajzelmamy i personel – a poza tym wszystko zostało po staremu. Nawiasem mówiąc, marszałek Piłsudski nigdy nie wyjaśnił, co to jest „serdel”. Próbowałem szukać w słownikach – ale bezskutecznie. Najwyraźniej kryje się pod tym określeniem jakaś tajemnica państwowa, która pozostaje tajemnicą bez względu na epoki, ustroje i polityczne konstelacje.

W dniach ostatnich – bo chyba zbliżają się zapowiadane „dni ostatnie” – w ramach pokuty za świąteczne swawole oglądałem debatę z udziałem mojej faworyty, Wielce Czcigodnej Anny Marii Żukowskiej z pierwszorzędnymi korzeniami, jakiejś innej pani, podobno nowej wicemarszalicy sejmowej, Wielce Czcigodnego Piotra Zgorzelskiego  z Trzeciej Nogi, czyli z PSL, pana ministra Mastalerka, Wielce Czcigodnego Radosława Fogla z PiS i Wielce Czcigodnego Krzysztofa Bosaka z Konfederacji. Debatę prowadził pan red. Bogdan Rymanowski. Jednym z wątków była kwestia, czy instytucje Unii Europejskiej – które wicemarszałek Krzyszfof Bosak nie bez przyczyny określił jako „gang eurokratów” – mogą decydować o tym, które instytucje Rzeczypospolitej Polskiej istnieją, a których w ogóle nie ma. Pan Bosak twierdził, podobnie jak pan Mastelerek i pan Fogiel – że nie mogą, bo stosowne traktaty na przykład kwestię organizacji sądownictwa pozostawiły do wyłącznej kompetencji członkowskich bantustanów. Tymczasem obydwie Wielce Czcigodne panie uważały, że jest odwrotnie – że jak najbardziej powinny o tym decydować, bo „tak stanowią traktaty”. Ponieważ nawet Donald Tusk, po podpisaniu 13 grudnia 2007 roku traktatu lizbońskiego przyznał się, że go nie czytał, to trudno się spodziewać, by czytały go obydwie Wielce Czcigodne. Jeśli tedy z dużą pewnością siebie mówiły, że traktaty to, czy tamto, to – jak przypuszczam – nie mówiły tego od siebie, tylko powtarzały opinie panów, z którymi akurat ostatnio sypiały.  Coraz bardziej bowiem przekonuję się do opinii Janusza Korwin-Mikkego, że kobiety z reguły przyjmują za własne poglądy polityczne i wszelkie inne mężczyzn, z którymi akurat się „bzykają”. Co innego Wielce Czcigodny Piotr Zgorzelski. Jestem przekonany, że gdyby nie był w Trzeciej Nodze, albo nawet gdyby był – ale Trzecia Noga byłaby w opozycji do Volksdeutsche Partei, to z taką samą pewnością siebie głosiłby opinię diametralnie odmienną. Nie ma bowiem takiej  bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem. Z tych oczywistych powodów nie ma co traktować poważnie ani opinii obydwu Wielce Czcigodnych pań, ani opinii Wielce Czcigodnego Piotra Zgorzelskiego. Dodatkowym powodem jest okoliczność, że – jak zauważyli panowie Bosak i Mastalerek – całe to towarzycho powtarza za luksemburskimi przebierańcami, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego w Warszawie „nie jest żadnym sądem” – ale w innych sprawach orzeczenia tej Izby bez sprzeciwu uznawało. Tym bardziej, gdyby 11 stycznia ta właśnie Izba, imieniem Sądu Najwyższego, zgodnie z art. 101 konstytucji orzekła, że wybory były ważne, że Sejm jest Sejmem, posłowie są posłami, a rząd rządem – to przecież ani nie będzie protestowało, ani nie będzie próbowało tego orzeczenia poważać. Słowem – jeszcze raz potwierdziła się opinia amerykańskiego pisarza Roberta Penn Warrena, który w swojej znakomitej powieści „Gubernator” zauważa, że jak człowiek politykuje, to jego sumienie także.

Ale to była tylko taka sobie debata, podczas gdy działalność sędziowskich gangów, jakie za sprawą niemieckiej BND ukonstytuowały się w Polsce, kiedy tylko Nasza Złota Pani z Berlina po gospodarskiej wizycie w Warszawie 7 lutego 2017 roku kazała rozpocząć u nas nieubłaganą walkę o praworządność, ociera się już o kryminał. Oto totumfacki sezonowego pana marszałka Sejmu, pan Zakroczymski – najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z wagi tego, co mówi – przyznał się, iż uzgodnił z prezesem Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego, panem Piotrem Prusinowskim, że sezonowy marszałek Sejmu pan Hołownia przekaże skargi panów Kamińskiego i Wąsika tej właśnie Izbie, no a pan Prusinowski już dopilnuje, żeby wszystko zakończyło się gites tenteges. Pani Pierwsza Prezes SN Małgorzata Manowska w ostrych słowach skrytykowała ten postępek, ale były funkcjonariusz PZPR, a obecnie sędzia SN pan Krzysztof Rączka nie posiada się z oburzenia na zuchwalstwo pani prezes Manowskiej, która jego zdaniem „jest w stanie wszystko powiedzieć”. Jeśli komuś potrzeba przykładu ilustrującego demoralizację środowiska sędziowskiego w Polsce, to właśnie może sobie ten obrazek obejrzeć. Wymowni Francuzi powiadają, że kto raz był królem, ten zawsze zachowa majestat, co w przypadku pana sędziego Rączki zdaje się sprawdzać.

No dobrze – ale co w tej sytuacji można by zrobić? Turecki prezydent Erdogan się nie wahał, tylko w swoim czasie wyaresztował ponad półtora tysiąca sędziów, nie tylko od razu przywracając im w ten sposób poczucie rzeczywistości, ale i doprowadzając do „opcji zerowej”. Pan prezydent Duda na coś podobnego chyba się nie odważy; zresztą nie wiadomo, czy posłuchałaby go nasza niezwyciężona armia, nie mówiąc już o bezpieczniackich watahach, które – Bóg jeden wie, kogo naprawdę słuchają. W tej sytuacji jesteśmy chyba skazani na „burdel i serdel” – aż Niemcy zlikwidują III Rzeczpospolitą i ustanowią tu Generalne Gubernatorstwo, w którym wszyscy niezawiśli sędziowie będą chodzić jak w zegarku – według wskazówek Reichsgerichtu.

Stanisław Michalkiewicz

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Stanisław Michalkiewicz
Stanisław Michalkiewicz
Jeden z najlepszych współczesnych polskich publicystów, przez wielu czytelników uznawany za „najostrzejsze pióro III RP”. Prawnik, nauczyciel akademicki, a swego czasu również polityk. Współzałożyciel i w latach 1997–1999 prezes Unii Polityki Realnej. Jego blog wygrał wyróżnienie Blog Bloggerów w konkursie Blog Roku 2008 organizowanym przez onet.pl. Autor kilkudziesięciu pozycji książkowych, niezwykle popularnego kanału na YT oraz kilku wywiadów-rzek. Współpracował z kilkudziesięcioma tytułami prasowymi, kilkoma rozgłośniami radiowymi i stacjami TV.

INNE Z TEJ KATEGORII

Prawda jak wino potrzebuje czasu

To nie polityka tylko w dużej mierze ekonomia zadecydowała o kierunku, w jakim rozwija się konflikt rosyjsko-ukraiński. Ekonomia wojny i wojenna ekonomia. I tutaj musimy zmierzyć się z prawdą dotyczącą m.in. stanu rosyjskiej gospodarki. Prawdą, która stoi w opozycji do opinii, jakimi karmiliśmy się na długo przed wybuchem pełnoskalowej wojny.
6 MIN CZYTANIA

Wiosna i wybory samorządowe

Samorządy terytorialne – jak się okazuje – są zadłużone na 90 mld zł, z czego za połowę długu odpowiadają miasta, zwłaszcza te na prawach powiatu. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że nasi Umiłowani Przywódcy ze szczebla samorządowego pragną przychylić swemu ludowi nieba, a wiadomo, że czegoś takiego za darmo się nie zrobi.
5 MIN CZYTANIA

Awaria na kwadrans i godzina na W

Jesteśmy mistrzami prowizorki, jesteśmy świetni w improwizowaniu, jesteśmy czempionami w solidarności. Ale skoro w podatkach płacimy za zorganizowanie nam obrony cywilnej, to powinniśmy tę obronę mieć.
4 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Wiosna i wybory samorządowe

Samorządy terytorialne – jak się okazuje – są zadłużone na 90 mld zł, z czego za połowę długu odpowiadają miasta, zwłaszcza te na prawach powiatu. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że nasi Umiłowani Przywódcy ze szczebla samorządowego pragną przychylić swemu ludowi nieba, a wiadomo, że czegoś takiego za darmo się nie zrobi.
5 MIN CZYTANIA

Diagnoza i terapia, czyli co dalej ze strukturami Kościoła katolickiego w Polsce

Dopóki instytucje państwa nie były nastawione na ograniczanie, wypieranie, a w perspektywie likwidację wpływów Kościoła katolickiego – jakoś się to bilansowało. Jednak z chwilą, gdy nowy rząd przystąpił do stopniowego rugowania nauki religii w szkołach, a prywatniackie pretensje stały się częścią polityki państwa skierowanej na podcięcie ekonomicznych fundamentów Kościoła, egzystencja wielu parafii stanęła pod znakiem zapytania. Inna rzecz, że przewielebne duchowieństwo samo stworzyło ku temu wiele okazji.
5 MIN CZYTANIA

Mężykowie markują politykowanie

Jaki rozwój jest „zrównoważony”? Taki, który nie dokonuje się spontanicznie, tylko jest centralnie zaprojektowany. Co to jest wielbłąd? To jest koń zaprojektowany przez komisję. Co ci przypomina widok znajomy ten? Ależ tak, oczywiście – socjalistyczne planowanie gospodarcze.
6 MIN CZYTANIA