fbpx
sobota, 22 czerwca, 2024
Strona głównaBiznesPolska pionkiem w zbożowej grze

Polska pionkiem w zbożowej grze

Zboże to temat, który w ostatnich tygodniach rozgrzewa do czerwoności debatę medialną.

Pokłosiem katastrofalnej sytuacji rynkowej w kraju jest ustąpienie Henryka Kowalczyka ze stanowiska ministra rolnictwa i rozwoju wsi. Ten polityczny ruch nie zmienia jednak sytuacji polskich rolników uwikłanych w grę, którą szalenie trudno będzie im wygrać. O ile w ogóle jest to możliwe.

Światowa produkcja zbóż

Według danych Eurostatu w 2022 roku największym producentem zbóż na świecie były Chiny, w których zbiory wyniosły nieco ponad 570 mln ton. Na drugim miejscu plasowały się Stany Zjednoczone – 347,8 mln ton, na trzecim Unia Europejska z wynikiem 265,8 mln ton. Do światowych potentatów zaliczyć należy także Indie – 261,3 mln ton, Brazylię – 97,8 mln ton oraz – co najistotniejsze z polskiego punktu widzenia – Rosję (78,3 mln ton) i Ukrainę (83 mln ton).

Właściwe po co komu powyższa wyliczanka? Po pierwsze wiedza dotycząca największych graczy na globalnym rynku pozwala zbudować obraz sektora i wytyczyć siatkę wzajemnych zależności, po drugie jednak – co znacznie ważniejsze z naszej perspektywy – daje nam punkt odniesienia. Mówi on wiele o sytuacji Polski w kontekście rynkowych hegemonów.

Czy cokolwiek znaczymy?

W wymiarze globalnym pozycję Polski na rynku zbóż traktować należy absolutnie marginalnie. Ze zbiorami na poziomie 34,6 mln ton (rok 2022) nie możemy porównywać się z największymi światowymi potęgami. Nie ma co się oszukiwać – nawet silna pozycja Polski na unijnym rynku produkcji zbóż nie sprawia, że Unia postawi interesy naszego kraju ponad interesami np. państw Starej Unii. Czy to jednak znaczy, że mamy być chłopcem do bicia? A skąd!

Polski sektor zbożowy – jakkolwiek niewielki w wymiarze globalnym – odgrywa kapitalną rolę w regionie i rokrocznie zyskuje na znaczeniu zarówno w kontekście produkcji na rynek wewnętrzny, jak i z przeznaczeniem na eksport. Dla polskiej gospodarki rodzimy sektor zbożowy jest ważny. Kropka. Widzi to także Unia Europejska, która ma tendencję do wspierania rozwoju państw członkowskich, ale… tylko do pewnego poziomu, który nie pozwoli im zachwiać pozycją starych unijnych wyjadaczy.

Kilka lat temu zbyt silnie rozwijał się w Polsce sektor produkcji foie gras, więc został zlikwidowany po to, żeby produkcję – jak się okazało – przejąć mogła Francja. Producenci jaj, po rozpoczęciu zbyt ekspansywnej polityki eksportowej, muszą dziś mierzyć się kampanią wymierzoną w jajka „trójki” i tak dalej, i tak dalej. Teraz instrumentalnie wykorzystano nas w kontekście rynku zbóż.

Pomoc, czyli PR

Największe gospodarki Unii Europejskiej nie popisały się, jeśli chodzi o pomoc pogrążonej w wojnie Ukrainie. Choćby Niemcy – bardziej ceniły sobie wieloletnią przyjaźń kanclerza Schrödera z Władimirem Putinem aniżeli konieczność pomocy unijnemu sąsiadowi zza miedzy. Prezydent Macron dzwonił wprawdzie do Putina, ale nie udało mu się pokojowymi metodami nakłonić go do zakończenia inwazji. Działania Unii względem Ukrainy były i są pozorowane. Wyjątkiem jest tu Polska.

Unia wpadła jednak na „fantastyczny” pomysł. Może nie szło jej w kwestii pomocy militarnej, ale do wykorzystania pozostały przecież mechanizmy gospodarcze, którymi można pomóc Ukrainie bez uszczerbku na finansowej kondycji Wspólnoty. Bo przecież kto przejmowałby się jednym tylko krajem – Polską, której Unia Europejska winna jest przecież traktatową lojalność.

Państwo w garniturach, pijący latte w Brukseli, zdecydowali zatem o losie polskich rolników i ogłosili, że doskonałym pomysłem będzie zniesienie ceł na eksport żywności z Ukrainy do Unii Europejskiej. Zaimportowane w ten sposób do UE towary z całą pewnością zostaną przecież rozdystrybuowane do wszystkich krajów członkowskich. Ciężar rozleje się równo na wspólnotowe państwa i stanie się nieodczuwalny. Taką bajeczkę wciskały obywatelom media na zachodzie kontynentu.

Tak naprawdę decyzja o zdjęciu ceł z ukraińskich produktów podjęta została z pełną premedytacją i kompletną wiedzą na temat tego, że ofiarą decyzji podjętych w Brukseli będzie Polska, a dokładnie polskie rolnictwo. Unia ma w nosie dramaty tysięcy polskich gospodarstw sektora zbożowego, które najpewniej upadną, bo nie wytrzymają cenowej konkurencji ze strony zboża z Ukrainy. Nie ma na to szans – skala ukraińskiej produkcji i warunki dla rozwoju sektora są tam nieporównywalnie korzystniejsze niż w Polsce, a koszty produkcji ponoszone przez tamtejszych rolników są niewspółmiernie niższe niż te, z którymi borykać muszą się polscy gospodarze.

Kiedy mleko już się wylało i Unia nie mogła udawać, że polskich problemów nie widzi, zdecydowano o… przedstawieniu projektu przedłużającego bezcłowe eldorado. Głosowany będzie on za dwa tygodnie, ale szanse na jego odrzucenie są bliskie zeru. Unia Europejska (czyt. Niemcy) chcą tą decyzją wybielić się w oczach opinii publicznej i zmazać plamę, która powstała w wyniku ociągania się z pomocą państwu, które zostało zaatakowane przez wrogie mocarstwo. Owo PR-owe „wybielanie” nie ma – naturalnie – proweniencji moralnej, a wyłącznie biznesową, bo łatka samoluba zaczęła Niemcom nieco wadzić.

Musimy pamiętać, że zboże to nie koniec gehenny. Ukraina jest także gigantem na rynku produkcji mięsnej i te produkty już niedługo także zaczną wypierać z Unii polską konkurencję.

Co może zrobić Polska?

Mimo wszystko bić się o przywrócenie ceł. Trudno dziś myśleć o przyszłości polskiego rolnictwa bez takiego ruchu ze strony Brukseli. Samodzielnie tego nie dokonamy. Dlatego na barkach polskich władz spoczywa dziś obowiązek sformowania wspólnego frontu z państwami, które widzą realne zagrożenie w niekontrolowanym napływie tak zboża, jak i – w dalszej perspektywie – innych artykułów rolno-spożywczych ze Wschodu. Aby oczyścić krajowy rynek, niezwłocznie wyeksportować musimy z niego nadwyżki, które od miesięcy zalegają w silosach w oczekiwaniu na mityczne „wyższe ceny”.

Istotnym celem – i to nie spodoba się unijnym decydentom – jest dołożenie maksymalnych starań do rozwoju silnego sektora produkcji zwierzęcej. Musimy pamiętać, że wciąż większość zbóż uprawianych w Polsce zbieranych jest z przeznaczeniem do wykorzystania w przemyśle paszowym. Silny sektor hodowlany to pewny zbyt dla tysięcy polskich gospodarstw ukierunkowanych na uprawę. Idąc dalej tym tropem, ważne jest znalezienie dla zbóż alternatywnej ścieżki wykorzystania, np. przy produkcji energii czy produkcji paliw.

Warto także „przeczekać” trudne chwile. Musimy pamiętać, że – niezależnie od tego, czy Ukraina wejdzie do Unii Europejskiej, czy stworzy z nią wspólne terytorium celne – będzie musiała ponieść znaczące koszty związane z dostosowaniem jakości produkcji do unijnych standardów. Przełoży się to na przynajmniej częściowe zniwelowanie różnic cenowych, które dziś sprawiają, że ukraińskie zboże w cuglach wygrywa konkurencję z polskimi towarami.

Jacek Podgórski
Jacek Podgórski
Dyrektor Forum Rolnego Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Członek zespołu problemowego ds. ubezpieczeń społecznych oraz zespołu problemowego ds. międzynarodowych Rady Dialogu Społecznego. Były dyrektor Forum Podatkowo-Regulacyjnego w Departamencie Prawa i Legislacji ZPP. Wieloletni dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej. Autor licznych publikacji z zakresu funkcjonowania gospodarki rolnej Polski i Unii Europejskiej. Były dziennikarz i felietonista.

INNE Z TEJ KATEGORII

Branża noclegowa liczy długi i wypatruje gości

Rusza sezon dla turystycznych obiektów noclegowych. Bez wątpienia przedsiębiorcy oferujący zakwaterowanie liczą, że w nadchodzących miesiącach utrzyma się tendencja z zeszłego roku, gdy liczba turystów, którym udzielono noclegów wzrosła o blisko 6 proc.
5 MIN CZYTANIA

„Drapieżne koty” z Polski sprawdziły się na polu walki. Ukraińcy zwiększają zamówienia

Polskie wozy bojowe Oncilla, wyprodukowane przez firmę Mista ze Stalowej Woli, doskonale sprawdziły się na polu walki. Na froncie walczy już setka transporterów. Ukraińska armia zamówiła kolejną partię „drapieżnych kotów”.
2 MIN CZYTANIA

Polski drób niedługo znajdzie się na azjatyckich stołach

– Produkujemy rocznie trzy miliony ton mięsa drobiowego. To najwięcej w UE – zaznacza Dariusz Goszczyński, prezes zarządu Krajowej Rady Drobiarstwa – Izba Gospodarcza (KRD-IG). Według niego, wysoka jakość rodzimego drobiu predestynuje go do sprzedaży nawet na tak wymagających rynkach jak Japonia czy Hongkong.
4 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Jak uzdrowić krajową legislację?

W Polsce o procesie legislacyjnym trudno dziś mówić bez emocji. Złośliwie można by powiedzieć, że jest to wprawdzie proces, ale nie stanowienia prawa, tylko jego masowej produkcji. I to produkcji marnej jakości. Nie pozostaje to bez znaczenia dla biznesu, który o legislacji myśli z uzasadnioną trwogą.
6 MIN CZYTANIA

Obudzić z marazmu polski rynek pracy!

Polski rynek pracy w niedalekiej przyszłości będzie borykać się z niedoborem pracowników znacznie przewyższającym dzisiejsze, sygnalizowane przez przedsiębiorców, problemy. Wskaźniki demograficzne nie pozostawiają tu złudzeń. Pozostaje tu zatem pytanie – co robić?
5 MIN CZYTANIA

Polska powinna mieć swoją rakiję

Produkcja destylatów to element tradycji i kultury wielu regionów świata. Polska wcale nie jest tu białą plamą na mapie świata, ale od innych miejsc w samej choćby Unii Europejskiej odróżnia nas to, że wytwarzanie trunków o „słusznym” woltażu w domowych warunkach jest nad Wisłą po prostu nielegalne.
4 MIN CZYTANIA