fbpx
czwartek, 25 kwietnia, 2024
Strona głównaFelietonPrawda jak wino potrzebuje czasu

Prawda jak wino potrzebuje czasu

To nie polityka tylko w dużej mierze ekonomia zadecydowała o kierunku, w jakim rozwija się konflikt rosyjsko-ukraiński. Ekonomia wojny i wojenna ekonomia. I tutaj musimy zmierzyć się z prawdą dotyczącą m.in. stanu rosyjskiej gospodarki. Prawdą, która stoi w opozycji do opinii, jakimi karmiliśmy się na długo przed wybuchem pełnoskalowej wojny.

Trudno się pisze o wojnie, a już szczególnie, o czym zresztą wspominałem w treści jednego z wcześniejszych felietonów, o wojnie za naszą wschodnią granicą. Olbrzymiego wysiłku wymaga nie tylko próba podzielenia się własnymi przemyśleniami, ale przede wszystkim podjęcie decyzji, czy rzeczywiście o tym pisać. Te dwa lata udowodniły, że poruszamy się bardziej w świecie emocji niż faktów i co gorsza, nie wiemy czy taką postawę prezentuje jedynie opinia publiczna. Wiele wskazuje na to, że przykład płynie od strony podejmujących decyzje polityków.

Wydaje się, że cierpi na tym wszystkim prawda. Oczywiście ktoś słusznie może zarzucić, że prawda w czasach wojny jest towarem deficytowym, i nie chodzi tylko i wyłącznie o teatr działań propagandowych. Raczej o to, że od pierwszego dnia wojny bardziej karmimy się opinią niż informacją. Sama zaś informacja w warunkach konfliktu jest niezmiernie trudna do zweryfikowania. Media z natury rzeczy działają poprzez powielanie i ewentualne przetworzenie informacji wcześniej ogłoszonej przez jedno z nich.

Z drugiej strony dochodzenie do prawdy to przecież nie tylko empiryczne poznawanie faktów. To również działania logiczne. Przecież praca każdej instytucji analitycznej – nieważne, czy tej pracującej dla „rządu”, czy też wypowiadającej się dla społeczności – sprowadza się do ustalania faktów na podstawie procesu weryfikacji logicznej dostępnych informacji, gdzie celem zasadniczym jest przecież ustalenie prawdy, czyli stwierdzenie, czy dana informacja jest prawdziwa, czy fałszywa.

Ten przydługi wywód prowadzi poniekąd znowu ku początkowi tego tekstu. Wyjaśnia, dlaczego tak karkołomnym jest poruszanie tematu pełnoskalowej wojny na Ukrainie. Wyjaśnia, dlaczego tak wiele stanowisk publicystycznych było nieakceptowalnych społecznie lub politycznie, pomimo że prawdy nie dane nam było zakosztować przynajmniej na tyle, by dokonać ich negatywnej weryfikacji.

By problem ten należycie zobrazować, szczególnie w kontekście przeżywanej drugiej rocznicy wybuchu konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, przywołam urywki opinii, którą dwa lata temu, w pierwszych dniach tej wojny, zdarzyło mi się wygłosić w mediach społecznościowych. Postawiłem wtedy dwie hipotezy: jedną, że wojna ma charakter testowania wiarygodności NATO jako jednego z filarów bezpieczeństwa USA, i drugą, że Ukraina tej wojny wygrać nie może. I pomimo bardzo pochlebnej opinii osób obserwujących, na długo zaprzestałem komentowania tej sprawy, z uwagi na przeogromne nasycenie opinii publicznej emocjami.

Gdzie leży zatem prawda? Śmiem twierdzić, że prawda leży tam, gdzie upływ czasu jest wystarczający, aby mogła się ukazać. Przez długi okres czasu opinie, poparte zresztą stosownymi analizami, jakoby wynik wojny miał być z góry przesądzony, spotykały się z surową krytyką opinii publicznej. Tymczasem, obecnie, po dwóch latach tej wojny, doniesienia medialne nie pozostawiają wątpliwości, że Ukraina nie może myśleć o zwycięstwie i zapewne musi pogodzić się ze stratami terytorialnymi, pomimo ogromnego osobistego wysiłku społeczeństwa. Piszą tak nie tylko nasze rodzime serwisy, ale tak prestiżowe tytuły jak choćby „Time”. Potwierdzają to także eksperci, z Jackiem Bartosiakiem na czele. Są jednakże i pojedyncze głosy przeciwne, jak choćby Pawła Kowala, który z uporem twierdzi, że „wojna zakończy się zwycięstwem Ukrainy i rozpadem Rosji”.

Myślę, że z takiego scenariusza niemal każda osoba w Polsce byłaby zadowolona, jednak to nie polityka tylko w dużej mierze ekonomia zadecydowała o kierunku w jakim rozwijał się konflikt. Ekonomia wojny i wojenna ekonomia.

I tutaj znowu musimy zmierzyć się z prawdą, tą, która wyłania się po okresie dwóch lat. Prawdą, która stoi w opozycji do opinii, jakimi poniekąd karmiliśmy się jeszcze na długo przed wybuchem pełnoskalowej wojny. Opinii o stanie gospodarki Rosji, opinii o globalnej roli gospodarki europejskiej, wreszcie opinii o determinacji geopolitycznej dominacji USA, którą obecnie zweryfikowała ekonomia i inna wojna – ta polityczna toczona przed wyborami.

Jak pisze Bussines Insider, „dwa lata po rozpoczęciu wojny w Ukrainie rosyjska gospodarka pozostaje niezachwiana”. Dzieje się tak dzięki wojennej ekonomii, która napędza gospodarkę, szczególnie krajów o dużym potencjale makroekonomicznym. Bussines Insider wskazuje też, że „Rosja przystąpiła do wojny w dobrej sytuacji ekonomicznej”, a „Moskwa wciąż dysponuje zapasem pieniędzy, który pozwala jej prowadzić wojnę”. Kontynuowanie wojny wymusza też i swego rodzaju prosperity, nazywane potocznie „gospodarką wojenną”, swego rodzaju przestawieniem ekonomicznym wielu procesów produkcji na potrzeby wojenne. Skuteczności takiej polityki historia niejednokrotnie dowodziła (by daleko nie szukać, wspomnieć można USA czasów II wojny światowej, czy reformy nazistowskiej gospodarki dokonane przez Alberta Speera, które pozwoliły na kontynuowanie wojny mimo dotkliwych klęsk na Wschodzie). Stan taki utrzymuje się pomimo olbrzymich kosztów prowadzenia działań, które – jak podaje FPG24.PL – oceniane są na ponad 211 mld dolarów.

Ale to nie wszystko. Rosja zdaje się omijać sankcje, jak to się je zwykło nazywać – „atomowe”, które gospodarczo miały ją pogrążyć. Wynika to nie tylko z oczywistego zapotrzebowania surowcowego tej części świata, która pozostaje na razie „neutralna” i pozwala się rozliczać w transakcjach innymi walutami niż dolar oraz niekoniecznie na pośrednictwem systemu SWIFT. Jest to związane też z wyłamywaniem się państw, które pierwotnie zobowiązały się do stosowania sankcji, ale ich interes gospodarczy przeważa nad poczuciem obowiązku. Tytułem przykładu można wskazać ostatnie rozmowy, jakie z Rosją prowadzi Turcja w przedmiocie przywrócenia handlu pomiędzy krajami. Jak informuje dr Wojciech Szewko, w puli na stole znajduje się nawet przyzwolenie na „ciche” rozliczenia gotówkową, by „wilk był syty i owca cała”.

Po dwóch latach, jak analizuje bankier.pl, wojnę Ukraina prowadzi już w zasadzie tylko w oparciu o pieniądze dostarczane przez popierające ją państwa, głównie USA i kraje członkowskie UE. Problem w tym, że USA w związku z przedwyborczą gorączką zaczynają kalkulować, a wynik kalkulacji zdaje się być niezbyt optymistyczny. Jest to poniekąd racjonalne, gdyż rosyjski imperializm nie stanowi zagrożenia dla stabilności USA, najwyżej dla architektury bezpieczeństwa.

Co innego Europa, która z uwagi na położenie, wydaje się być o wiele bardziej zdeterminowana. Problem w tym, że wprowadzone na Rosję sankcje działają jak leczenie chemioterapią. Stanowią w zasadzie wyścig z czasem o to, kogo trucizna w pierwszej kolejności wykończy – nowotwór czy organizm. Tę politykę odczuliśmy w Polsce bardzo dotkliwie. Nie zapominajmy także, na co zwraca również uwagę bankier.pl, o kwestii długu publicznego państw UE, najpierw zwiększonym walką z COVID-19, a następnie pomocą Ukrainie. Źle pod tym względem wygląda większość krajów Europy Zachodniej, „gdzie relacja długu publicznego do PKB w wielu przypadkach zbliża się lub już grubo przekracza 100 proc.”. Wyższa inflacja, droga energia, nominalnie wysokie (i realnie niskie) stopy procentowe, wolniejszy wzrost gospodarczy zaczyna przypominać klimat lat 70. A gdy okrasimy to jeszcze maniakalną polityką zielonego ładu oraz koniecznością wydawania 2 proc. PKB na potrzeby zbrojeń w ramach NATO, to możemy z dużą dozą pewności powiedzieć, że bardzo szybko UE nie podoła gospodarczo potrzebom pomocowym, a jej kierownictwo, czyli Niemcy przeżywające załamanie nie tylko na polu gospodarczym, oraz Francja wstrząsana rozruchami społecznymi, prawdopodobnie będzie naciskać na zakończenie uciążliwego konfliktu.

Po dwóch latach możemy odpowiedzieć na większość pytań, a same odpowiedzi wydają się oczywiste. Tylko z drugiej strony, czy prawdę tak trudno było dostrzec u progu tego konfliktu?

Jacek Janas

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Jacek Janas
Jacek Janas
Z zawodu radca prawny. Z zamiłowania muzyk, kompozytor i myśliciel. Działacz społeczny, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Brzozowski Ruch Konserwatywny i Członek Zarządu Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Rolników SWOJAK. Fundator i ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.

INNE Z TEJ KATEGORII

Sztuczna inteligencja w działaniu

Ostatnio coraz częściej mówi się o sztucznej inteligencji i to przeważnie w tonie nader optymistycznym – że rozwiąże ona, jeśli nawet nie wszystkie, to w każdym razie większość problemów, z którymi się borykamy. Tylko niektórzy zaczynają się martwić, co wtedy stanie się z ludźmi, bo skoro sztuczna inteligencja wszystko zrobi, to czy przypadkiem ludzie nie staną się zbędni?
5 MIN CZYTANIA

Można rywalizować z populistami w polityce, ale najlepiej po prostu ograniczyć rolę państwa

Możemy już przeczytać tegoroczny Indeks Autorytarnego Populizmu. Jest to dobrze napisany, pełen informacji raport. Umiejętnie identyfikuje problem, jaki mamy. Ale tu potrzeba więcej. Przede wszystkim takiego działania, które naprawdę rozwiązuje problemy, jakie dostrzegają wyborcy populistycznych partii.
4 MIN CZYTANIA

Urojony klimatyzm

Bardziej od ekologizmu preferuję słowo „klimatyzm”, bo lepiej oddaje sedno sprawy. No bo w końcu cały świat Zachodu, a w szczególności Unia Europejska, oficjalnie walczy o to, by klimat się nie zmieniał. Nie ma to nic wspólnego z ekologią czy tym bardziej ochroną środowiska. Chodzi o zwalczanie emisji dwutlenku węgla, gazu, dzięki któremu mamy zielono i dzięki któremu w ogóle możliwe jest życie na Ziemi w znanej nam formie.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Czasami i sceptycy mają rację

Wszystkie zjawiska, jakie obserwujemy w ramach gospodarki, są ze sobą połączone. Jak w jednym miejscu coś pchniemy, to w kilku innych wyleci. Problem z tym, że w przeciwieństwie do znanej metafory „naczyń połączonych”, w gospodarce skutki nie występują w tym samym czasie co przyczyna. I dlatego często nie ufamy niepopularnym prognozom.
5 MIN CZYTANIA

Samorządność wysłana na urlop przez centralę

Wróżby exit poll w momencie zamknięcia lokali wyborczych, konferencje prasowe i sztabowe przemówienia liderów największych sił politycznych, a od poniedziałku niemal niekończące się wypowiedzi w mediach, jak nie polityków to ekspertów na temat tego, która partia polityczna wygrała, mogą wzbudzić w obywatelach uzasadnione obawy, czy aby rzeczywiście brali udział w wyborach samorządowych. Ten dylemat implikuje kolejne pytanie: ile nam pozostało z tej samorządności?
5 MIN CZYTANIA

Geopolityczna doktryna Robin Hooda

Kreatywność polityków w tworzeniu wyjątków od twardych i ustalonych reguł, które w pocie czoła ustalali ich poprzednicy, dotyczy zawsze problemu pieniędzy. Trudno sobie wyobrazić, by ten proceder wyszedł poza nawias państwowy. W sytuacji kosztownej imprezy międzynarodowej, nie jest to tylko baśniowa perspektywa.
6 MIN CZYTANIA