Właśnie dobiega końca najgorszy od niepamiętnych czasów sezon dla producentów kwiatów. Pandemia koronawirusa pozbawiła ich zysków ze sprzedaży w kluczowym dla całego roku okresie – początku listopada, kiedy to Polacy masowo kupują kwiaty na groby najbliższych. Niemal do zera zniwelowane zostały zamówienia z okazji imprez okolicznościowych takich jak śluby, wesela, pogrzeby, chrzciny czy jubileusze.

Już pierwsza fala koronawirusa spowodowała niepowetowane straty dla sektora. Teraz czas na rozliczenie drugiego uderzenia pandemii. Niektórzy producenci starają się, o ile to możliwe, przestawić na uprawę roślin wieloletnich, ale wciąż brakuje im funduszy na realizację tak szeroko zakrojonej inwestycji.

Gdzie to sprzedać?

To pytanie nurtuje producentów kwiatów od kilkunastu miesięcy. Ograniczenia w możliwości sprzedaży swoich produktów już dziś doprowadziły szereg producentów – nie tylko z Polski, bo problem dotyczy całej Unii Europejskiej – na skraj bankructwa. Pierwsza fala tak wyraźnie zahamowała popyt, że producenci pozbawieni zostali środków na kolejne inwestycje, które są kluczowe dla zachowania ciągłości i stabilności funkcjonowania sektora lub ewentualne przebranżowienie na uprawę roślin wieloletnich. Tak było do końca kwietnia. W późniejszym okresie rozpoczynającym się od maja zaobserwować można było mozolne próby wychodzenia z kryzysu. Drgnął popyt na rynku, który zalany został tanimi kwiatami. Te trafiły tam po to tylko, by choć po części zrekompensować straty dostawców i zmniejszyć poziom zatowarowania magazynów. Miejsce trzeba było przecież przygotować na gorący czas przełomu października i listopada. Ten czas, dla branży, jednak nie nadszedł…

Pomoc taka sobie

Lepszy rydz niż nic. Tak o rządowej pomocy dla producentów chryzantem, których najbardziej dotknął kryzys uroczystości Wszystkich Świętych, myślą producenci tych kwiatów. Stawki pomocy, czyli 20 zł za jedną sztukę chryzantem doniczkowych i 3 zł za kwiaty cięte, nie zwróciły gospodarstwom kosztów poniesionych w związku z uprawą roślin.

Problem polegał też na tym, że nowelizacja rozporządzenia w sprawie szczegółowego zakresu i sposobów realizacji niektórych zadań Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, dzięki której dostawcy uzyskali pomoc, mówiła tylko o przedsiębiorcach, zupełnie zapominając o osobach prowadzących działalność nierejestrową. Ci handlowcy na pomoc liczyć nie mogli, bo słowo „zapomnieć” nie zostało tu użyte na wyrost. Rząd przyznał, że najzwyczajniej nie pomyślał o tej grupie handlowców – grupie niezwykle licznej.

Finalnie do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wpłynęło od posiadaczy chryzantem 5,3 tys. wniosków o pomoc na łączną kwotę 84,3 mln zł.

Ile stracili? Ile stracą?

Podczas posiedzenia członków Copa-Cogeca, producenci kwiatów przedstawili dane dotyczące spadków w sprzedaży tych roślin. We wrześniu i październiku tego roku, porównując wyniki z analogicznym okresem poprzedniego sezonu, popyt zmniejszył się odpowiednio o 30 i 45 procent. Drugi z wymienionych spadków utrzymał się także w listopadzie, a dane z pierwszych dni grudnia – najdelikatniej rzecz ujmując – nie napawają ogrodników optymizmem.

Nie tylko sprzedaż generuje tu jednak straty. Kwiaty charakteryzują się – w zależności od gatunku – ograniczoną żywotnością. Implikuje to kolejne problemy związane z koniecznością poniesienia przez ogrodników kosztów ich utylizacji.

Branża szacuje, że w obecnym czasie straty sektora wynosić mogą nawet 300 mln zł miesięcznie. Od początku pandemii ogrodnicy mieli stracić już przeszło 1 mld zł, a producenci kwiatów ciętych niemal 300 mln zł.

Sektor domaga się od rządu tylko jednego – przywrócenia możliwości sprzedaży kwiatów. Bez tego branża upadnie, a jej miejsce w znacznej mierze zajmą dostawcy z silnej, choć także dotkniętej pandemią, Holandii i innych znaczących producentów.

Tym bardziej, że przed ogrodnikami wielka niewiadoma, jaką stanowić mają realia po Brexicie, które zmienią się już wraz z pierwszym dniem kolejnego roku. Wciąż nie wiadomo bowiem, jak będą wyglądać nowe kwestie fitosanitarne dla eksporterów na Wyspy Brytyjskie. Wreszcie – wciąż nie wiadomo jak ukształtuje się tamtejszy rynek, będący dla Polaków jednym z głównych rynków zbytu.