W niedawnej rozmowie z naszym portalem Łukaszem Porzuczek, prezes zarządu GeoFusion sp. z o.o. i założyciel klastra „Grupa Bezpieczny Bałtyk”, opowiadał, jak to w ubiegłym miesiącu na jednej z plaż podczas prac jego firma znalazła torpedę G7a. – Sama głowica tej torpedy waży 280 kg. Torpeda znajdowała się 40 cm pod piaskiem. To nie jest żaden wyjątek – mówił (CAŁY WYWIAD TUTAJ).

Wczoraj pojawiła się informacja o tym, jak to gdyńskie siły 8. Flotylli Obrony Wybrzeża: Grupa Nurków Minerów oraz załoga okrętu ORP “Flaming” z 13. Dywizjonu Trałowców przeprowadziły operację wydobycia trzech torped z okresu II wojny światowej. Zgłoszenie czterech dużych obiektów marynarze otrzymali z Urzędu Morskiego w Gdyni. W wyniku przeprowadzonego przez nurków rozpoznania okazało się, że trzy obiekty to niemieckie torpedy ćwiczebne długości ok. 8 metrów. Czwarty był długą rurą. Torpedy znajdowały się ok. 500 metrów od plaży i portu Hel. Zalegały na głębokości blisko 30 metrów. Specjaliści od podwodnych zadań z 8. FOW wydobyli torpedy na pokład niszczyciela min ORP “Flaming” i przetransportowali je do Punktu Bazowania Hel, gdzie zostały przekazane Patrolowi Saperskiemu.

Eksperci przypominają, że Bałtyk jest wymarzonym morzem do prowadzenia wojny podwodnej i minowej. Stąd nie dziwią pozostałości po kolejnych konfliktach: od pierwszej wojny światowej, przez wojny z lat 1918-21, na drugiej wojnie światowej skończywszy. W międzyczasie wszystkie państwa bałtyckie “gubiły” tam miny, bomby, lub torpedy. Szacuje się, że na dnie spoczywa wciąż od 60 do 80 tysięcy przedmiotów wybuchowych i niebezpiecznych, w tym min morskich, torped, bomb lotniczych, a także pocisków artyleryjskich i amunicji.

– Chciałbym namówić Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i urzędy morskie na przygotowanie projektu środowiskowego, którego celem będzie najpierw zmapowanie i zeskanowanie całego polskiego wybrzeża, czyli plaż oraz terenów o długości 5 kilometrów w głąb morza, a następnie systematyczne oczyszczanie tego całego obszaru. Skan całego wybrzeża jesteśmy w stanie zrobić w trzy lata. Koszt – ok. 400 mln zł. Natomiast czas oczyszczania zależy oczywiście od wyników skanów. Dopiero wówczas wiedzielibyśmy dokładnie, ile tego wszystkiego tkwi pod ziemią i na dnie. Pytanie, czy jest sens z tym czekać? Moim zdaniem nie – dodajmy cytat z naszej rozmowy z Łukaszem Porzuczkiem.