Sądząc po liczbie turystów przybywających do Europy Zachodniej sezon wakacyjny można uznać za otwarty. O ile lato zapowiada się obiecująco, o tyle prognozy na późniejsze miesiące nie napawają optymizmem. Zdaniem ekonomistów aktualne ożywienie gospodarcze nie potrwa długo, a recesja może przyjść razem z jesienią.

geralt/Pixabay

Wojna na Ukrainie sprawiła, że nie sprawdziły się zeszłoroczne prognozy ekonomiczne przewidujące odbicie gospodarcze po pandemii. Wzrost PKB w strefie euro zamiast na poziomie 4 proc. aktualnie wynosi 2,6 proc. W innej epoce każdy ekonomista zastanowiłby się więcej niż dwa razy zanim wymówiłby słowo „recesja”. Nie dzisiaj. W kierunku Europy wieją przeciwne wiatry ze wszystkich szerokości geograficznych – zwłaszcza z Rosji. Przedłużająca się wojna i przyjęcie nowych sankcji może tylko zaostrzyć wzrost cen i jeszcze bardziej zaszkodzić unijnej gospodarce. Jeśli Moskwa zdecyduje się zakręcić kurek z gazem, Europa może nawet stanąć w obliczu mroźnej zimy.

Pesymistyczne scenariusze

Instytut Badań nad Gospodarką (IFO) w Niemczech przewiduje, że europejska gospodarka wzrośnie o 2,5 proc. w tym roku i 3,7 proc. w przyszłym. Jej dyrektor ds. analiz Timo Wollmershäuer, wyjaśnia, że wojna na Ukrainie, kryzys energetyczny i sytuacja w Chinach już wymusiły obniżenie prognoz z końca 2021 roku o 1,5 punktu.
Zagrożenia związane z pandemią zanikają, ale pojawiają się problemy geopolityczne. „W Europie sytuacja może być jeszcze bardziej ponura niż w Stanach Zjednoczonych, ze względu na konieczność bojkotu rosyjskiej energii”, ostrzega Adam Tooze, historyk i profesor Uniwersytetu Columbia.

Europejski Bank Centralny już nakreślił alternatywny scenariusz prognoz gospodarczych, w którym rozważa całkowite zakręcenie kranu przez Władimira Putina. Kreml zablokował już dostawy gazu do kilku krajów UE, np. Holandii i Finlandii, a nawet częściowo ograniczył dostawy do Niemiec, Francji i Włoch. Europa obawia się jednak, że Moskwa pójdzie dalej, co oznaczać będzie nadal rosnące ceny nie tylko gazu, ale i innych produktów.

Według najbardziej pesymistycznego scenariusza Europejskiego Banku Centralnego wzrost PKB w 2022 będzie o 1,4 pkt proc. niższy niż w scenariuszu bazowym, natomiast inflacja – o 2,0 pkt proc. wyższa. Również w 2023 wystąpi znacznie niższy wzrost i wyższa inflacja niż w scenariuszu bazowym. Wskutek trwalszych zaburzeń wywołanych wojną wzrost w roku 2024 będzie stosunkowo niewielki. Z kolei inflacja wyniesie średnio 8 proc. w tym roku i 6,4 proc. w następnym.

Pandemia pokazała, jak szybko wszelkie kryzysy – zdrowotne lub gospodarcze – rozprzestrzeniają się po całej planecie. A główni partnerzy handlowi Europy już zaczynają wykazywać oznaki wyczerpania. Również w gospodarce Stanów Zjednoczonych pojawiają się oznaki, wobec których ekonomiści nie mogą przejść obojętnie. Po pierwsze: czwartkowa sesja na Wall Street zakończyła się znaczącymi spadkami znanych spółek. I po drugie: krzywa rentowności papierów dłużnych w USA została odwrócona; to znaczy, że obligacje krótkoterminowe są bardziej opłacalne niż obligacje z dłuższym terminem wykupu, co wskazuje na krótkoterminowy pesymizm. Większość dostrzega ostrzeżenia, że nadchodzi recesja. Jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez Financial Times, aż 70 proc. ekonomistów i biznesmenów otwarcie mówi, że w 2023 r. spodziewa się recesji.

Jaka decyzja EBC?

Brakuje też dobrych wiadomości z Chin – drugiego ważnego partnera handlowego UE i jednocześnie, jak mówi Bruksela, „rywala systemowego”. Polityka Pekinu w zakresie zero-covid, nadal blokuje zakończenie tzw. wąskich gardeł i wielkiego globalnego korka, które – podobnie jak inne zjawiska – również napędzają inflację.

Japoński bank inwestycyjny Nomura spodziewa się wzrostu azjatyckiego giganta na poziomie 3,3 proc., skromnym w porównaniu z szaleńczym tempem ekspansji chińskiej gospodarki w ostatnich latach. A te dane, jak wskazują analitycy z Nomura mogą się jeszcze pogorszyć, jeśli bańka budowlana, która zaczęła być widoczna w trakcie kryzysu Evergrande, zakończy się pęknięciem.

Jednak nie wszystkie niebezpieczeństwa są na zewnątrz. Świat czeka także na decyzję Europejskiego Banku Centralnego, dotyczącą dylematu między wzrostem a inflacją. Kraje południa zgadzają się, że stopy procentowe powinny zostać podniesione, ale z wielką ostrożnością, aby ożywienie nie zostało zahamowane. Kraje północy uważają, że Frankfurt się spóźnia. „EBC będzie musiało podnieść stopy procentowe powyżej 3 proc., a być może znacznie wyżej. To spowolni gospodarkę. Wojna na Ukrainie zwiększa szanse na recesję. To frustrujące, że EBC wciąż się ociąga” – mówi Charles Wyplosz, profesor Graduate Institute w Genewie.

Athanasios Orphanides, obecnie profesor w szkole biznesu Massachusetts Institute of Technology, w 2010 r. prezes Banku Centralnego Cypru i członek rady zarządzającej EBC, uważa, że problemy, które w tym czasie uderzyły w strefę euro, nie zostały jeszcze rozwiązane. „Zaostrzanie polityki monetarnej przez EBC może doprowadzić do fragmentacji strefy euro, a to z kolei będzie mieć katastrofalne skutki nie tylko dla krajów południa, ale dla całej Unii” – mówi.

Jeśli wszystkie te zagrożenia się zmaterializują, głównym pytaniem będzie, jak głęboka czeka nas recesja. Lorenzo Codogno, były włoski sekretarz skarbu i profesor London School of Economics, uważa, że recesja powinna być ograniczona do kilku krajów i krótkotrwała. „Tym razem Europa dysponuje instrumentem, którego wdrażanie dopiero zaczęło wspierać inwestycje, mowa tu o Funduszu Naprawczym w wysokości 800 mld euro”– pociesza Lorenzo Codogno.

Poprzedni artykułRóżnice zarobków między płciami. Czy kiedyś znikną?
Następny artykułPolski biotech ma potencjał, ale łatwo nie będzie