Niedobrze się stało, że tak ważne dla gospodarki mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa, z których usług i produktów korzystają miliony Polaków, które dają największe zatrudnienie i które mają przemożny wpływ na rozwój kraju, nie skorzystają z dobrodziejstw ustawy amortyzującej skutki podwyżek cen energii elektrycznej i gazu. Znalazły się ku temu tak zwane obiektywne powody.

wilhei/Pixabay

Nie oznacza to jednak, że nie powinno się takich firm w jakiś specjalny sposób wesprzeć, również w dobrze pojętym interesie nas wszystkich, konsumentów. Ich sytuacja jest bowiem teraz – oględnie mówiąc – niewesoła.

– Koszty energii elektrycznej i gazu wzrosły o ponad 300 proc. To jest zamach na małe i średnie przedsiębiorstwa. Nikt nie jest w stanie udźwignąć tak potężnych wzrostów kosztów utrzymania firm. Przeliczyłem, że dla naszych małych sklepów jest to wzrost w ogólnej kwocie kosztów o 24 proc. rok do roku – mówił w „Wiadomościach Handlowych” Ireneusz Wróbel, właściciel sklepów działających w ramach sieci Lewiatan Podkarpacie.

Posłowie postanowili, że z obniżonych taryf na gaz, zatwierdzonych przez Urząd Regulacji Energetyki – oprócz gospodarstw domowych – będą mogły korzystać tylko podmioty o charakterze „publicznego zabezpieczenia”, a więc zakłady opieki zdrowotnej, domy pomocy społecznej wspierające rodziny i system pieczy zastępczej. Także szkoły, uczelnie i instytucje prowadzące działalność dydaktyczną i naukowo-badawczą, żłobki i przedszkola, OSP, ale również Kościoły i inne związki wyznaniowe oraz spółdzielnie socjalne i mieszkaniowe itp. Dla tych wszystkich ceny paliw gazowych zostały zamrożone do końca tego roku. Niestety, z tego grona chronionych ostatecznie wyłączono małe i średnie przedsiębiorstwa.

Niedozwolona pomoc publiczna?

Dlaczego tak się stało? Czy rząd rzeczywiście aż tak nie lubi mniejszych przedsiębiorców? Niekoniecznie. Przemawiają za tym logiczne argumenty. W zasadzie – jeden argument.

Prawo unijne nie pozwala na stosowanie taryf uprzywilejowanych dla odbiorców prywatnych. Nazywa coś takiego „niedozwoloną pomocą publiczną” (sens tego rodzaju zakazu to obszerny temat na inne, pogłębione rozważania). Dyrektywa gazowa UE, odnosząca się do unijnego rynku wewnętrznego, zakazując taryfowania cen, umożliwia handel tym surowcem po cenach giełdowych z giełdy w Rotterdamie. Gwoli prawdy należy wspomnieć, że na giełdowe wahania cen Polska wystawiła się dopiero po wygraniu sprawy arbitrażowej z Gazpromem w 2020 roku (w wyniku czego tenże wypłacił nam 1,5 mld dolarów odszkodowania). Nowa umowa oparta została już o naliczenie ceny zgodnie z kursem giełdowym. Czy jednak ktoś potrafił przewidzieć skalę energetycznego kryzysu, odbijającego się w giełdowych cenach surowcowych papierów?

– Firmy nie mają wyboru, mogą jedynie uwzględniać rosnące koszty nośników energii w cenach swoich produktów i usług – ostrzega Wojciech Warski, wiceprezydent Pracodawców RP.

Wojciech Warski ma dużo racji. Kto będzie to mógł zrobić, to zrobi. Wyższą cenę odczuje niestety końcowy konsument, a gospodarka – rosnącą szybciej inflację.

Wesprzeć także polskie firmy

Ze specjalnych pożyczek ze środków Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 będą mogli korzystać jednak sprzedawcy gazu oraz wybrane przedsiębiorstwa – kupujące i rozliczające gaz, korzystające z usług jego przesyłania i dystrybucji usług oraz regazyfikacji i magazynowania. To już „niedozwoloną pomocą publiczną” ma nie być, ponoć wystarczy tylko zgłosić ten fakt do UE.

Powtórzmy to raz jeszcze: na wspólnym rynku europejskim nie można uprzywilejować firm w postaci dotowana przez państwo w niższych taryfach gazowych. Ale rekompensaty dla dużych sprzedawców czy dostawców gazu, to już mogą być. I wystarczy je tylko notyfikować w UE?

Prezydent ma oczywiście prawo veta do tak zarysowanej ustawy o ochronie odbiorców gazu. Ma też prawo do własnej inicjatywy ustawodawczej. Pożyczki – także dla MŚP na spłatę zobowiązań z tytułu wzrostu cen nośników energii, z możliwością (w ściśle określonych warunkach) umorzenia całości – nie byłyby już chyba niedozwoloną pomocą publiczną? Podobnie jak, na przykład, rozłożenie spłat faktur na wiele rat, częściowo może nawet umarzalnych (to byłoby do wprowadzenia nawet bez żadnej ustawy). Jeszcze jakiś inny pomysł, podrzucisz drogi rządzie? Nie chcemy cię wyręczać.

Niewątpliwie sytuacja ta może stanowić też kolejny asumpt do wznowienia dyskusji nad tym, co nam w tej Unii właściwie wolno, a czego już nie. I czy Polska nie powinna przystąpić wreszcie do poważnej debaty (może w gronie jeszcze innych, niezadowolonych z różnych rozstrzygnięć unijnych państw?) nad zasadnością wielu, komplikujących co rusz relacje z uniokratami, unormowań.

Poprzedni artykułIndie wprowadzą cyfrową rupię jeszcze w tym roku
Następny artykułJaki rynek – poza UE – jest najbardziej perspektywiczny dla eksportu?