Po latach impasu Komisja Europejska zaleciła przyznanie Bośni i Hercegowinie statusu kraju kandydującego do Unii Europejskiej.

Nie jest to nagroda za „dobre zachowanie”, jak często określa się spełnienie warunków do członkostwa, ale efekt nieskuteczności dotychczasowego podejścia do wywołania pożądanych zmian – tłumaczy w serwisie EuroNews.con Ian Bancroft, pisarz i dyplomata, koordynator policyjnej misji Unii Europejskiej na terenie Kosowa.

Sam Raport Krajowy Komisji Europejskiej przedstawia mało przekonujące argumenty przemawiające za przyznaniem Bośni i Hercegowinie statusu kraju kandydującego. Aby złagodzić poczucie nagrody dla krnąbrnych polityków, Komisja powtórzyła różne warunki, które należy spełnić. Jednak biorąc pod uwagę stagnację ostatnich lat, przypomina to listę życzeń dziecka do świętego Mikołaja.

W swoich kalkulacjach Komisja Europejska pośrednio odwołuje się do spuścizny i dynamiki procesu liberalizacji reżimu wizowego. Ponad 10 lat temu perspektywa ruchu bezwizowego zachęciła notorycznie bezkompromisowych polityków Bośni i Hercegowiny do wprowadzenia szeregu reform w celu spełnienia żądań Brukseli. Obawiając się przegrania wyborów, niemal bez wahania przyjęli warunki, w tym dotyczące zarządzania granicami i migracjami, egzekwowania prawa i współpracy sądowej oraz walki z przestępczością zorganizowaną, terroryzmem i korupcją.

Komisja Europejska podąża za falą kandydatur przyznanych przez Radę Europejską Ukrainie, Mołdawii i Gruzji jeszcze w czerwcu br. Jednak przykłady z innych krajów Bałkanów Zachodnich wskazują, że Unia Europejska nie ma takiego wpływu, jaki miała kiedy dochodziło do wielkiego rozszerzenia bloku w 2004 r. Teraz Bruksela zadaje się więcej pytań i stawia więcej żądań.

Poprzedni artykułCringe, odklejka, czy jednak essa? Młodzieżowe Słowo Roku 2022
Następny artykułAmerykańskie firmy technologiczne masowo zwalniają pracowników. Idzie fala bezrobocia?