Wszystkie generacje – X, Y, Z, czy jakkolwiek je nazywać – rzuciły się na kupowanie przez internet. Polacy zamawiają przez sieć niemal wszystko; łącznie z odzieżą, drobnymi akcesoriami (na przykład sportowymi) i chemią gospodarczą. Każdy, kto chce prowadzić biznes handlowy, musi więc cały czas obserwować zmiany w nawykach zakupowych konsumentów.

Preis_King/Pixabay

Osoby urodzone po 1995 roku nazywane są czasem generacją Z – ci ludzie uważani są za rozsądnych konsumentów, czyli takich, którzy widzą wiele zagrożeń ekologicznych i martwią się o przyszłość planety. Czy nam się to podoba, czy nie, taka grupa ludzi istnieje, a nawet się powiększa. Powinniśmy brać to pod uwagę profilując swoją ofertę sprzedaży.
– Przez najbliższe dziesięć lat to oni będą dyktować większość trendów, którym będziemy musieli się podporządkować – powiedziała podczas corocznej konferencji EEC Online Małgorzata Bombol, dyrektor Instytutu Zarządzania Wartością w SGH.

Sześć generacji zakupowych

W Polsce wyróżnianych jest obecnie około sześć generacji. Istnieje też – nie zapominajmy o tym – generacja ludzi w wieku powyżej 85 roku życia (seniorów) oraz tzw. generacja cicha, czyli starszych, konserwatywnych konsumentów. W e-commerce bywają oni czasem „niewidoczni”, ale przecież są to ludzie, którzy także posiadają swoje, i to bardzo określone, potrzeby. Co istotne, mają regularne dochody w postaci emerytur czy rent, więc ich sytuacja materialna nie zależy od sytuacji na rynku pracy.

Oczywiście istnieje też generacja „baby boomers” oraz generacje oznaczone X, Y i Z. Te dwie ostatnie najbardziej martwią się o przyszłość planety i są skłonne kupować produkty, które lubi się nazywać „zrównoważonymi”, czyli nie wpływającymi negatywnie na środowisko naturalne. Generacja Y, czyli milenijna i generacja Z, czyli osoby urodzone po 1995 roku, to wdzięczni nabywcy rożnych produktów eko i „wytworzonych w sposób zrównoważony”, które ktoś konserwatywny mógłby nawet nazwać śmiesznymi. Ich postrzeganie przez inne generacje konsumentów nie zmienia jednak faktu, że sprzedają się one w tych grupach docelowych bardzo dobrze.

Generacja Z bywa z kolei przez kupców niedoceniana. Należą do niej nastolatki. Niektórzy sprzedawcy sądzą, że świadomość „zakupowa” nastolatków jest niewielka lub żadna. Nic bardziej błędnego. To właśnie oni, plus generacja milenijna, zaczynają dyktować oczekiwania wobec handlu, konsumpcji i w ogóle świata zdalnej sprzedaży. Wyobraźmy sobie, że przedstawiciele generacji Z uważają, że tanie loty na przedłużone weekendy są  „żenujące”, „krindżowe”, bo… pozostawiają ślad węglowy. Dla generacji boomersów jest to nie do pomyślenia, prawda? Tak się jednak dzieje.

Skoro jednak „jest jak jest”, warto przemyśleć skonstruowanie innej oferty turystycznej dla tych młodych ludzi. Takiej, która będzie dla nich „kulerska” dając im przeświadczenie, że przy okazji wycieczki ratują też planetę.

Postpandemiczne zmiany nawyków

Przed pandemią dużo ludzi szukało przyjemności w zakupach i różnych okazjach cenowych; lubowało się w kupowaniu nawet niepotrzebnych rzeczy. To – jak się wydaje – zaczyna się zmieniać. Konsumenci zaczęli zdawać sobie sprawę z tego, że wielu zakupów nie muszą robić, że ich koszyki są już przepełnione, np. odzieżą, akcesoriami komputerowymi, różnymi mało potrzebnymi gadżetami itp.

W pewnych grupach konsumentów badacze odnotowali wręcz zmęczenie nadmiarem konsumpcji. Ludzie zaczynają kupować bardziej świadomie i tylko – z ich punktu widzenia – rzeczywiście potrzebne rzeczy. Ten minimalizm w konsumpcji potrafi łączyć się z poszukiwaniem produktów z komponentem „free”, czyli na przykład bez laktozy i bez GMO.

Mobilnie i do paczkomatu

Wielkomiejscy konsumenci należący do różnych generacji szybko przestawili się – także w efekcie koronawirusa – na zakupy online. Kupują tak już nie tylko np. chemię gospodarczą czy produkty dla zwierząt, ale też jedzenie dla siebie. To wszystko są nieodwracalne zmiany. Jak wynika z badań prowadzonych przez SGH, ludzie robią to z wygody, z konieczności oraz – teraz już – z nawyku. Wielu konsumentów w grupie 55+ odkryło w czasie pandemii, że można korzystniej kupować online, choćby przy pomocy aplikacji mobilnych.

Na zakończenie kilka słów o paczkomatach. To dobrze, że ich sieć się powiększa. Że stają się szeroko dostępne, także w małych miejscowościach, a nawet na wsiach. Ułatwiają zakupy, a sprzedających wyposażają w szerokie spektrum odbiorców ich produktów. Jednak w obliczu wielkiej ofensywy stawiania tych niezbyt urodziwych, metalowych konstrukcji – i to nie tylko przez InPost, ale także np. przez Aliexpress – samorządy mogłyby bardziej zadbać o ich sensowne wkomponowywanie w otoczenie.