Banki boją się kredytować małe i średnie firmy zaliczając je do bardziej ryzykownych i narażonych na bankructwo. Spośród przedsiębiorstw utworzonych jeszcze około 2018 roku najniższe wskaźniki przeżycia pierwszego roku odnotowano w sekcjach takich jak „kultura i rekreacja” oraz „zakwaterowanie i gastronomia”. Banki unikają firm z branży gastronomicznej, hotelarskiej, transportowej, meblarskiej oraz automotive.

Sektor usług i handlu nie tylko najbardziej odczuł skutki epidemii COVID-19, ale ma teraz duży kłopot z bankami. Według raportu NBP te instytucje finansowe coraz bardziej zaostrzają warunki udzielania kredytów. Odmowa przyznania finansowania spotyka przede wszystkim firmy działające w branżach zagrożonych kryzysem wywołanym przez pandemię oraz takie, które już odczuły finansowe skutki koronawirusa.

Tak źle nie było od czasu kryzysu z 2009 roku. Długoterminowe kredyty dla małych i średnich przedsiębiorstw praktycznie przestały istnieć. Bywają sytuacje gdy firma, która jeszcze przed wybuchem pandemii zaczęła starania o uzyskanie kredytu, dziś otrzymuje informację o zawieszeniu całej procedury z uwagi na wstrzymanie akcji kredytowej banku w tym segmencie rynku. Nierzadkie są też odmowy udzielenia finansowania bez jasnego uzasadnienia. Ponieważ same firmy nie wiedzą, co będzie dalej, wstrzymują się z podejmowaniem decyzji o inwestowaniu, w związku z czym nie potrzebują kredytu – to jest druga strona medalu.

Czego oczekuje bank

W przypadku małych i średnich firm banki zaostrzyły minimalne kryteria określające ich zdolność kredytową czyli te, które pozwalają uzyskać kredyt. Nierzadko jednak bank finansowanie przyzna, ale już na znacznie gorszych warunkach niż przed epidemią. Banki obniżają maksymalną kwotę kredytu oraz podnoszą swoje wymagania odnośnie zabezpieczenia. Skróceniu ulega także maksymalny okres kredytowania. Właściciele firm obserwują przy tym rosnące, pozaodsetkowe koszty kredytu w postaci różnego rodzaju opłat i prowizji, które są nakładane lub tylko podwyższane i to w najmniej oczekiwanych momentach.

Banki zwiększyły także swoje oczekiwania i wymagania odnośnie poziomu zysku, który firma wypracowuje oraz dopuszczalnego poziomu zadłużenia. Już sam spadek przychodów i niepewność co do ich wysokości w kolejnych miesiącach oraz potencjalna utrata należności są dla banku sygnałem, żeby przy udzielaniu kredytu być co najmniej wstrzemięźliwym. Natomiast wykazane straty mogą skazać firmę na zupełną blokadę kredytu właśnie w czasie, gdy najbardziej oczekuje pomocy finansowej.

– Rozpatrując wniosek o kredyt, bank szacuje ryzyko transakcji, tj. niebezpieczeństwo niewywiązania się kredytobiorcy ze spłaty swoich zobowiązań. W związku z pandemią pogorszyła się ogólna sytuacja gospodarcza w kraju oraz w niektórych branżach i istnieje ryzyko, że może ona ulec dalszemu pogorszeniu lub długo nie wrócić do stanu wyjściowego – mówi Krystyna Kalinowska, dyrektor inwestycyjny w Podlaskim Funduszu Kapitałowym. – Może to mieć również wpływ na obniżenie jakości istniejącego portfela kredytowego banków. To sprawia, że ryzyko banku staje się wyższe, a dostępność kredytów spada.

Zagrożone branże niemile widziane

Raport NBP tylko potwierdza, że wśród przyczyn zaostrzenia polityki kredytowej przez banki już w pierwszym kwartale 2020 roku znalazły się: pogorszenie się sytuacji gospodarczej, niezadowalające wyniki finansowe przedsiębiorstw oraz działalność w zagrożonych branżach. Według PARP, w 2019 roku najwięcej firm powstało w działach gospodarki takich jak budownictwo: (20,9 proc. ogółu nowo powstałych firm), handel (16,1 proc.), a następnie w działalnościach: profesjonalnej, naukowej i technicznej (10,7 proc.) oraz w przetwórstwie przemysłowym (7,2 proc.). Dziś często są to branże uznawane za najbardziej narażone na kryzys. Dla banków ryzykowne stały się zwłaszcza: branża budowlana, gastronomiczna, hotelarska, transportowa, meblarska, automotive oraz obszary takie jak handel detaliczny, kultura i rozrywka.
Z wysokim poziomem ryzyka związane są również branże i firmy uzależnione w znacznym stopniu od importu z Chin.
Oczywiście poszczególne banki kierują się własnymi strategiami, a część z nich nigdy nie była nastawiona na finansowanie MŚP. Monitorują także udział kredytów zagrożonych w obecnym portfelu kredytowym oraz możliwość pozyskania nowego kapitału pozwalającego zabezpieczyć działalność bankową.

Banki nie lubią także firm, które jeszcze przed wybuchem epidemii przeżywały kłopoty. Według raportu opublikowanego przez PARP spośród przedsiębiorstw utworzonych w 2018 r. najniższe wskaźniki przeżycia pierwszego roku odnotowano w sekcjach takich jak „kultura i rekreacja” (59,6 proc.) oraz „zakwaterowanie i gastronomia” (60,9 proc.).

Dalej nie będzie wiele lepiej

Nie ma co się łudzić: żaden z ankietowanych przez NBP banków nie przewiduje łagodzenia polityki kredytowej. Sytuację ratują nieco programy pomocowe realizowane w ramach rządowej tarczy antykryzysowej. Bank Gospodarstwa Krajowego uruchomił właśnie program kredytów z dopłatą do oprocentowania. Dla sektora MŚP przewidziano dopłatę do oprocentowania w wysokości 2 pkt. Procentowych, oczywiście w tych bankach, które podpiszą stosowną umowę z BGK.

– Program ten ma na celu ochronę miejsc pracy i utrzymanie płynności firm, ale dopłaty będą dotyczyły wyłącznie odsetek. Raty kapitałowe firma będzie musiała spłacać samodzielnie. To oznacza, że aby uzyskać taki kredyt firma będzie musiała przejść ocenę zdolności kredytowej – mówi Krystyna Kalinowska z Podlaskiego Funduszu Kapitałowego.

Z tym jest jednak problem, właśnie ze względu na zaostrzające się kryteria bankowe. Dlatego tak pożądane są wszelkie inicjatywy i programy rządowe, które obniżają ryzyko kredytowania mniejszych firm przez komercyjne banki.

Alternatywą względem kredytu bankowego mogą być dla firm preferencyjne pożyczki z programów unijnych, dotacje na kapitał obrotowy, leasing, oraz finansowanie ze strony specjalistycznych funduszy, które wykazują większą elastyczność w procesie oceny zdolności kredytowej firmy oraz inwestują pieniądze w perspektywiczne projekty, na dłuższy czas.