Wolny rynek nie działa sam. Potrzebna jest jeszcze kultura jako ogólna koncepcja życia oparta na zdrowej etyce – pisze w najnowszym felietonie ks. Jacek Gniadek.

Polski milioner, Janusz Filipiak, zaszokował wszystkich niedawną wypowiedzią, kiedy stwierdził, że „ludzie nie powinni żreć tyle mięsa, bo to emituje CO2”. Pierwsza odpowiedź, jaka ciśnie się na usta zwyczajnemu zjadaczowi chleba, to pytanie: „A ile emituje twój prywatny odrzutowiec?”.

Milioner, któremu sprawy klimatu są teraz bardzo bliskie, nie uważa jednak, że prywatny samolot może mieć istotny wpływ na klimat. Jest to logiczne. Milionerów jest tylko kilku, a mięso jedzą miliony.

Niepokoi mnie jednak coś innego. Wielu milionerów po tym, jak osiągnie sukces i zarobi miliony, przestaje wierzyć w wolny rynek i zaczyna być zwolennikami państwowego interwencjonizmu. Filipiak ma teraz pomysł, jak rozwiązać problem nadmiernej emisji CO2. Jego zdaniem należy podnieść ceny mięsa.

Cena rynkowa jest wypadkową siły popytu i podaży. Może na nią wpływać polityka fiskalna rządu, ale można to zrobić w sposób bardziej wysublimowany. Coraz częściej pojawiają się artykuły o owadach, w których czytamy, że białko w nich zawarte może w przyszłości stać się podstawą ludzkiej diety.

Szacuje się, że na świecie ponad 2 mld ludzi codziennie spożywa owady. W Botswanie jadałem nie tylko biltong, czyli suszoną wołowinę, ale także suszone gąsienice mopane. Jeszcze kilka lat temu byłbym spokojny, że o naszych gustach zadecyduje wolny człowiek. Dzisiaj niestety jest już coraz mniej wolnego rynku i coraz większy wpływ na nasze życie wywierają media społecznościowe.

Wolny rynek nie działa sam. Potrzebna jest jeszcze kultura jako ogólna koncepcja życia oparta na zdrowej etyce. Z jednej strony producenci kształtują poprzez reklamy sztuczny popyt, a z drugiej strony sami konsumenci wysyłają do producentów sygnały, jakie produkty powinny być produkowane.

Człowiek współczesny ma w zasięgu ręki dobra i usługi, o których jego przodkowie mogli sobie tylko pomarzyć. Ale jak odróżnić potrzeby sztuczne od tych rzeczywistych? Odpowiedzią na to wyzwanie jest dla niektórych filozofia minimalistyczna. Minimaliści rezygnują z gromadzenia zbędnych przedmiotów, rezygnują z jedzenia mięsa i przerzucają się na komunikację miejską.

Do ograniczenia spożycia mięsa nawołuje także papież Franciszek, który mówi młodym ludziom, że jedzenie mięsa w naszej częścią świata jest częścią autodestrukcyjnego trendu. Mówiąc inaczej, papież nawołuje do cnoty umiarkowania. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu jest jednym z grzechów głównych.

Coraz częściej w Kościele mówimy o ochronie klimatu, nie zdając sobie sprawy z tego, że od zawsze już to robiliśmy. Katolicy mieli zwyczaj powstrzymywania się od pokarmów mięsnych nie tylko w piątki, ale także w środy. Przed II Soborem Watykańskim były też suche dni, czyli kwartalne dni postu ścisłego obejmujące środę, piątek i sobotę, obchodzone na początku każdej z czterech pór roku.

Nieumiarkowanie w jedzeniu szkodzi zdrowiu. Asceza pomaga wzrastać duchowo. Gdy przyjdzie następne Boże Narodzenie, nie pytajmy, czy wolno jest nam jeść mięso w Wigilię.

Poprzedni artykułBogaci Europejczycy stawiają na prywatne samoloty
Następny artykułHotelarze dobrze ocenili tegoroczne wakacje