Któż nie zna tych wersów: „Podnieś rękę, Boże Dziecię, Błogosław Ojczyznę miłą”? Śpiewając jedną z najpiękniejszych polskich kolęd, przyszło mi do głowy pytanie: Ciekawe, co na takie słowa kolędy zaborcy czy okupanci?

Przecież nikt z Polaków śpiewających w kościele za zaborów słowa „Błogosław Ojczyznę miłą” nie miał na myśli Prus czy Rosji, tym bardziej podczas okupacji nikt dobrze nie życzył III Rzeszy.

Postanowiłem sprawdzić historię powstania kolędy, która, jak się okazuje, choć przez wrogów zakazana (a konkretnie ten wers o Ojczyźnie), to przez naszych przodków traktowana była niczym hymn narodowy.

Franciszek Karpiński stworzył w 1792 r. utwór, który był potrzebą jego serca. Intencją kompozytora było podniesienie rodaków na duchu po przegranej wojnie z Rosją 1792 r. (w obronie Konstytucji 3 Maja), po powrocie na rosyjskich bagnetach „Targowicy”, czyli zdrajców, którzy stali się oficjalną władzą w Rzeczypospolitej, i po upokorzeniu króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który na żądanie carycy przystąpił do Konfederacji Targowickiej, myśląc, że tylko w ten sposób Rzeczpospolita z map Europy nie zniknie. Karpiński znał osobiście polskiego monarchę, u którego zreszta bywał na słynnych obiadach czwartkowych, w czasach gdy król zmieniał Warszawę i Rzeczpospolitą, a duch reform dawał nadzieję na lepszą przyszłość. Nie wszystkim jednak reformy te się podobały…

Intencja Karpińskiego ziściła się w trudnym dla Polski czasie. Piękna kolęda funkcjonująca równolegle pod dwoma tytułami: „Pieśń o Narodzeniu Pańskim” oraz „Bóg się rodzi” rozeszła się lotem błyskawicy po całej Rzeczypospolitej. Śpiewali ją wszyscy i wszędzie, nierzadko ze łzami w oczach. W ostatnich latach I Rzeczypospolitej pieśń ta traktowana była de facto jak hymn narodowy. W tym czasie nadzieją dla upadającego kraju stał się Tadeusz Kościuszko, który podjął straceńczą walkę w obronie niepodległości w roku 1794. Po upadku insurekcji w roku następnym trzy zaborcze mocarstwa przypieczętowały los Rzeczypospolitej, dokonując jej III rozbioru.

Podpisanie trzeciego rozbioru w 1795 r. było dla Karpińskiego osobistym dramatem. Poeta na wieść o zniknięciu Polski z mapy Europy załamał się całkowicie, siwiejąc w jedną noc. Nigdy więcej nie chwycił już za pióro. Podjął decyzję o wyjeździe z Warszawy na Białostocczyznę, gdzie zajął się pracą fizyczną. Miał jedynie tę satysfakcję, że w kościele, do którego chodził, mógł usłyszeć nie tylko kolędę, którą skomponował, ale i inne znane pieśni swojego autorstwa, jak chociażby „Kiedy ranne wstają zorze”. Kompozytor zmarł w 1825 r. we wsi Chorowszczyzna koło Wołkowyska (dzisiejsza Białoruś).

Oczywiście słowo ojczyzna w kolędzie Karpińskiego stało się dla zaborców (a potem podczas hitlerowskiej okupacji) swoistym problemem. Słowo to dawało Polakom nadzieję, której – z punktu widzenia właśnie zaborców – należało ich pozbawić. Dlatego wrogowie Polski nakazywali, by słowo ojczyzna zastąpić w pieśni wyrażeniem kraina. Na niewiele się to zdało. Nawet gdy organista musiał śpiewać, jak zaborca przykazał, ludzie śpiewali „zakazane” słowo.

W 1923 roku o kolędzie tej napisał Stanisław Dobrzycki (w broszurze „O kolędach”) znamienne słowa: „I inne narody mają swoje kolędy. […] Ale chyba nigdzie te pieśni na Boże Narodzenie nie stały się czymś tak bardzo „narodowem”, tak dziwnie przez cały naród ukochanem i pielęgnowanem, jak w Polsce”.

Uznawana za najpiękniejszy z polskich utworów bożonarodzeniowych pieśń „Bóg się rodzi” dodawała otuchy Polakom nie tylko w czasach zaborów, ale także podczas okupacji hitlerowskiej i za PRL-u, gdzie zwłaszcza w czasach stanu wojennego Polacy śpiewając tę kolędę, marzyli o prawdziwie niepodległym kraju, który nie będzie musiał się liczyć z rosyjską (radziecką) supremacją.

W najbliższych dniach zapewne niemal we wszystkich kościołach w Polsce ponownie zabrzmią zakazane niegdyś wersy kolędy. I oby już tak zawsze zostało…

Podnieś rękę, Boże Dziecię,
Błogosław Ojczyznę miłą,
W dobrych radach, w dobrym bycie
Wspieraj jej siłę swą siłą…