fbpx
sobota, 2 marca, 2024
Strona głównaKrajPowstrzymać niszczenie polskich przedsiębiorców!

Powstrzymać niszczenie polskich przedsiębiorców! [WYWIAD]

O szykanowaniu polskich przedsiębiorców, niszczeniu im biznesów i życia – czyli patologii, która niezmiennie od dekad trawi naszą gospodarkę niezależnie od tego, kto akurat jest przy władzy – rozmawiamy z Szymonem Krawcem, współautorem świeżo wydanej książki pt.: „Polowanie. Jak się w Polsce niszczy biznes”.

Wraz z Heleną Kowalik napisałeś książkę pod znamiennym, ale zarazem szokującym tytułem: „Polowanie. Jak się w Polsce niszczy biznes”. Skąd taki temat?

Szymon Krawiec

Ta książka jest już takim krzykiem rozpaczy, gdy przyglądamy się temu, jak w Polsce przez kolejne dekady sekuje się rodzimych przedsiębiorców. Chyba najlepiej jest znany przykład Romana Kluski, który stworzył polską firmę komputerową Optimus. Chociaż minęły już 22 lata od jego zatrzymania, to sprawa jest nadal żywa. Kluska stał się symbolem walki polskiego biznesu z aparatem państwa. Do jego historii odwołuje się wielu bohaterów naszej książki.

Od czasów Optimusa niewiele się jednak zmieniło. Lata mijają, pojawiają się kolejne opcje polityczne i rządy, po drodze wybuchają różne kryzysy, a przedsiębiorcy nadal są brutalnie zatrzymywani i wsadzani do aresztów tymczasowych. Dzieje się tak pomimo apeli organizacji przedsiębiorców i pracodawców. Te za każdym razem proszą, by nie dokonywać „najazdów” policyjnych o szóstej rano na mieszkania przedsiębiorców i nie wsadzać ich do aresztów tymczasowych. Ale nic się nie zmienia. I nie ma tu znaczenia, czy rządzi PiS, SLD czy PO. Zatrzymania trwają, a nękani przedsiębiorcy muszą czasem wiele lat dowodzić, że są niewinni.

W książce opisujecie również krzywdy, które spotkały ludzi zarządzających państwowymi przedsiębiorstwami – gnębienie menadżerów nominowanych z rekomendacji polityków. Pochylacie się nad nimi z widocznym współczuciem. Nasuwa się pytanie, dlaczego wydaliście książkę w gorącym okresie powyborczym, pełnym starć i przesileń?

Celowaliśmy z wydaniem w okres przedświąteczny, kiedy na książki w kraju, w którym mało kto czyta, pojawia się większy popyt. Chcieliśmy trafić szeroko do czytelnika.
Ta książka ma też otworzyć oczy nowej ekipie rządowej na patologię, w którą wciąga się przedsiębiorców. Może wreszcie ktoś na serio przejmie się ich postulatami, zajmie się problemem, by zmienić złe praktyki urzędników, organów ściągania i wymiaru sprawiedliwości.
Niestety, jak na razie nie widać jakichś konkretnych postulatów w programach poszczególnych partii. A do naprawy jest dużo.

Która historia szykanowanego przedsiębiorcy najbardziej tobą wstrząsnęła?

Igora Gielniaka, przedsiębiorcy z Gdyni. W latach 90. stworzył największą w Polsce firmę sprzedającą meble biurowe. Otwierał nowe oddziały, miał coraz większe przychody, milionowe zyski…

Aż nagle?

Aż nagle wpadła do niego kontrola. Wcześniej miał ich mnóstwo, ale wszystkie przechodził bez problemu. Ta była inna. Była to kontrola z urzędu skarbowego obliczona na wyniszczenie firmy. Posłużono się w tym celu zupełnie absurdalnym zarzutem. Chodziło o wrzucenie w koszty prowadzenia działalności amortyzacji hali w Tczewie. Gielniak kupił ją od upadających państwowych zakładów, żeby urządzić w niej magazyn. Urzędniczki twierdziły, że budynek nie jest trwale związany z podłożem, więc nie można go amortyzować tak samo, jakby stał na fundamentach. Gielniak przyniósł paniom 30 tomów dokumentacji, pokazywał rysunki techniczne, że fundamenty są, że hala jest trwale związana z podłożem. Proponował nawet urzędniczkom, że je do Tczewa zawiezie, żeby same zobaczyły na własne oczy, jak to wszystko wygląda. Nic nie pomogło. Wpisano, że uszczuplił podatek CIT. Chodziło o miliony złotych.

Ten scenariusz niszczenia przedsiębiorców przez urzędników przeważnie wygląda tak samo: jest kontrola, urząd wydaje negatywną decyzję, nakłada domiar podatkowy na wiele milionów złotych. I jak przedsiębiorca nie ma tyle w oszczędnościach, żeby zapłacić tu i teraz, to blokuje mu się od razu konta, zabezpiecza na jego nieruchomościach, samochodach, maszynach – paraliżuje całe przedsiębiorstwo. Dopiero potem można się z urzędem sądzić i dochodzić, czy miał w tej sprawie rację, czy nie. Ale to walka obliczona na lata. Mało który przedsiębiorca będzie w stanie ją przetrwać mając zablokowane środki.

Gielniak taką walkę podjął, chociaż w międzyczasie jego firma przestała istnieć. Gdy po wielu latach sądowych batalii usłyszał wyrok uniewinniający, doznał rozległego zawału serca. To są tak wielkie emocje. Po tym wszystkim o założeniu kolejnej firmy nie chce już się myśleć.

Do szykanowania przedsiębiorców wykorzystywani są nie tylko urzędnicy, przede wszystkim skarbowi, ale także różnego rodzaju „służby”, które stawiają sobie za cel terroryzowanie ich. Czy to prawda?

Tych oprawców jest wielu. Urzędnicy, których kontrole przypominają polowanie na grzywnę, żeby wycisnąć z przedsiębiorcy jak najwięcej w domiarach. Służby, które robią naloty o szóstej nad ranem, przy śpiących dzieciach. Albo i czasem, jak w opisywanej przez nas historii Pawła Golemy, szczecińskiego restauratora, grożących, że zastrzelą zaraz jego psa. Prokuratorzy, którzy szyją sprawy bez dowodów. Dopiero je zbierają, kiedy ktoś trafi do aresztu tymczasowego. Sądy, które często nawet bez czytania akt wsadzają przedsiębiorców do tych aresztów. A później te areszty przedłużają, chociaż kiedy ktoś siedzi, to w jego sprawie nic się nie dzieje. Winne też są niestety media, chociaż sam jestem ich przedstawicielem i smutno o własnej branży tak mówić. Ale te od zawsze goniły za sensacją, pisały o podejrzanym jak o przestępcy. Winna jest i opinia publiczna, którą bardzo zmienił internet. Tam wyzwalają się ogromne emocje, że jak złapali jakiegoś milionera, to na pewno oszust, złodziej, niech oddaje nam wszystkim swoje pieniądze. Chociaż nikt mu nic jeszcze nie udowodnił. Domniemania niewinności w Polsce już nie ma. Zresztą w opisywanych przez nas historiach to nie prokuratura musiała winę udowadniać. To podejrzany musiał udowadniać swoją niewinność. Absurd.

Wszystko według zasady: „Dajcie mi człowieka, a znajdzie się na niego paragraf”?

Każda historia w naszej książce ma jeden prozaiczny początek: przedsiębiorca nadepnął komuś na odcisk i zaczęły się kłopoty. Ktoś chciał pieniądze od właściciela firmy. Ten odmówił i wpadł w tarapaty. Gielniakowi na przykład proponowano wkupienie się do bliżej nieokreślonej „trójmiejskiej elity”. Ale ten się nie skusił. Odmówił, więc potem pojawiła się kontrola.

Bywa tak, że za kontrolą stoi konkurencja, która daje zlecenie, żeby rywala wykończyć, a zyskami się podzielić. Bywa też i osobista zemsta, jak w sprawie Marka Kubali, który prowadził salon samochodowy seata w Wałbrzychu. Pewnego pięknego dnia odwiedził go prokurator ze swoją kobietą, której bardzo chciał zaimponować zamawiając dla niej wymarzone auto. Kubala obiecał, że auto zaraz będzie na miejscu, ale pech chciał, że pani wybrała akurat taki kolor samochodu, którego nie było wówczas w żadnym salonie seata w Polsce. Auto trzeba było więc ściągać z zagranicy. Dostawa się przedłużała, a prokurator dostawał furii. Miał obwiniać Kubalę, że zrobił z niego durnia, że jak on teraz będzie przed tą kobietą wyglądać, że wreszcie za to wszystko się na Kubali zemści. Minęło niewiele czasu, a Kubala trafił do aresztu. Postawiono mu zarzuty uszczuplenia podatku. Przez ponad dwie dekady walczył o uniewinnienie i odszkodowanie. Ta walka trwa zresztą do dziś. To wszystko mocno odbiło się na jego zdrowiu. Depresja, choroba alkoholowa, rozpad rodziny. Mówi, że życie uratował mu rower, buduje wszystko od początku z nową partnerką.

Jak w sprawach oskarżanych przedsiębiorców oceniasz pracę polskiego wymiaru sprawiedliwości?

Trudno ją dobrze oceniać. Moim zdaniem wymiar sprawiedliwości w ogóle nie jest przygotowany do orzekania w sprawach gospodarczych. Nie nadąża za zmianami na rynku, nie rozumie przedsiębiorców i mechanizmów rządzących biznesem. Sędziowie nie czytają akt, nie ma szkoleń, a sami też nie mają czasu albo i ochoty, żeby dokształcać się na własną rękę. Orzeczenia z jednej sprawy przenoszą na inną metodą kopiuj-wklej.

Sędziowie opierają się chętnie na opiniach biegłych, często kompletnie niezorientowanych w kwestiach dotyczących prowadzenia biznesu lub mających przestarzałą wiedzę. W książce przywołuję także historię Marka Isańskiego, pioniera polskiej branży leasingowej, w której znalazł swoją dochodową niszę. W tym przypadku było podobnie: zjawiła się kontrola skarbowa, a w ślad za nią zarzuty o wyłudzanie VAT-u. Powołany przez sąd biegły był emerytowanym księgowym. Na emeryturę odszedł jeszcze przed tym jak ustawa o VAT w ogóle weszła w życie. Pierwszą rzeczą, o którą poprosił sąd, to przesłanie mu tekstu ustawy i przydzielenie prawnika, który pomoże mu ustawę zinterpretować. Z kolei prokurator starał się podeprzeć swoje zarzuty wycinkami z dziennika „Rzeczpospolita”. Sprawa jest tak żenująca, że aż trudno ją dalej komentować.

Raz po raz mówi się o „karuzelach VAT-owskich”, kilkudziesięciu miliardach złotych podobno wyłudzonych przez przestępców. Gdzie są ci przestępcy? A może historia o tak dużej skali wyłudzeń została wymyślona?

Nie chciałbym, żeby ktoś po przeczytaniu naszej książki odniósł wrażenie, że wszyscy przedsiębiorcy są krystaliczni. Że żyjemy w kraju tylko uczciwych ludzi, bo tak nie jest. Ci wyłudzający podatki, okradający nie tylko Skarb Państwa, ale też swoich kontrahentów, pracowników i inwestorów również w naszym kraju są i prowadzą interesy. Ale przy okazji takich szerokich śledztw, prowadzonych choćby pod hasłem walki z mafią VAT-owską, komuś może się oberwać rykoszetem. Bo jego firma gdzieś pojawiła się w dokumentach, chociaż nic złego nie zrobiła, a tylko dostarczała catering czy spinacze biurowe. Można przy okazji dokleić takiemu przedsiębiorcy zarzut działania w zorganizowanej grupie przestępczej. A następnie wsadzić do aresztu tymczasowego.

Dużo przedsiębiorców znalazło się w ten sposób w aresztach?

Bardzo dużo. Według danych zebranych przez Fundację Court Watch Polska, przestępczość w kraju znacząco nie rośnie, od lat utrzymuje się na podobnym poziomie, ale liczba osób przebywających w aresztach śledczych poszybowała w latach 2015-2019 o 100 procent! Dopiero w czasie długotrwałego przetrzymywania kogoś w areszcie prokuratura gromadzi jakieś dowody. To nie jest normalne.

Z pewnością nie jest. Na przedsiębiorcę zawsze jakiś bat się znajdzie.

Wspomniana fundacja zwróciła także uwagę na fakt, że od 1 października 2023 r. obowiązuje nowe drakońskie prawo zaostrzające kary za przestępstwa gospodarcze. Osoba zajmująca kierownicze stanowisko w firmie będzie mogła trafić do więzienia nawet na 20 lat. Czasem za zwykły błąd, który prokurator podciągnął pod przestępstwo.

Jest jeszcze inna sprawa: w założeniu sądy miały weryfikować zasadność wsadzania ludzi do aresztów. W praktyce jednak jest tak, że sędziowie w 90 procentach zgadzają się z prokuraturą i tylko „przyklepują” osadzenie w areszcie tymczasowym, a potem jego przedłużanie o kolejne okresy.

Opisujesz sprawy, które zakończyły się uniewinnieniem przedsiębiorców lub jest duża szansa, że tak się zakończą. Czy w związku z tym ktokolwiek z kręgu tzw. wymiaru sprawiedliwości kiedykolwiek poniósł konsekwencje za swoje „błędy”?

Niestety, chyba najsmutniejszym wnioskiem z naszej książki jest ten, że nikt nie poniósł żadnych konsekwencji. Żadnej odpowiedzialności. Dotyczy to zarówno funkcjonariuszy służb mundurowych, urzędników, prokuratorów, jak i przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Wręcz przeciwnie, jak np. w sprawie Igora Gielniaka i tej wyniszczającej jego firmę kontroli. Urzędnicy za nią odpowiedzialni dostali Odznaki Honorowe za Zasługi dla Skarbowości RP. W sprawie szykanowanego restauratora Pawła Golemy ze Szczecina, potem oczyszczonego z zarzutów, oskarżający go prokurator został nawet awansowany.

Co powinno się zatem zmienić w sposobie i praktyce stanowienia prawa, by wyeliminować te patologie, a przedsiębiorcy poczuli w państwie życzliwego partnera, a nie wroga?

Przede wszystkim powinien zmienić się sposób przeprowadzania kontroli. Nie mogą przychodzić do przedsiębiorcy z góry przyjętym założeniem, żeby wykazać jego winę.

Z pewnością zmienić się powinno sądownictwo administracyjne, które często jest jedyną instancją odwoławczą dla przedsiębiorcy będącego w konflikcie z państwem. Absurdalnym rozwiązaniem jest na przykład to, że sędziami sądów administracyjnych są byli kontrolerzy urzędów skarbowych. W jaki sposób taki sędzia, który wcześniej kontrolował, ma zachować obiektywizm przy orzekaniu? Stanie teraz po stronie obywatela, czy po stronie kasy Skarbu Państwa?

Kolejna rzecz: organy sprawiedliwości, nie potrafiąc znaleźć przekonujących dowodów na winę oskarżonego, tak długo prowadzą sprawę, że dochodzi do jej przedawnienia. Przedawnienie zawsze pozostawia jakąś skazę na reputacji przedsiębiorcy. Pojawia się tu myślenie: „a może jednak był winny?”. Ponadto, skoro nie ma rozstrzygnięcia co do winy, zamyka się przedsiębiorcy drogę do wystąpienia o godziwe odszkodowanie od Skarbu Państwa.

Dramatów skrzywdzonych przedsiębiorców opisanych w waszej książce byłoby więcej, ale wielu z nich nie chciało ich upubliczniać z obawy o różne represje.

Część przedsiębiorców nie chciała z nami rozmawiać, żeby nie wracać już pamięcią do traumatycznych wydarzeń z życia. Chce je zostawić za sobą i iść do przodu. Inni zwyczajnie obawiali się zemsty, a jeśli prowadzą już nowy biznes, to kolejnych szykan. Wielu przedsiębiorców boi się nawet trafić na listę 100 najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost” w obawie, że po publikacji będą mieli same kłopoty. Wiele, naprawdę wiele jeszcze w Polsce powinno się w tym aspekcie zmienić.

Rozmawiał Robert AZEMBSKI

Robert Azembski
Robert Azembski
Dziennikarz z ponad 30-letnim doświadczeniem; pracował m.in. w „Rzeczpospolitej”, „Wprost” , „Gazecie Bankowej” oraz wielu innych tytułach prasowych i internetowych traktujących o gospodarce, finansach i ekonomii. Chociaż specjalizuje się w finansach, w tym w bankowości, ubezpieczeniach i rynku inwestycyjnym, nieobce są mu problemy przedsiębiorców, przede wszystkim z sektora MŚP. Na łamach magazynu „Forum Polskiej Gospodarki” oraz serwisu FPG24.PL najwięcej miejsca poświęca szeroko pojętej tematyce przedsiębiorczości. W swoich analizach, raportach i recenzjach odnosi się też do zagadnień szerszych – ekonomicznych i gospodarczych uwarunkowań działalności firm.

INNE Z TEJ KATEGORII

Polityka klimatyczna nas zniszczy

Politycy Konfederacji wyrazili stanowczy sprzeciw wobec polityki klimatycznej Unii Europejskiej, która stanowi zagrożenie dla suwerenności i dobrobytu Polski.
< 1 MIN CZYTANIA

Polskę czeka ożywienie na rynku pracy?

W 2024 roku pracodawcy w Polsce mają zamiar mocno podnosić wynagrodzenia oraz otwierać nowe rekrutacje. To efekt ożywienia polskiej gospodarki.
2 MIN CZYTANIA

Hybryda czy biuro – jak pracują Polacy?

Większość pracowników biurowych w Polsce spędza w biurze do dwóch dni tygodniowo, mimo że woleliby robić to rzadziej.
2 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Refleksje ministra finansów o giełdzie i nie tylko…

Andrzej Domański, już nie taki nowy minister finansów, wylał żale w wywiadzie dla Bloomberga nad kondycją Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Niestety nie zabrakło garści konfabulacji.
4 MIN CZYTANIA

Kiedy wreszcie skończymy z kosztowną blagą klimatyczną?

Do roku 2030 osiągnięcie tzw. celów zrównoważonego rozwoju, tak chętnie wiązanych z ocieplaniem się klimatu, będzie kosztować każdego mieszkańca w gospodarkach typu zachodniego nawet 2026 dolarów rocznie – oszacowała Konferencja ONZ ds. Handlu i Rozwoju.
2 MIN CZYTANIA

Kasy samoobsługowe pójdą w odstawkę?

Jeden z portali tak zatytułował swój artykuł na temat marketowego handlu: „Polacy pokochali kasy samoobsługowe”. Czy aby na pewno?
3 MIN CZYTANIA