Jest duża różnica między rewolucją a transformacją. Rewolucja to nagła zmiana. Rewolucja implikuje konieczność szybkiego dostosowania się do nowego kontekstu. Tymczasem transformacja zachodzi stopniowo, a zmiany z niej wynikające przez dłuższy czas mogą być nawet niezauważalne.

Skica911/Pixabay

W transporcie przeżyliśmy ostatnio kilka ważnych rewolucji wynikających z pandemii czy wojny na Ukrainie, które spowodowały załamanie łańcuchów dostaw, ale w sektorze tym cały czas następowała też cicha transformacja, a mianowicie zmiana pokoleniowa wśród kierowców.

Według badań przeprowadzonych w kwietniu przez Międzynarodową Unię Transportu Drogowego (IRU), w Europie brakuje już ponad 500 tys. kierowców, co zmusza niektóre firmy do wstrzymania pracy. Liczba ta szokuje jeszcze bardziej, jeśli połączymy ją ze statystykami Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, z których wynika, że średni wiek kierowców zawodowych w Polsce wynosi 50 lat, a 29 proc. osób, które mają prawo jazdy kat. C + E (a więc uprawniające do prowadzenia pojazdów powyżej 3,5 tony) ma więcej niż 65 lat.

A to dopiero wierzchołek góry lodowej. Transport ma kluczowy wpływ na funkcjonowanie wszystkich gałęzi gospodarki, ponieważ aż 95 proc. wszystkiego, co konsumujemy, przewozimy ciężarówkami. Warto zatem przeanalizować przyczyny aktualnej trudnej sytuacji, tak aby zaplanować i podjąć skuteczne działania ratujące cały sektor.

Stowarzyszenia przewoźników od dawna apelują o konkretne zmiany systemowe i wskazują na dwa główne problemy: stagnację płac (przewoźnicy zarabiali więcej 15 lat temu niż obecnie) oraz kwestię pogodzenia życia rodzinnego z życiem zawodowym (zwłaszcza, jeżeli kierowca pracuje na długich trasach międzynarodowych).

W naprawie sytuacji nie pomagają też inne zjawiska, jak np. koszt dostępu do zawodu. Opłata za sam kurs na prawo jazdy kat. C+E wynosi od 2800 do nawet 4000 zł. Jak wskazują eksperci uzyskanie podstawowych uprawnień na kierowcę zawodowego w Polsce to koszt ok. 9300 zł, czyli kwota dla wielu młodych ludzi nieosiągalna.
Ponadto sektor jest bardzo rozdrobniony, ponad 70 proc. firm działających w branży to mikroprzedsiębiorstwa. Powyższe przekłada się na niską siłę przetargową i wysoki poziom podatności na zagrożenia. Jak podaje „Rzeczpospolita” nawet 10 tys. polskich firm przewozowych zajmujących się międzynarodowym transportem może być zagrożonych bankructwem.

Kwestie strukturalne są zawsze trudniejsze do rozwiązania, ale wyniki, jakie zapewniają są zwykle bardziej solidne. Zdaniem ekspertów odpowiedzią na braki kadrowe w transporcie drogowym może być np. zwiększenie udziału kolei w przewozie towarów, bowiem w Unii Europejskiej zaledwie 18 proc. takich przewozów odbywa się koleją. Dodatkową kwestią jest też zachęcenie kobiet do podejmowania pracy „za kółkiem”. W Polsce panie stanowią zaledwie 2 proc. kierowców zawodowych.
Działania ratunkowe należy podejmować szybko, jeżeli chcemy uniknąć załamania w sektorze transportowym.

Poprzedni artykułDochód gwarantowany to pomysł diabelski
Następny artykułIndie otworzą sto kopalń węgla!