Niepodlegającym dyskusji faktem jest, że istnieje coś takiego jak niska emisja, popularnie smogiem zwana. Chociaż koronawirus wyparł wszystkie inne problemy z przestrzeni medialnej, już za dwa tygodnie temat smogu powróci ze zdwojoną siłą. Za sprawą urzędników z mazowieckiego urzędu marszałkowskiego.

 

To prawda, że wystarczy w zimniejsze czy bezwietrzne dni kilka razy pociągnąć nosem, by poczuć, że powietrze bynajmniej fiołkami nie pachnie. To, co śmierdzi i truje to są tak zwane pyły zawieszone; przede wszystkim PM10, PM2,5, benzo(a)pireny i ditlenek azotu. Za bary chwycił się w zeszłym roku z problemem smogu Kraków. Zakazał palenia w piecach węglem, co – jak głosi przeważająca opinia naukowa krzykiem ekologów wzmocniona – głównym powodem zanieczyszczania powietrza jest. Tamtejsi wojewódzcy włodarze zapomnieli jednak o krakowskich okolicach; wsiach i małych miasteczkach. Tudzież o często zadymionym Zakopanem. Cóż – góralowi nikt nie da rady. Z rolnikiem też lepiej nie zadzierać.

Temat wraca właśnie ze zdwojoną siłą, tym razem w regionie mazowieckim. Tutejsi samorządowcy postanowili smog ”zakontraktować”, narzucając mieszkańcom i gminom liczne zalecenia, ograniczenia, zakazy i nakazy. Wszystko ma ruszyć już od 30 września pod nazwą POP, czyli Program Ochrony Powietrza. Pomińmy już fakt odbycia się zdalnych konsultacji społecznych, o których obywatele, niestudiujący w okresie pandemii stosownych stron www, nie mieli zielonego pojęcia. Pomińmy nawet fakt, że punktem wyjścia w tym POP do prognoz szkodliwej emisji są, jak można wyczytać z informacji na marszałkowskiej stronie, pomiary szkodliwej emisji z… 2018 roku. Przynajmniej w jednym rację ma ekolog i „miejski aktywista”, cytowany przez jeden z dużych portali: będzie to dla wielu mieszkańców Mazowsza szokiem. Bo począwszy od 30 września dni Mazowszan mają być znakowane kolorami wskazującymi na, upraszczając: kolor żółty – poziom złych pyłów przekroczony, czyli jest źle, pomarańczowy – poziom jeszcze bardziej przekroczony – jest jeszcze gorzej i czerwony – mamy prawdziwą katastrofę. Przy pomarańczowym, a szczególnie czerwonym, wejdą restrykcyjne zakazy, m.in. palenia w kominkach, używania pił, kosiarek i dmuchaw do liści, rozpalania grili i ognisk, a nawet prowadzenia prac budowlanych. Na drogi wyjadą patrole, mające wywęszyć złe spaliny w aucie. Kontrolerzy sprawdzać będą piece i kominki. Za nieprzestrzeganie obostrzeń obywatel może zapłacić karę nawet do pięciu tysięcy złotych. Natomiast gmina, która nie dopełni szeregu obowiązków wynikających z POP obmyślonego przez radnych i urzędników nawet… pół miliona. Nie bez kozery trzeba wspomnieć, że samorząd lokalny dysponuje także naszymi pieniędzmi.

Obowiązków dla gmin będzie wiele, od prowadzenia akcji edukacyjnych, poprzez inspekcje kotłów, aż po spryskiwanie materiałów sypkich w dni „czerwone”, by uniknąć pylenia. Ponieważ to gminy mają monitorować poziom przekroczenia dopuszczalnej emisji pyłów, niejako same będą siebie karać. Bo zawsze jakieś niedociągnięcie, czy wykroczenie się znajdzie. Lepiej tego nie dało się wymyśleć.

A czy ktoś z urzędników policzył straty producentów urządzeń kominkowych, węgla drzewnego, sprzętu ogrodniczego i innych akcesoriów? Producentów głównie polskich. Oni oberwą najmocniej. Ale co tam – smog straszny już nadchodzi!

Trudno powiedzieć, co złego urzędowi marszałkowskiemu województwa mazowieckiego zrobiły przedmuchiwane z miejsca na miejsce liście, czy kosiarka benzynowa. Trudno pojąć, co zawiniło spalanie biomasy, drewna kominkowego i rozpalanie grili. Związku tych ostatnich ze stanem zdrowotności obywateli nie próbowano nawet udowadniać. Naukowcy (nie tzw. aktywiści miejscy!) mówią o szkodliwym spalaniu odpadów komunalnych zawierających PCV. Nie biomasy i drewna. Drewno sezonowane i właściwie spalane NIE JEST źródłem szkodliwej, niskiej emisji – to mocny głos, na przykład, naukowców z AGH w Krakowie. W wyniku spalania biomasy powstają jedynie para wodna i dwutlenek węgla, który rośliny, jako niezbędny do życia, pobierają z otoczenia. Pyły zawieszone są konsekwencją spalania węgla niskiej jakości i wszelkiego rodzaju śmieci.

Substancje lotne zwane smogiem są szkodliwe dla zdrowia. Wdychane mogą predestynować nawet do leczenia sanatoryjnego. Lekarze mówią o ich niekorzystnym wpływie na układ odpornościowy człowieka, rozwój nowotworów i innych chorób. Ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że w dziejach więcej ludzi zatruło się nadgorliwością i niedostatkiem kompetencji biurokratów, niż owymi pyłami.