Szok, jakim był lockdown gospodarki wynikający z pandemii koronawirusa, zmienił zupełnie trajektorie polskiej polityki pieniężnej. Od wielu miesięcy główna stopa procentowa NBP utrzymywała się na niezmienionym poziomie 1,5 proc. Wydawało się, że niebawem powinniśmy wejść w cykl podwyżek tego parametru ustalanego przez Radę Polityki Pieniężnej. Tak się jednak nie stało.

Aby nie dopuścić do załamania się kluczowych wskaźników makroekonomicznych, RPP na posiedzeniach między marcem a majem obniżyła główną stopę do rekordowego poziomu 0,1 proc. Działania władz monetarnych wywołały liczne zastrzeżenia, a nawet ostrą krytykę ze strony części komentatorów. Jeden z zarzutów odnosił się do wpływu, jaki ten ruch wywoła na kurs złotego wobec najważniejszych światowych walut. Wskazywano m.in. na fakt, że wartość hipotek rozliczanych we franku wynosi w przeliczeniu na złote niemal 100 mld. Skokowy wzrost na parze CHF/PLN mógłby pogorszyć spłacalność tych kredytów, mocno uderzając w te banki, które mają ich w swoich portfelach najwięcej.

Rzeczywiście, złoty się osłabił, ale głównie ze względu na globalną sytuację gospodarczą, w okresach turbulencji frank przeważnie zyskuje na wartości. Niemniej po wyraźnym osłabieniu w marcu złoty zaczął odrabiać straty. Okazało się nawet, że jednym z celów władz monetarnych jest niedopuszczenie do nadmiernego wzmocnienia krajowej waluty, obawy z tym związane były przedmiotem dyskusji na posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej.

Jak wynika z opublikowanych w czerwcu minutes (sprawozdania z dyskusji na posiedzeniu RPP), członkowie Rady wskazywali podczas majowych obrad, że zatrzymanie aprecjacji złotego powinno mieć pozytywny wpływ na stabilność makroekonomiczną w Polsce.

„Ponadto, obniżka stóp ograniczy ryzyko dalszej aprecjacji złotego wobec głównych walut, która w sposób procykliczny wzmacniałaby negatywny wpływ silnego spadku popytu zagranicznego na dochody eksporterów, a przez to oddziaływałaby negatywnie na aktywność i zatrudnienie w polskiej gospodarce. W konsekwencji, a także wobec oczekiwanej niskiej aktywności oraz dynamiki cen za granicą, dalsza aprecjacja złotego zwiększałaby ryzyko deflacji, co przy wyższym niż przed pandemią poziomie bezrobocia byłoby niekorzystne dla stabilności makroekonomicznej. Większość członków Rady zwracała uwagę, że obniżka stóp procentowych, wspierając wszystkimi wskazanymi kanałami wzrost aktywności gospodarczej, będzie ograniczała ryzyko spadku inflacji poniżej celu inflacyjnego NBP w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej”

Problemem jest wciąż słaby popyt zewnętrzny, który skutkuje wyraźnym spadkiem polskiego eksportu. Zbyt silny złoty mógłby to zjawisko jeszcze spotęgować, w praktyce rujnując polskie firmy działające na zagranicznych rynkach. To nie pierwszy raz kiedy w sytuacji kryzysowej polityka kursowa odgrywa bardzo ważną rolę. Podobnie było podczas ostatniego kryzysu finansowego, który następnie przeniósł się do realnej gospodarki. Polski złoty uległ wówczas deprecjacji (osłabieniu) co przełożyło się na wzrost konkurencyjności naszego eksportu i w znacznej mierze uchroniło Polskę przed recesją.

Ogromnym atutem jakim dysponują obecnie decydenci odpowiadający za politykę gospodarczą, w tym wypadku chodzi o bank centralny, jest możliwość odziaływania na kluczowe agregaty makroekonomiczne poprzez mechanizm kursu walutowego. Potwierdza to, że własna waluta pozwala skutecznie i możliwie szybko reagować na nagłe szoki, tych zaś w ostatnich latach nie brakuje.