Po opublikowaniu wyników magazynu „Global Finance” dotyczącym prezesów banków centralnych na świecie uruchomiona została machina krytyki pod adresem prof. Adama Glapińskiego. Notowanie, którym dotąd nikt w Polsce się nie przejmował, zrównało prezesa Narodowego Banku Polskiego z odpowiednikami z Białorusi i Ukrainy. Miał on rzekomo niedostatecznie stanowczo zareagować na rosnącą w Polsce inflację.

Fot. PAP/Rafał Guz

Gruntownie się z tą oceną nie zgadzam. Uważam, że rola Narodowego Banku Polskiego m.in. w zwalczaniu ekonomicznych skutków pandemii była kluczowa. To działania władz tej instytucji, na czele właśnie z prezesem Glapińskim, pozwoliły złapać drugi oddech rodzimym firmom i gospodarstwom domowym. Szybka obniżka stóp procentowych, skup gwarantowanych przez państwo obligacji, z emisji których finansowane było wsparcie dla firm i poluzowanie wymogów kapitałowych dla banków. To decyzje, które w gorącym okresie, kiedy wybuchła pandemia, być może uratowały naszą gospodarkę przed głębokim załamaniem. Nie sprawdziły się także czarne prognozy mówiące o tym, że polskie banki doznają potężnych strat w związku z obniżką stóp. Wręcz przeciwnie, ich sytuacja jest obecnie coraz lepsza.

Warto mieć także na uwadze to, że NBP w ostatnich latach zwiększał rezerwy złota. Obecnie mamy ich już ponad 230 ton, co stawia nas w europejskiej czołówce i sprzyja międzynarodowej wiarygodności polskiej waluty. Co do inflacji zaś, to jej głównym źródłem są obecnie ceny energii. Kryzys energetyczny, z jakim obecnie zmaga się Unia Europejska, to wynik szalonej wręcz polityki klimatycznej oraz bierności instytucji unijnych wobec budowy gazociągu Nord Stream 2. Tyle że o tym przerażeni rzekomo inflacją jakoś mówią niewiele. W Estonii czy na Litwie, czyli państwach należących do strefy euro, inflacja jest wyższa niż w Polsce (odpowiednio 7,4 proc. oraz 8,2 proc.). Ogólnie inflacja w strefie euro jest najwyższa od kilkunastu lat.

Z kolei szefowa EBC Christine Lagarde w przywołanym na początku rankingu dostaje ocenę znacznie lepszą od Adama Glapińskiego. A przecież można jej stawiać takie same zarzuty, jakie postawiono w nim szefowi NBP.