Fot. Pixabay

Jeśli spojrzeć na główne bariery w prowadzeniu biznesu, jakie podają ankietowani przez GUS polscy przedsiębiorcy, to na pierwszy plan wysuwa się niestabilność prawa. Częste zmiany przepisów potęgują ryzyko regulacyjne, zwiększają niepewność i skutkują zamrożeniem posiadanych środków. Przepisami, które w naszym kraju zmieniają się bardzo często, są oczywiście te odnoszące się do podatków. To zaś sprawia, że przeciętny polski przedsiębiorca znaczną część swojego czasu poświęcać musi na analizowanie nowych regulacji, często nakładających na podmioty prowadzące działalność gospodarczą kolejne uciążliwe obowiązki.

Uszczelnienie systemu podatkowego, które jest niewątpliwym sukcesem obecnego rządu, staje się coraz trudniejsze. Wcześniej bowiem chodziło o podatek VAT, z którego w szybkim tempie można było „wycisnąć” sumy idące w miliardy złotych. W przypadku podatków dochodowych sytuacja jest już znacznie bardziej skomplikowana. Stąd wrzucanie wszystkich przedsiębiorców do jednego worka, oznaczające obarczenie ich dodatkową porcją uciążliwej papierkowej roboty, której i tak mają w nadmiarze. Wątpliwe jednak, aby budżet państwa czerpał z tego typu działań aż tak imponujące korzyści, jak miało to miejsce, jeśli chodzi o podatek od towarów i usług. Dodatkowo pojawia się problem związany z erozją bazy podatkowej, zbytni nacisk na firmy może zniechęcić je do rozwoju, część zaś w ogóle poniecha dalszego prowadzenia działalności. Nie mówiąc już o narastającej awersji do inwestycji.

Nawet działania mające służyć jako zachęty do wydatków prorozwojowych często przynoszą skutek odwrotny od zamierzonego. Wystarczy zobaczyć, co obecnie dzieje się z ulgą IP Box. Dla przedsiębiorców te i tym podobne rozwiązania mają charakter pozorny i nie budują zaufania do państwa jako podmiotu chcącego realnie wspierać ich działalność. W tym kontekście potrzebne są rozwiązania zdecydowane i względnie proste w zastosowaniu. Innymi słowy takie, które początkowo mogą mieć negatywne skutki dla budżetu po stronie dochodowej. Jeśli jednak patrzymy na problem z perspektywy długo a nawet średniookresowej, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Proinwestycyjna polityka państwa przełożyć się powinna na wzrost efektywności kapitału w przedsiębiorstwach spowodowanego zwiększeniem nakładów na nowoczesne środki trwałe. To zaś powinno mieć pozytywne efekt na bazę podatkową i w konsekwencji na sytuację finansów państwa. Oczywiście takie podejście wymaga kalkulacji dłużej niż perspektywa jednego roku budżetowego.

Wobec powyższego rodzi się pytanie o konkrety. Po pierwsze system podatkowy wymaga holistycznego podejścia. Nie może być tak, że zamiast rozwiązań spójnych działa się ad hoc, doraźnie i w ten sposób nieefektywnie. W programie PiS mowa jest o uchwaleniu nowych ustaw podatkowych, w tym dotyczącej opodatkowania prowadzenia działalności gospodarczej. Ta zapowiedź budzić może pewien niepokój, znowu bowiem mowa jest o zmianach. Jak jednak pokazał przykład uchwalonej w ubiegłym roku ustawy o zamówieniach publicznych, takie zmiany mogą być też odbierane przez środowiska biznesowe pozytywnie. O ile są odpowiednio skonsultowane z przedsiębiorcami i przyświeca im jakiś jasno określony cel. W wypadku PZP jest nim zwiększenie udziału mniejszych firm w rynku zamówień publicznych oraz zwiększenie na nim konkurencji. Trzeba przyznać, że przyjęte regulacje dają na to nadzieję. Z podatkami może być podobnie. Wbudowane w nową ustawę zachęty do inwestowania można napisać tak, że faktycznie będą do inwestowania zachęcać. Prawo nie musi być przecież polem minowym dla tych, którzy chcą skorzystać z przyznanych przez nie preferencji.

Na stole są póki co takie pomysły jak tzw. estoński CIT czy ulgi prorozwojowa oraz na robotyzację i automatyzację. Niech mi wolno będzie zaproponować inne rozwiązanie. Chodzi uwzględnienie przy ustalaniu podstawy opodatkowania kosztu kapitału własnego (ang. allowance for corporate equity). Warto zwrócić uwagę, że znaczna część firm w Polsce i tak finansuje się swoimi środkami, o ile jednak zewnętrzne finansowanie daje możliwość uznania za koszt podatkowy wydatków odsetkowych, to już samofinansowanie taką opcję eliminuje. To sytuacja nieoptymalna i sprzeczna z zasadą neutralności podatku. Może warto także ujednolicić opodatkowanie działalności gospodarczej tak, aby mniejszą rolę odgrywała forma prawna prowadzenia biznesu, o wysokości podatku niech decyduje wypracowany zysk nie zaś to, czy osiąga go spółka kapitałowa czy cywilna.

Te i inne pomysły powinny być przedmiotem dyskusji dotyczącej poważnych i strukturalnych zmian odnoszących się do polskiego systemu podatkowego. Tak aby nasze rozwiązania sprzyjały inwestycjom i przedsiębiorczości, nie tylko deklaratywnie ale faktycznie.