Trójka naukowców z amerykańskiego Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa opublikowała raport, w którym podsumowała wpływ wprowadzania lockdownów na liczbę śmiertelnych przypadków koronawirusa.

Jonas Herby, Lars Jonung i Steve H. Hanke twierdzą, że najbardziej rygorystyczne metody zakazów wychodzenia poza miejsce zamieszkania („Shelter-In-Place”) zmniejszają liczbę zgonów o zaledwie 2,9 proc., a o 10,6 proc. zamykanie niektórych z przedsiębiorstw, jak np. barów i restauracji. Najczęściej stosowane ograniczenia rządowe podczas pandemii w USA i Europie zmniejszały śmiertelność o zaledwie 0,2 proc. względem sytuacji, w której władze ograniczały się tylko do wydawania zaleceń, bez stosowania zakazów i nakazów. Bardzo niewielki wpływ na śmiertelność miało m.in. zamykanie szkół, granic czy ograniczenia w zgromadzeniach publicznych.

Naukowcy zwracają również uwagę na to, że niezwykle trudno jest ocenić, czy na liczbę zachorowań i zgonów ma wpływ wprowadzanie lockdownów, czy może zmiany zachowań ludzi (np. większa dbałość o higienę osobistą) będące działaniami niezależnymi od decyzji władz.

Autorzy tekstu podsumowują swoje wnioski stwierdzeniem, że lockdowny miały niewielki wpływ na śmiertelność na COVID-19, a jednocześnie wiązały się z potężnymi kosztami społecznymi i gospodarczymi. Ich zdaniem polityka ograniczeń i zakazów powinna zostać odrzucona jako instrument walki z pandemią.

abcactionnews.com

Poprzedni artykułCzy Orbanowi opłaca się sojusz z Putinem?
Następny artykułDania zakończyła walkę z koronawirusem