Fot. Pixabay

Prezydent zajmuje się Twitterem, ustawodawcy Amazonem, a prokurator generalny stanu Texas, Ken Paxton oraz inni prokuratorzy generalni, przyspieszają dochodzenie w sprawie praktyk monopolistycznych, którego obiektem jest model biznesowy Google’a.

W marcu Biały Dom zaapelował do nich, by podjęli walkę z dezinformacją dotyczącą pandemii koronawirusa oraz udzielili rządowi pomocy w szeroko rozumianym zwalczaniu wirusa.

Amazon próbował powstrzymać sprzedawców przed gwałtownym podnoszeniem cen na środki do dezynfekcji rąk, a Google badał środki śledzenie wirusa. Twitter i Facebook przyjęły nową politykę skupiającą się na zwalczaniu dezinformacji dotyczącej wirusa, jednocześnie dostarczając użytkownikom rzetelnych informacji na temat COVID-19.

Jak dotąd oficjalne dane mówią, że COVID-19 zabił ponad 110 tys. osób w Stanach Zjednoczonych i kilka stanów musiało wprowadzić kwarantannę, aby powstrzymać jego rozprzestrzenianie się. Władze stanowe i lokalne zaczęły łagodzić zasady dotyczące pozostawania w domach, gdyż doprowadziły one do dwucyfrowej stopy bezrobocia, a umieralność w Stanach spada, nawet jeśli wciąż pojawiają się nowe ogniska choroby.

Google w obliczu poważnego dochodzenia
Dwupartyjna grupa 50 prokuratorów generalnych z 48 stanów, Dystryktu Kolumbii i Puerto Rico zaczęła przyglądać się sprawie Google’a we wrześniu, na długo przed wybuchem pandemii. Z doniesień „Wall Street Journal” z maja tego roku wynika, że Departament Sprawiedliwości i Paxton są na zaawansowanym etapie przygotowań do sporu sądowego z Googlem, jednak doniesienia te opierają się na anonimowej „osobie zaznajomionej z tematem” i nie podają kiedy konkretnie można spodziewać się pozwu. Departament Sprawiedliwości i prokuratorzy generalni współpracują ze sobą w tej sprawie.

Dochodzenie skupia się przede wszystkim na reklamach online, jako że Google dysponuje największym i najpotężniejszym istniejącym narzędziem, które pośredniczy między reklamodawcami i osobami oraz podmiotami publikującymi treści w internecie – jak wynika z raportu WSJ. Departament Sprawiedliwości podobno wziął pod lupę rozwiązania technologiczne Google’a w sprawie reklam, skupiając się jednocześnie na oskarżeniach, że firma może szkodzić konkurencji poprzez swoje algorytmy wyszukiwania. Według majowego raportu WSJ, śledztwo Departament Sprawiedliwości może się wkrótce zakończyć.

Z innych doniesień wynika, że Departament Sprawiedliwości i prokuratorzy generalni zwrócili się po radę do jednego z rywali Google’a, wyszukiwarki DuckDuckGo. „The Daily Caller News Foundation” próbowała się skontaktować z kilkoma republikańskimi prokuratorami biorącymi udział w dochodzeniu, takimi jak Mark Brnovich z Arizony, Leslie Rutledge z Arkansas, Jeff Landry z Louisiany, Sean Reyes z Utah i Doug Peterson z Nebraski, jednak żaden z nich nie odpowiedział na wielokrotne prośby o udzielenie komentarza na temat potencjalnego pozwu sądowego.

Naciski wywierane na Google stopniały po tym, jak firma udzieliła przedstawicielom rządu dostępu do niektórych ze swoich technologii, by pomóc zapanować nad skutkami pandemii. Dyrektor generalny koncernu Sundar Pichai oświadczył 6 marca w poście na swoim blogu, że firma stworzy system, który pomoże badaczom zrozumieć „jak wirus funkcjonuje oraz prace eksperymentalne przy tworzeniu przyszłych leków”.

Google nie odpowiedział na prośbę DCNF o skomentowanie tego, czy firma przygotowuje się do postępowania sądowego, a Departament Sprawiedliwości nie potwierdził, że postępowanie takie będzie miało miejsce.

Amazon w opałach
Przewodniczący podkomisji antymonopolowej Białego Domu David Cicilline oświadczył w maju, że chce, by dyrektor generalny Amazona Jeff Bezos, złożył zeznania w ramach bieżącego dochodzenia dotyczącego jego firmy. Amazon jest również obiektem śledztwa prowadzonego przez Departament Sprawiedliwości, które jest niezwiązane ze wspomnianym śledztwem dotyczącym Google’a.

– Mamy nadzieję, że Bezos zgłosi się dobrowolnie – oświadczył demokrata z Rhode Island w wywiadzie dla „Politico” z 7 maja. – Jeśli jednak nie zdecyduje się na to, jesteśmy gotowi użyć odpowiednich środków, aby go do tego zmusić.

Wypowiedź Cicilline’a miała miejsce po tym, jak komisja sądowa Białego Domu zagroziła, że Bezos zostanie wezwany do sądu 1 maja, po tym jak „Wall Street Journal” doniósł w kwietniu, że firma użyła danych pozyskanych od niezależnych sprzedawców w celu rozwoju konkurencyjnego produktu. Komisja zajmuje się dochodzeniem antymonopolowym skierowanym przeciwko Amazonowi i innym wiodącym firmom informatycznym.

Amazon nie odpowiedział na prośby DCNF o komentarz, czy Bezos będzie zeznawał.

W międzyczasie przychody giganta zakupów online wzrosły o 26 proc. i wyniosły 75,5 miliarda dolarów podczas pandemii, po wprowadzeniu kwarantanny, przez którą stacjonarni konkurenci firmy praktycznie wypadli z gry. Firma ogłosiła w kwietniu, że zatrudni dodatkowe 75 tysięcy osób na różne stanowiska, od obsługi magazynów po kurierów.

Twitter kontra Trump
28 maja prezydent Donald Trump zapowiedział rozporządzenie wykonawcze, na mocy którego Twitter i inne media społecznościowe utracą ochronę przed odpowiedzialnością prawną, jeśli dopuszczą się cenzury. Prezydent i inni konserwatyści często twierdzą, że Twitter jest wobec nich uprzedzony i ze względów politycznych często cenzuruje udostępniane przez nich treści.

Twitter poddał weryfikacji wypowiedź prezydenta z 26 maja, w której twierdził, że głosowanie korespondencyjne jest nielegalne. Dodatkowo firma ukryła post Trumpa z 29 maja, w którym zasugerował, że „ZBÓJE” biorący udział w zamieszkach w Minneapolis „znieważają pamięć George’a Floyda”.

„Te ZBÓJE znieważają pamięć George’a Floyda i nie zamierzam na to pozwolić. Właśnie rozmawiałem z gubernatorem Timem Waltzem i powiedziałem mu, że wojsko jest do jego dyspozycji. W wypadku jakichkolwiek trudności wprowadzimy porządek, ale gdzie się grabi, tam się strzela. Dziękuję!” — Donald J. Trump (@realDonaldTrump) 29 maja 2020.

Twitter argumentował, że historyczne znaczenie zwrotu „gdzie się grabi, tam się strzela” narusza zasady jego polityki przeciwko zachęcaniu do przemocy.

Jak podaje National Public Radio, w 1967 r. komendant policji z Miami, Walter Headley, użył tych słów podczas przesłuchania w sprawie przestępstwa, do którego doszło we Florida City. Hedley zdecydował się na użycie broni palnej, psów policyjnych i innych brutalnych środków aby stłumić falę grabieży i gwałtownych protestów – doniósł „Miami Herald” 29 maja.

Trump wyjaśnił, co miał na myśli, tłumacząc osobom obserwującym go na Twitterze, że kiedy dochodzi do grabieży, często dochodzi również do przemocy z użyciem broni, a tego ma nadzieję uniknąć.

Facebook tworzy „Sąd Najwyższy”
17 września 2019 r. Facebook ogłosił, że planuje utworzenie rady nadzorczej, której zadaniem będzie zadbanie, by polityka nie miała wpływu na moderację serwisu. Miało to miejsce tydzień po oświadczeniu Paxtona o planowanych krokach wobec Google’a.

„Axios” donosił w maju, że niezależna rada nadzorcza Facebooka jest z zamierzenia bezstronnym organem mającym chronić wolność wypowiedzi i zapewniać system arbitrażu. Nowa rada dyrektora generalnego Marka Zuckerberga jest złożona z dwupartyjnego zespołu, z konserwatywnych i liberalnych członków, którzy pomogą ocenić, czy konkretny post, komentarz, lub link jest zgodny z zasadami użytkowania Facebooka.

Podczas rozpoczęcia jej działalności 6 maja mianowano 20 z 40 przewidywanych członków rady nadzorczej. Użytkownicy Facebooka, którzy uważają, że moderatorzy niesłusznie podjęli wobec nich jakieś działania, mogą złożyć odwołanie do rady, która każdego roku rozpatrzy ograniczoną liczbę spraw – system ten Zuckerberg porównał do działania Sądu Najwyższego.

W ciągu ostatnich kilku tygodni 15-letni gigant mediów społecznościowych napotkał kilka przeszkód.

Niektórzy pracownicy Facebooka skrytykowali niedawno decyzję Zuckerberga, by nie usuwać postu Trumpa zawierającego zwrot „gdzie się grabi, tam się strzela”. Wielu pracowników wzięło 1 czerwca udział w akcji protestacyjnej polegającej na wirtualnym opuszczeniu sali, aby wyrazić swoje niezadowolenie. Na spotkaniu firmowym 2 czerwca Zuckerberg wyjaśnił, że Facebook nie usunął postu, bo woli działać w oparciu o zasadę wolności słowa.

Ponieważ posty Trumpa cytujące jego własnego tweeta nie zostały usunięte z Facebooka ani z Instagrama, cieszą się tam przeogromnym zainteresowaniem. Do połowy tego tygodnia post został udostępniony ponad 70 tysięcy razy na Facebooku i zebrał ponad 255 tysięcy reakcji. Post na Instagramie został polubiony ponad 500 tysięcy razy.

W piątek Zuckerberg ogłosił na Facebooku, że firma dokona rewizji swojej polityki dotyczącej gróźb przemocy. – Zamierzamy rozważyć dostępne opcje postępowania w przypadku zawartości łamiących lub częściowo łamiących zasady, wykraczające poza zero-jedynkowe podejście: zostawić post w spokoju, lub go usunąć – napisał. „Wiem, że wielu z was uważa, że powinniśmy jakoś oznakować zeszłotygodniowy post prezydenta”.

Facebook nie odpowiedział na prośbę DCNF o udzielenie komentarza.

Źródło: Chris White/The Daily Caller