Fot. Pixabay

Każdego miesiąca łącznie 5,6 miliona członków amerykańskiej armii i federalnej służby cywilnej (wliczając w to Gwardię Narodowa) przekazuje część swoich wypłat na oszczędnościowy plan dla pracowników federalnych TSP (Thrift Savings Plan). Rząd federalny uzupełnia ich składki dodatkowymi miliardami wpłacanych dolarów finansowanych przez podatników. TSP, zarządzany przez Federalną Radę ds. Inwestycji Emerytalnych, jest odpowiedzialny za ponad 700 miliardów dolarów aktywów, co czyni go jednym z największych na świecie funduszy emerytalnych i kluczem do amerykańskiego wojskowego planu emerytalnego.

Planowana zmiana, która ma wejść w życie w nadchodzących miesiącach, poszerzyłaby śledzenie wymiany funduszy TSP I. Może to oznaczać, że ponad 50 miliardów dolarów amerykańskich funduszy emerytalnych trafi na giełdę w Pekinie i do tamtejszych państwowych spółek.

Chińskie firmy już są bezpośrednio zainteresowane ewentualnymi korzyściami wynikającymi z tej zmiany. Na przykład Hikvision – firma technologiczna umieszczona na czarnej liście rządu USA za rolę w inwigilacji muzułmańskich ujgurczyków, grupa mniejszości etnicznych będąca prześladowana i silnie indoktrynowana w obozach koncentracyjnych z drutem kolczastym przez Chińską Partię Komunistyczną.

Również Aviation Industry Corporation of China, która buduje zaawansowane technicznie myśliwce i drony o zdolnościach rakietowych do niszczenia amerykańskich samolotów i statków. Kolejna firma to ZTE, która jest największym na świecie dostawcą sprzętu zabezpieczającego i obecnie zajmuje się globalną inwigilacją dla Komunistycznej Partii Chin.

– Nie możemy zezwolić radzie zarządzającej TSP na wykorzystanie dolarów podatników i oszczędności żołnierzy do sfinansowania przemysłu obronnego najbardziej niebezpiecznego potencjalnego przeciwnika, z jakim Ameryka kiedykolwiek miała do czynienia – apeluje Waltz, pierwszy były oficer US Army Special Forces (czyli Zielonych Beretów) wybrany do Kongresu.

– Tak jak byliśmy zaangażowani w XX-wieczną Zimną Wojnę przeciwko Komunistycznemu Związkowi Radzieckiemu, tak teraz jesteśmy zaangażowani w XXI-wieczną zimną wojnę z komunistycznymi Chinami – dodaje.

Jego zdaniem, rada ta nigdy nie opowiedziałaby się za inwestowaniem w rosyjskie firmy budujące sowieckie wojsko. Nie powinna wiec inwestować w firmy budujące chińskie wojsko.

– Jako 24-letni weteran i kongresmen, który zasiada w Komitecie Sil Zbrojnych, nie będę tego popierać – zaznacza.

W listopadzie ubiegłego roku Michael Kennedy, przewodniczący Federalnej Rady ds. Inwestycji Emerytur Gospodarczych, napisał, że zarząd nie uważał za „właściwe” zakazanie milionom uczestników TSP dokonywania wyboru, który mógłby być „w ich najlepszym interesie.” Argument ten całkowicie ignoruje fakt, że rząd USA regularnie ogranicza swoich obywateli od inwestowania w gospodarkę swoich globalnych przeciwników, takich jak Iran, Rosja i Korea Północna. Ignoruje to również fakt, że aby członek armii miał w pełni zdywersyfikowany portfel, nie może inwestować w żadne akcje międzynarodowe, chyba że zainwestuje w międzynarodowy fundusz TSP, który wkrótce będzie inwestował w Chinach.

Wiele międzynarodowych firm chińskich nie przestrzega międzynarodowych standardów rachunkowości, dlatego też argument, że potencjalny zwrot z inwestycji jest „wart ryzyka”, jest fałszywy. Krótkowzroczna wizja rady uwzględnia tylko potencjalne korzyści krótkoterminowe, całkowicie ignorując katastrofalne konsekwencje dla bezpieczeństwa narodowego związane z finansowaniem marszu Chin w kierunku gospodarczej dominacji Stanów Zjednoczonych.

Problem stanowi głębszą i bardziej fundamentalną zmianę, która musi nastąpić w całym spektrum politycznym Ameryki i na Wall Street. Każdego z pięciu członków zarządu TSP mianował prezydent Barack Obama i wywodzą się oni z branży usług finansowych, które postrzegają Chiny jako szansę gospodarczą, a nie zagrożenie.

– Każdy dolar, który w sposób bezpośredni lub pośredni przyczynia się do reżimu Chin zagraża amerykańskiemu bezpieczeństwu i strukturze naszego społeczeństwa. Wiem, że nasi wojskowi stojący na straży na całym świecie, zgodziliby się z tym stwierdzeniem – dodaje Michael Waltz.

Źródło: Washington Examiner