fbpx
niedziela, 14 lipca, 2024

Burza już trwa

Sytuacja jest po prostu fatalna. Znacznie gorsza z polskiego punktu widzenia niż podczas kryzysu finansowego w 2008 r. – pisze w swoim najnowszym felietonie Łukasz Warzecha, odnosząc się m.in. do radykalnych wzrostów cen prądu i gazu.

Jest gorzej niż można było sądzić. Szef Urzędu Regulacji Energetyki ogłosił podwyżki cen prądu i gazu tak horrendalne, że trzeba było uruchomić w Sejmie temat TVN, żeby tę sprawę przykryć. Ale jej przecież przykryć się nie da. 24 proc. podwyżek taryf prądu i 54 proc. gazu dla użytkowników indywidualnych to tylko połowa powieści. W praktyce przełoży się to na od kilkudziesięciu do nawet kilkuset złotych więcej miesięcznie, jeśli ktoś zainwestował w „ekologiczny” gaz i tak ogrzewa dom. A uczyniło to w ostatnich latach wiele osób, idąc za głosem rządzących i likwidując piec na węgiel.

Tylko że to jedynie połowa opowieści, bo druga, znacznie gorsza połowa, to taryfy dla firm. A tutaj jest już jazda bez trzymanki. Wiele podmiotów odnotowuje wzrost cen o kilkaset procent w ciągu kilkunastu miesięcy.

Gaz i prąd są zaś niezbędne do wytwarzania właściwie wszystkiego. Dwa przykładowe, najbardziej bezpośrednie przełożenia zwyżki cen gazu? Po pierwsze – żywność, bo gaz to produkcja nawozów, których ceny już i tak galopują w dramatycznym tempie. Po drugie – duża część materiałów budowalnych (m.in. styropian czy ceramika), a więc radykalny wzrost cen remontów oraz nowych nieruchomości. Dlatego analitycy już zaczęli rewizję prognoz rozwoju gospodarczego oraz inflacji. Ta druga ma sięgnąć – według analityków Pekao – w szczytowym momencie (2. kwartał 2022 r.) niemal 10 proc., a średniorocznie – aż 8 proc. w pesymistycznym wariancie. Na pewno będzie reagował – po niewczasie – NBP, dalej podnosząc stopy procentowe, co odetnie także przedsiębiorców od kredytów. Zarazem banki ociągają się z podnoszeniem oprocentowania depozytów, co osłabia efekt podnoszenia stóp.

Rząd będzie chciał rozwiązywać problem po swojemu. Nie może nic z nim zrobić u źródła, którym jest głównie unijna polityka klimatyczna – tutaj pozbawiliśmy się w zasadzie wszelkich atutów i nic nam nie zostało. Może natomiast działać swoją ulubioną metodę, czyli próbując rozdawać pieniądze. To jednak jedynie wzmocni inflację, a efekt ulgi będzie krótkoterminowy.

Sytuacja jest po prostu fatalna. Znacznie gorsza z polskiego punktu widzenia niż podczas kryzysu finansowego w 2008 r. Nie tylko nałożyły się na siebie ekowariactwo UE, socjalistyczna redystrybucja polskiego rządu i zagrywki gazowego imperium oraz pandemia (na którą reakcja rządów i struktur międzynarodowych rodzi gigantyczne wątpliwości i również uderza w gospodarkę), ale też wszystko to – mając działanie co najmniej regionalne, jeśli nie globalne – chwieje całym międzynarodowym porządkiem.

Są dwa potencjalne punkty zapalne na świecie – jeden blisko, drugi daleko od nas. Pierwszy to oczywiście Ukraina i panika Moskwy wynikająca z przekonania, że możliwe jest poszerzenie zachodniej strefy wpływów. O zapobieżenie mu toczy się teraz gra. Drugi to Tajwan. O możliwości chińskiego uderzenia na Formozę mówi się od zawsze, ale temat na jakiś czas zniknął z oficjalnej agendy. Wrócił kilka lat temu, a od jakichś dwóch lat – co najbardziej niepokojące – zaczyna się przewijać w wypowiedziach analityków związanych z Komunistyczną Partią Chin, a nawet samych członków kierownictwa państwa. Niby aluzyjnie, niby w zawoalowanej postaci, ale w państwie takim jak Chiny nic takiego nie dzieje się bez przyczyny.

Każdy z tych scenariuszy – militarna próba destabilizacji Ukrainy przez Rosję lub chińskie uderzenie na Tajwan, które przecież musiałoby wywołać reakcję Waszyngtonu, taką czy inną – dla gospodarki światowej oznacza kolejny wstrząs, który i my w naszym grajdole odczujemy.

W niedawno opublikowanym na łamach The Wall Street Journal artykule Andrew A. Michta – amerykański analityk polskiego pochodzenia zakłada, że do konfrontacji Chin lub Rosji z USA może dojść już w ciągu najbliższych pięciu lat. Na zagrożenie nadchodzącą wojną wskazuje też polski popularyzator koncepcji geopolitycznych Jacek Bartosiak. Jeśli wydawało nam się, że powiedzenie o „wsi spokojnej, wsi wesołej” w naszym polskim zakątku będzie trwało po wieczne czasy – srodze się myliliśmy. Zawieruchy na wyższym poziomie zaczęły już nami miotać i łatwo mogą nas rzucić na skały. Jasne jest, że nie możemy nic z tym zrobić na wyższym poziomie. Problem w tym, że nie robimy nawet tego, co moglibyśmy w naszej małej łupinie.

Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha
Jeden z najpopularniejszych komentatorów sceny politycznej w Polsce. Konserwatysta i liberał gospodarczy. Publicysta „Do Rzeczy", „Forum Polskiej Gospodarki”, Onet.pl, „Rzeczpospolitej", Salon24 i kilku innych tytułów. Jak o sobie pisze na kanale YT: „Niewygodny dla każdej władzy”.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Genius loci

Poprzednio byłem w Budapeszcie w marcu 2020 r. Już nadciągały czarne pandemiczne chmury, ale wciąż jeszcze wydawało się, że to będzie kolejna burza w szklance wody. Jak się stało – wiadomo. Wcześniej w drugiej stolicy Cesarstwa Austro-Węgierskiego bywałem wielokrotnie. Wyrobiłem sobie zatem jakiś jej własny obraz, a nawet coś więcej: trudne do dokładnego opisania i sprecyzowania wrażenie, które mamy, gdy trochę lepiej zapoznamy się z jakimś obcym miejscem.
5 MIN CZYTANIA

Znów nas okradną

Jeżeli za jakiś czas wszyscy pracujący na umowach cywilnoprawnych dostaną do ręki wynagrodzenia niższe o ponad 25 proc., to będą mogli podziękować w takim samym stopniu poprzedniej i obecnej władzy.
5 MIN CZYTANIA

Policja dla Polaków

Jednym z największych problemów polskiej policji – choć niejedynym, bo ta formacja ma ich multum – jest ogromny poziom wakatów: ponad 9,7 proc. Okazuje się, że jednym ze sposobów na ich zapełnienie ma być – na razie pozostające w sferze analiz – zatrudnianie w policji obcokrajowców. Czyli osób nieposiadających polskiego obywatelstwa. W tym kontekście mowa jest przede wszystkim o Ukraińcach, Białorusinach i Gruzinach.
3 MIN CZYTANIA