W niedzielę 14 listopada Kościół po raz 13. obchodzi Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym. Według ekspertów liczba chrześcijan prześladowanych na świecie w roku 2021 wyniosła ponad 260 milionów. Tym samym wyznawcy Chrystusa stanowią największą prześladowaną grupą religijną.

Raport rzymskokatolickiej fundacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie (PKWP) podaje, że co roku, we wszystkich państwach świata, ginie ponad 170 tysięcy chrześcijan, którzy stanowią trzy czwarte ofiar prześladowań religijnych na naszym globie.

W tym roku Dzień Solidarności przeżywany jest pod hasłem: „Solidarni z Libanem” i niestety obchodzony jest w cieniu wczorajszej śmierci franciszkanina Adama Świerżewskiego z Siedlec, zmarłego w wyniku dotkliwego pobicia w dniu 11 listopada. Kulisy tej tragedii badane są przez śledczych, jednak trudno nie stwierdzić, że śmierć zakonnika z parafii św. Maksymiliana Kolbe przywołuje na myśl śmierć tysięcy ludzi, którzy giną na świecie tylko dlatego, że są chrześcijanami.

Pomoc Kościołowi w Potrzebie hasłem: „Solidarni z Libanem” chce dziś zwrócić szczególną uwagę na Liban. W państwie tym od ponad dwóch lat wciąż pogarsza się sytuacja ekonomiczna. Do destabilizacji kraju przyczyniła się ogromna fala uchodźców z Syrii i Palestyny. Dodatkowym ciosem był potężny wybuch składu saletry w libańskim porcie, który zniszczył port i część miasta. Zginęło wtedy kilkaset osób, a ponad 7,5 tysiąca odniosło rany. Blisko 300 tysięcy osób straciło wtedy swoje domy. Produkt krajowy brutto tego kraju spadł o 5,6 proc. w roku 2019 i o 10,5 proc. w roku 2020, a bezrobocie sięgnęło 25 proc. Mieszkańcy Libanu określani mianem ubogich to w Libanie już około połowa obywateli, a do biedy szybko przyczynia się inflacja, sięgająca w ubiegłym roku blisko… 90 proc. Całości tragicznego obrazu dzisiejszego Libanu dopełnia fakt częstych przerw w dostawach energii i stosy zalegających na ulicach śmieci z powodu niedziałającego systemu gospodarki odpadami.

Kryzys ekonomiczny przyniósł kolejne tragedie – także wśród chrześcijan, którym coraz trudniej zdobyć pieniądze na utrzymanie, żywność i edukację swoich dzieci. Zgodnie z danymi PKWP w Libanie, podobnie jak w Iraku, może dojść do dramatycznego spadku liczby chrześcijan. Nad Tygrysem i Eufraten liczba chrześcijan spadła z 1,5 miliona (w 2003 r.) do poniżej 100 tysięcy (w 2021 r.). Przed kryzysem ekonomicznym co najmniej 200 tysięcy uczniów uczęszczało do libańskich szkół katolickich – dzisiaj chrześcijańscy rodzice nie mają pieniędzy na opłacanie czesnego w placówkach oświatowych.

W Libanie ktoś, kto wcześniej zarabiał 2 tys. dolarów, dzisiaj otrzymuje niespełna 120 dolarów, a miesięczny koszt posłania dziecka do szkoły wynosi 20 dolarów. W rezultacie ponad 1500 takich placówek może zostać zamkniętych przez brak funduszy.

Prześladowania w Orisie

W Libanie (i w wielu innych państwach) prześladowania chrześcijan mają też charakter bardziej subtelny, ale nie mniej dramatyczny. Chrześcijanie z powodu swojej wiary tracą miejsca pracy i środki na utrzymanie, a ich dzieci nie mogą dostać się do szkół lub mają ograniczone szanse na zdobycie wykształcenia. Z powodu presji otoczenia i w obawie o swoje życie muszą oni opuszczać swe rodzinne strony, czasem zabrania się im budowania kościołów albo spotykania się na modlitwach w prywatnych domach.
Z drugiej strony niektóre państwa bardzo lubią pieniądze chrześcijan z Europy czy Ameryki. Władze państw, które – nazwijmy to po imieniu – niespecjalnie sprzyjają chrześcijanom, ale jawnie ich nie prześladują, bardzo dbają o odpowiedni PR. I tak np. w Indiach trudno znaleźć stan Orisa, w którym w 2008 roku doszło do samosądów na chrześcijanach. Dzisiaj tego stanu już nie ma. Władze indyjskie zmieniły jego nazwę na Odisha. Wiem to tylko dlatego, że będąc w Indiach chciałem pojechać do Orisy i każdy spotkany przeze mnie Hinuds udawał głupiego – nigdy nie słyszał o Orisie i o prześladowanych chrześcijanach. Tymczasem do dnia dzisiejszego do swoich domów (w dawnej Orisie) nie wróciło około 10 tysięcy chrześcijan. W czasie okrutnych represji z rąk hinduistycznych fundamentalistów zginęło wtedy ponad stu wyznawców Chrystusa. Oprawcy chcieli wymazać na tym terenie wszystko, co było związane z Jezusem, stąd też palili i niszczyli domy, kościoły i klasztory. Były to największe prześladowania chrześcijan w historii niepodległych Indii i działo się to za cichym przyzwoleniu nacjonalistycznego rządu premiera Narendry Modiego. Sprawcy antychrześcijańskiego pogromu wciąż nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności, a ofiary nie otrzymały obiecanych odszkodowań.

Europa – witamy w krainie płonących świątyń   

W ostatnich latach tylko we Francji doszło do podpaleń 16 kościołów i katedr – w tym najsłynniejszej katedry Notre-Dame w Paryżu (w tym przypadku okoliczności podpalenia nadal nie są jasne). Kościoły w Europie Zachodniej przerabiane są dzisiaj na puby, mieszkania, biblioteki – niczym w dawnym ZSRR, gdy świątynie doskonale nadawały się na magazyny, stajnie czy filharmonie. Tymczasem należy zauważyć, że cywilizacja europejska wyrosła z korzeni chrześcijańskich. I należałoby pamiętać, że nie warto podcinać swoich korzeni.

Płonąca katedra Notre-Dame, 2019 r. / fot. Wikipedia (domena publiczna)

Biskup Adrian Galbas w wigilię Dnia Solidarności z Kościołem Prześladowanym powiedział na Jasnej Górze ważne słowa: „Nie proszą przede wszystkim o pomoc materialną, prawną, polityczną, a o modlitwę i w ten wieczór chcemy to zrobić, tutaj w jasnogórskim sanktuarium, pomodlić się za nich; my – najedzeni, napojeni, wyspani i bogaci chrześcijanie z Polski, nietorturowani – którzy mamy otwarte kościoły i bez problemów możemy wyznawać i praktykować swoją wiarę. Jeśli tego nie robimy to nie dlatego, że nam zabraniają, ale dlatego, że nie mamy woli tak czynić, ponieważ nasza wiara stała się blada jak późnolistopadowe słońce. (…) Maryjo Królowo Męczenników pomódl się też za nami najedzonymi, napojonymi, wyspanymi i bogatymi chrześcijanami z Polski, byśmy widzieli dalej niż tylko czubek własnego nosa, docenili to co mamy i z tego korzystali, byli wdzięczni, przestali wszczynać te nasze katolickie wojny, wielkie wojny o małe sprawy – śmieszne, głupie i wykańczające”.