fbpx
piątek, 1 marca, 2024
Strona głównaFelietonHerosi a kreatywność. Stara gra i starcie cywilizacji

Herosi a kreatywność. Stara gra i starcie cywilizacji

Jak najbardziej można szukać analogii pomiędzy nową modyfikacją starej gry a starciem całych cywilizacji. Robię to na przykładzie nowego i oddolnego dodatku do stareńkich „Heroes of Might and Magic III”.

Jestem niedzielnym graczem w Heroes of Might and Magic III. Niedzielnym dlatego, że gram bardzo niewyczynowo, z przerwami i tym samym trochę przypominam tych wszystkich kierowców w kapeluszach, którzy auto wyciągają z garażu na weekend. Mam jednak z tych rzadkich rozgrywek sporo rozrywki. Trochę nostalgicznej, bo pierwszy raz zagrałem w tę grę prawie 25 lat temu, ale jednocześnie też takiej, która zawsze pozwala znaleźć coś nowego. Gra, o której piszę, to oczywiście nie są szachy, ale mimo wszystko istnieje tam ogrom możliwości.

Wokół gry istnieje też niemała społeczność, przeważnie zresztą środkowo- i wschodnioeuropejska. Czołowe narody ogrywające „Herosy” do dziś to przede wszystkim Polacy, Rosjanie, Białorusini, Litwini i Ukraińcy. Na grupach zbierających amatorów gry łatwo też spotkać Węgrów i mieszkańców Bałkanów. Ten fenomen ma prawdopodobnie związek z dwoma zjawiskami. Po pierwsze, wszędobylskim łamaniem praw własności intelektualnej w naszej części świata wtedy, kiedy gra była nowością. Pozostawiam tu zresztą na boku problematykę tego, czy tak restrykcyjne prawa wobec kopiowania cudzej twórczości były w ogóle możliwe do egzekwowania, ale też: czy nie powinny być, z uwagi na naturę gospodarki opartej o wiedzę, po prostu przemyślane na nowo. Po drugie, gra nawet w dniu premiery nie była wymagająca sprzętowo. Biedniejsza część Europy oraz Rosja mogły sobie dzięki temu na nią pozwolić.

Jak na staruszkę gra trzyma się świetnie, właśnie dzięki zaangażowanej scenie fanów. Odbywają się turnieje, powstała inspirowana rozgrywką planszówka, jest nawet Heroes Orchestra – koncertujący w filharmoniach projekt muzyczny polegający na aranżacjach muzyki z gry. No właśnie, takie efekty można osiągnąć, kiedy do własności intelektualnej podejdziemy mniej restrykcyjnie i pozwolimy ludziom działać oddolnie, bez czekania na gwizdek z korporacji. Pewne motywy mogą być świetną zabawą i zapewniać rozwój, takim właśnie jest obchodząca ćwierćwiecze gra.

Ten się zresztą cały czas dzieje. I ten felieton by nie powstał, gdyby nie rosyjska grupa programistów znana jako HOTA Crew, która wypuściła w Sylwestra nowy dodatek – nie pierwszy zresztą i ponownie bardzo obfity. Jako niedzielny gracz zasiadłem więc do rozgrywki. Która oczywiście, na poziomie kampanii nowo wprowadzonej frakcji, okazała się dla mnie przytłaczająco ciężka.

Jasne, w końcu „ogram” na tyle nowe scenariusze, aby poruszać się po nich bez większych problemów. Ogromny przeskok w skali trudności pomiędzy oryginalnymi kampaniami, napisanymi przez twórców gry, a więc Amerykanów 25 lat temu, a tymi, jakie proponują Rosyjscy moderzy, jest jednak widoczny. Oczywiście można go uzasadniać tym, że teraz w tak starą grę grają już tylko doświadczeni gracze. Ale jednocześnie: skala trudności tym bardziej doświadczonym pozwala na frajdę, ale mniej doświadczonych odstrasza.

Zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje i myślę, że to nie jest przypadek. Jest to za to kolejna odsłona zjawiska, o której pisał polski filozof Dariusz Gawin w „Granicach demokracji liberalnej”. Chodzi o modele nauczania, różne pomiędzy wschodem a zachodem rozumianym tu zimnowojennie: jako USA i ZSRR, a w tej chwili to, co zostało z tego drugiego.

W USA szkoła służy do tego, aby przekonać uczniów, że nauka jest prosta i że każdy może osiągnąć biegłość w dowolnej dyscyplinie. W byłym ZSRR jest inaczej, już na początku stawia się duże wymagania po to, aby odsiać sporą część uczniów i skupić się na pracy tylko z wybranymi. Tak, widzę, jak ta idea wciąż kołacze się w świecie wykreowanym w grze. Kiedy Amerykanie robili kampanie: były one proste, ale poziom trudności rósł. Rosjanie już na dzień dobry zapraszają do rozgrywki tak naprawdę tylko nielicznych.

Ta nieoczywista myśl okołosylwestrowa ma jednak swoje przełożenie na coś więcej niż scena moderska popularnej w Polsce gry. Bo w opisany tu sposób działa coś więcej niż tylko zespół programistów – wolontariuszy z Rosji, którym chciało się dostarczyć coś dla innych zupełnie za darmo. Inne sposoby uczenia dadzą inne społeczeństwa. I sądzę, że model z grubsza tu nazwany amerykańskim jest bardziej wydajny. Nie zniechęca, nie robi z wiedzy, no właśnie, wiedzy tajemnej, zaprasza i pomaga wprawiać się też tym o mniejszym w danej dyscyplinie talencie. Ostatecznie wyścig zimnowojenni ktoś wygrał, a ktoś przegrał, choć oczywiście nie tylko dzięki gospodarce opartej na wiedzy. Także dzięki temu, że ta wiedza mogła być później wdrażana dzięki wolnemu rynkowi.

I może sporo się zmienia, ale pewne obszary rzeczywistości bardzo powoli. Dawny model odrzucenia słabszych uczniów powraca w mapach do gry strategicznej o krasnoludach i elfach, widać go też jednak w całej rosyjskiej gospodarce: nieinnowacyjnej, ze słabym kapitałem ludzkim, opartej o proste wydobycie zasobów i eksport wojny. Swoją drogą, rosyjski szeregowy też musi dowieść, że się nadaje, bo szkolenie jest słabe, a jego życie tanie. Tyle że w przeciwieństwie do szkoły lub gry – tam stawka jest większa. Oczywiście Rosjanie mają swoje własne, zaawansowane technologie. Ale kiedy porównać ich z krajami Zachodu, to wyraźnie widać, gdzie żyje się lepiej, ale też gdzie myśli się swobodniej, gdzie model społeczno-ekonomiczny nagradza innowacje i gdzie nauka i edukacja mają być procesami, na których korzystają wszyscy, a nie tylko sektor wojskowy.

„Będę grał w grę”, że zacytuję sylwestrowego klasyka. I jakoś przebijał się w kolejnych misjach za trudnej dla niedzielnego gracza kampanii. Na szczęście grałem już w te amerykańskie, lata temu, więc znam i rozumiem podstawowe mechaniki rozgrywki. Nowy dodatek od Rosjan mnie cieszy. Jeszcze bardziej zaś to, że rosyjska gospodarka ma tak mało równie pomysłowych pracowników, jak ci, którzy są skupieni w HOTA Crew. Dzięki temu Rosja będzie ponosić cały czas duże straty na Ukrainie. Osłabienie Rosji to większe bezpieczeństwo dla Polski, Litwy i pozostałych krajów wschodniej flanki NATO, ostatnio powiększonej o Finlandię. Rosja nie stawia na ten system rozwoju i na ten system poszerzania wiedzy, który mógłby dać jej cywilizacyjną przewagę. Nieliczni Rosjanie, którzy wolą się z nami spotykać przy pokojowej partyjce dającej wielką frajdę gry, niestety nie są w stanie zmienić swojego kraju na coś lepszego niż teraz.

Marcin Chmielowski

Każdy felietonista FPG24.PL prezentują własne poglądy i opinie

Marcin Chmielowski
Marcin Chmielowski
Politolog, doktor filozofii, autor książek, scenarzysta filmów dokumentalnych.

INNE Z TEJ KATEGORII

Prawda jak wino potrzebuje czasu

To nie polityka tylko w dużej mierze ekonomia zadecydowała o kierunku, w jakim rozwija się konflikt rosyjsko-ukraiński. Ekonomia wojny i wojenna ekonomia. I tutaj musimy zmierzyć się z prawdą dotyczącą m.in. stanu rosyjskiej gospodarki. Prawdą, która stoi w opozycji do opinii, jakimi karmiliśmy się na długo przed wybuchem pełnoskalowej wojny.
6 MIN CZYTANIA

Wiosna i wybory samorządowe

Samorządy terytorialne – jak się okazuje – są zadłużone na 90 mld zł, z czego za połowę długu odpowiadają miasta, zwłaszcza te na prawach powiatu. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że nasi Umiłowani Przywódcy ze szczebla samorządowego pragną przychylić swemu ludowi nieba, a wiadomo, że czegoś takiego za darmo się nie zrobi.
5 MIN CZYTANIA

Awaria na kwadrans i godzina na W

Jesteśmy mistrzami prowizorki, jesteśmy świetni w improwizowaniu, jesteśmy czempionami w solidarności. Ale skoro w podatkach płacimy za zorganizowanie nam obrony cywilnej, to powinniśmy tę obronę mieć.
4 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Awaria na kwadrans i godzina na W

Jesteśmy mistrzami prowizorki, jesteśmy świetni w improwizowaniu, jesteśmy czempionami w solidarności. Ale skoro w podatkach płacimy za zorganizowanie nam obrony cywilnej, to powinniśmy tę obronę mieć.
4 MIN CZYTANIA

Czas wolny jako wyzwanie. Czy mit arkadyjski jest możliwy w XXI wieku?

Przemysław Staciwa to mój kolega z branży, a więc człowiek, który tak jak ja pisze o liberalnych ideach. Lektura jego książki okazała się być ożywcza i bardzo ciekawa. Wśród bardzo wielu wątków, jakie w niej znajduję, jeden wydaje mi się szczególnie ciekawy w weekend. Bo to właśnie wtedy piszę felietony.
5 MIN CZYTANIA

Perspektywa Moskwy. I pytania od polskiego podatnika

Tucker Carlson już dawno temu wpisał się na listę tych zachodnich dziennikarzy, którzy usprawiedliwiają Rosję. Czy to w jej sowieckiej, czy w imperialnej wersji. To tak naprawdę wcale nie jest jakoś szczególnie ciekawe. Dużo ciekawsze jest to, co Polska ma z tym wspólnego.
7 MIN CZYTANIA