fbpx
sobota, 2 marca, 2024
Strona głównaFelietonPubliczne obietnice i prywatne prezenty. Św. Mikołaj (na razie) nie jest patronem...

Publiczne obietnice i prywatne prezenty. Św. Mikołaj (na razie) nie jest patronem libertarian

Skoro felieton został opublikowany szóstego grudnia, to oczywiście musi być o prezentach. Tych, które dostaliśmy, i tych, których miejmy nadzieję: nie dostaniemy. Bo czasami prawdziwym prezentem jest brak kolejnego utrudnienia.

Najpierw perspektywa prywatna. Jak co roku przy okazji początku sezonu rozdawania i przyjmowania prezentów, uderza i poraża, jest to jednak pozytywne uczucie, wielość rzeczy, jakie można nabyć. Dla kogoś na prezent, dla siebie na prezent, dla siebie nawet i bez okazji. I jak najbardziej rozumiem, że są tacy, którym nie po drodze z kapitalizmem, ale ja akurat, nawet tym bardziej, w sezonie prezentowym cenię sobie ten system dwa razy bardziej niż na co dzień. Wyraźnie widzę jednak, to jest rynek, który akurat trochę śledzę, wzrost cen książek. Szczególnie tych, które ładnie prezentowałyby się pod choinką i na okładkach mają znane nazwiska. Takie książki to bowiem bezpieczny prezent i nic dziwnego, że wiele wydawnictw wychodzi z nimi jako propozycjami właśnie teraz. Jak na mój gust łatwiej niż w zeszłym roku znaleźć tytuły w oczywisty sposób przeszacowane. Polacy przyzwyczaili się więc do wysokich cen. I to jest akurat problem, z którym kapitalizm sobie nie poradzi. Zrobiłoby to poważne zajęcie się inflacją, na które liczę.

Teraz perspektywa szersza. Ale łącząca się z prywatną. Każdy z nas ma jakąś listę prezentów, dóbr, jakie chciałby otrzymać i dać bliskim. Każdy z nas ma też listę nietrafionych prezentów. Dóbr, jakich wolelibyśmy nie dostać i nie chcielibyśmy dać. A co, jeśli popatrzylibyśmy w dzień upamiętniający św. Mikołaja na obietnice wyborcze w taki sposób, jak gdyby były listami prezentów?

Wtedy, przynajmniej z libertariańskiej perspektywy, łatwo byłoby nas uznać za niegrzecznych w całym mijającym roku. Św. Mikołaj nie bardzo chce nam przynieść to, co chcielibyśmy dostać. Może nam dać – i to warunkowo – tylko skrawki z naszej listy. Byłby to jednak pozór, bo polityczni „święci Mikołajowie” nie patrzą na to, kto co sobą prezentował. Czy wyrzucał śmieci, wyprowadzał psa, karmił kota i nie bił się z bratem. Ich interesuje zdolność do przebijania się ze swoją listą. Skoro worek nie jest bez dna (co prawda każdy partyjny spin-doctor udaje, że jest inaczej), to trzeba wybierać. I czasami wybór trafia na najliczniejszych. Ale jeszcze częściej: na nielicznych, ale za to dobrze zorganizowanych i potrafiących przebijać się ze swoim przekazem. I tutaj libertarianie muszą więcej pracować. Nigdy nie będziemy większością, ale to nie one rządzą. Górnicy przecież nią nie są, a regularnie dostają prezenty. Jednocześnie tu i ówdzie znajdujemy postulaty, także w mainstreamie, miłe libertariańskiemu oku. Wpisujące się w moją listę życzeń. Nawet na słynnej już liście 100 konkretów Koalicji Obywatelskiej libertarianin znajdzie coś dla siebie. Na przykład zniesienie zakazu handlu w niedzielę czy ograniczenie kontroli mikroprzedsiębiorców do 6 dni w roku. Albo obniżka VAT dla sektora „beuty”. Ale też zakaz finansowania z pieniędzy publicznych działalności diecezji i parafii.  Wolność to jednak też i wieczna czujność, co oznacza, że teraz trzeba przypilnować spełnienia tych deklaracji.

Lepiej mają nasi koledzy w innych krajach. Póki co dla nas egzotycznych. Jak już wszyscy wiemy, Javier Millei został prezydentem Argentyny. Ale oprócz tego: kolejny rząd Nowej Zelandii będzie współtworzony przez libertarian. Inspirujący może być też sukces na poziomie lokalnym. Nowym burmistrzem miasta Wichita została libertarianka. I choć największe miasto stanu Kansas nie jest metropolią tej skali co Nowy Jork czy Los Angeles, to jednak ma mniej więcej tylu mieszkańców co Szczecin.

Oczywiście każdy z tych sukcesów bierze się z innych źródeł. Czasami z zasady „im gorzej, tym lepiej” i po prostu tego, że po wypróbowaniu wszystkich etatystycznych rozwiązań ludzie w końcu zaczęli głosować za wolnym rynkiem – to oczywiście przykład argentyński. Ale zawsze, za każdym razem, za libertariańskimi politykami stali libertariańscy aktorzy poruszający się w innych przestrzeniach: medialnej, pozarządowej, akademickiej. To łączy Kansas, Argentynę i Nową Zelandię. I to już mamy też i w Polsce. Do posiadania liberalno-libertariańskiej reprezentacji w Sejmie jest więc już całkiem blisko.

Na razie mamy Sejm, jaki mamy i już wkrótce nawet będziemy mieli rząd mający poparcie sejmowej większości. Będzie po co agregować poparcie, bo mamy postulaty, o jakie chcemy zabiegać. Na przykład warto będzie powalczyć o to, aby pewne punkty z cytowanej już listy 100 konkretów pozostały tylko na papierze, bo kredyt 0% i dopłaty do najmu to skok na bungee – ale bez liny. To są właśnie te prezenty, których nie potrzebujemy i których nie potrzebują tak naprawdę też nielibertarianie. Bo są to zwyczajnie pomysły szkodliwe.

Libertarian w Polsce jest niewielu, za mało na samodzielny projekt polityczny. Ale razem z liberałami: prawie 20 proc. To dostatecznie dużo, aby blokować realizację cudzych list życzeń i realizować sporo swoich. Bo tak naprawdę państwo to nie jest święty Mikołaj i nie powinno rozdawać prezentów. My chcemy dostać od niego tylko jedno: święty spokój. Nie tylko od święta.

Marcin Chmielowski

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Marcin Chmielowski
Marcin Chmielowski
Politolog, doktor filozofii, autor książek, scenarzysta filmów dokumentalnych.

INNE Z TEJ KATEGORII

Prawda jak wino potrzebuje czasu

To nie polityka tylko w dużej mierze ekonomia zadecydowała o kierunku, w jakim rozwija się konflikt rosyjsko-ukraiński. Ekonomia wojny i wojenna ekonomia. I tutaj musimy zmierzyć się z prawdą dotyczącą m.in. stanu rosyjskiej gospodarki. Prawdą, która stoi w opozycji do opinii, jakimi karmiliśmy się na długo przed wybuchem pełnoskalowej wojny.
6 MIN CZYTANIA

Wiosna i wybory samorządowe

Samorządy terytorialne – jak się okazuje – są zadłużone na 90 mld zł, z czego za połowę długu odpowiadają miasta, zwłaszcza te na prawach powiatu. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że nasi Umiłowani Przywódcy ze szczebla samorządowego pragną przychylić swemu ludowi nieba, a wiadomo, że czegoś takiego za darmo się nie zrobi.
5 MIN CZYTANIA

Awaria na kwadrans i godzina na W

Jesteśmy mistrzami prowizorki, jesteśmy świetni w improwizowaniu, jesteśmy czempionami w solidarności. Ale skoro w podatkach płacimy za zorganizowanie nam obrony cywilnej, to powinniśmy tę obronę mieć.
4 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Awaria na kwadrans i godzina na W

Jesteśmy mistrzami prowizorki, jesteśmy świetni w improwizowaniu, jesteśmy czempionami w solidarności. Ale skoro w podatkach płacimy za zorganizowanie nam obrony cywilnej, to powinniśmy tę obronę mieć.
4 MIN CZYTANIA

Czas wolny jako wyzwanie. Czy mit arkadyjski jest możliwy w XXI wieku?

Przemysław Staciwa to mój kolega z branży, a więc człowiek, który tak jak ja pisze o liberalnych ideach. Lektura jego książki okazała się być ożywcza i bardzo ciekawa. Wśród bardzo wielu wątków, jakie w niej znajduję, jeden wydaje mi się szczególnie ciekawy w weekend. Bo to właśnie wtedy piszę felietony.
5 MIN CZYTANIA

Perspektywa Moskwy. I pytania od polskiego podatnika

Tucker Carlson już dawno temu wpisał się na listę tych zachodnich dziennikarzy, którzy usprawiedliwiają Rosję. Czy to w jej sowieckiej, czy w imperialnej wersji. To tak naprawdę wcale nie jest jakoś szczególnie ciekawe. Dużo ciekawsze jest to, co Polska ma z tym wspólnego.
7 MIN CZYTANIA