Oficjalnym czarnym charakterem szczytu w Brukseli jest Mark Rutte, ale za Holendrem kryje się cień innego „oszczędnego”, którego się jeszcze bardziej obawiano, Austriaka Sebastiana Kurza. „Był bardziej nieprzewidywalny niż Rutte” – mówią źródła europejskie. 34-letni austriacki kanclerz, który najpierw rządził ze skrajną prawicą, a teraz z Zielonymi, chciał podjąć próbę zamachu stanu, aby zaznaczyć dystans wobec Merkel. Takie podejrzenia mieli europejscy dyplomaci przed przygotowaniem tego skomplikowanego szczytu.

Kurz irytował wielu, ale zwłaszcza prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który skrytykował go za to, że w środku spotkania wstał, aby odebrać telefon. „Blokuje ustalenia i co chwilę rozmawia z zaufanymi dziennikarzami” – podały francuskie źródła opowiadając o tej scenie.

Podczas tego szczytu „oszczędni” ostatecznie skonsolidowali się jako blok małych bogatych państw północy. „Rzeczywiście, będzie pewna bliskość opinii, jeśli te cztery lub pięć krajów zgodzi się ze sobą i będzie współpracować” – uznały źródła europejskie. Chociaż przybyli do Brukseli na czele z Rutte, wkrótce wszyscy – łącznie z Kurzem – zachowywali się jak liderzy. Byli najbardziej aktywni i bardziej uparci niż pozostali dwaj „oszczędni”: premierzy Szwecji i Danii, a także Finlandii – kraju, który oficjalnie nie jest częścią klubu, ale przyłączył się do niego.

Ich podstawowym celem jest odpowiedź na dominację francusko-niemiecką. Te dwie potęgi są nadal istotne, ale nie na tyle silne by podejmować decyzje. Małe kraje zawsze były niechętne wpływom, ale nigdy nie utworzyły tak wyraźnego bloku, by im przeciwdziałać.

Przy tak dużym oporze Merkel i Macron musieli być bardzo aktywni i walczyć zaciekle. Czasami byli tak zirytowani, że opuszczali spotkanie z „oszczędnymi”. Macron był tak poirytowany, że nakazał przygotowanie samolotu na wypadek zerwania szczytu i konieczności powrotu do domu. Gniew Macrona i wytrwałość Merkel przyniosły rezultaty i doprowadziły szczyt do ostatecznego porozumienia, które stanowi – choć z szarymi strefami i ewidentnymi niedociągnięciami – wielki krok naprzód w odpowiedzi na kryzys.

Merkel przeszła radykalną zmianę w stosunku do tego, co w dużej mierze narzuciła podczas kryzysu w 2010 roku. Dzięki cięciom i wyrzeczeniom stosowanym w poprzednim kryzysie, Komisja Europejska przeznacza 390 000 milionów euro na pomoc bezpośrednią.

W te długie dni w Brukseli Merkel wystąpiła w trzech kluczowych momentach. Po pierwsze wspierała i realizowała dążenie do ostatecznego porozumienia. Po drugie zażądała również spełnienia swoich postulatów by kontrole dla podatników netto były znaczące. A w Niemczech każdego roku jest zwracane średnio 3 671 milionów euro. Dzięki tej formule „kupiono” ostateczną akceptację „oszczędnych”. Dodatkowo Merkel osobiście przygotowała i nadzorowała ustanowienie zasady warunkowości w odniesieniu do praworządności, tak aby była ona na tyle niejednoznaczna, żeby została zaakceptowana przez wszystkich. Aby Viktor Orbán mógł powrócić na Węgry ogłaszając zwycięstwo i aby inni mogli mu przypomnieć, że ust. 23 stanowi, że „Komisja Europejska zaproponuje środki w przypadku naruszeń (praworządności), aby Rada przyjęła je kwalifikowaną większością głosów”. Klucz jest dwojaki: z jednej strony potrzebna jest większość kwalifikowana, która pozwoli Węgrom i Polsce znaleźć sojuszników, aby temu zapobiec, z drugiej zaś dąży się do niejasności co do środków, do których się odnosi.

Merkel już wcześniej oświadczyła, że nie będzie rygorystycznego warunkowania funduszy od praworządności, a podczas szczytu to niewielka grupa premierów przygotowała ostateczną treść. Merkel, Macron, „oszczędni”, czwórka z Wyszehradu, a także premier Łotwy Krisjanis Kanis wnieśli nowe pomysły na rozwiązanie bałaganu. To właśnie Krisjanis Kanis na początku posiedzenia plenarnego przeczytał przygotowany tekst swoim kolegom i został on zatwierdzony przez aklamację.

„Na tym spotkaniu Charles Michel bardzo uważał, aby Niemcy i Francja zawsze czuły się komfortowo i nie było żadnych rozbieżności między tymi dwoma krajami” – wskazują źródła europejskie. Prawda jest taka, że oba kraje zawsze działały zgodnie.

W negocjacjach może również pomóc fakt, że Charles Michel doskonale zna Rutte. Pochodzą z tego samego pokolenia, mają takie samo pochodzenie polityczne i bardzo dobre relacje osobiste. Ułatwiło to Michelowi zidentyfikowanie prawdziwych postulatów Holendra i zorientowanie się, jaka była jego taktyka negocjacyjna. To wystarczyło, by Rutte podjął się niełatwego zadania, jakim jest skłonienie parlamentu do ratyfikowania umowy.

Rutte był też jednym z bywalców zamkniętych spotkań na słynnym tarasie 11. piętra budynku Europa w Brukseli, gdzie pielgrzymowali wszyscy- niektórzy częściej niż inni – i to w prawie wszystkich możliwych konfiguracjach. Taras, na którym zaledwie kilka dni temu postawiono stół, przy którym tak wielu premierów siedziało przez wiele godzin…

Posiedzenia plenarne odbywały się w sali dostatecznie dużej, aby pomieścić jednocześnie 27 osób przy zachowaniu zalecanych odległości. To właśnie tam, we wtorek, we wczesnych godzinach rannych, aby uczcić ostateczne porozumienie Michel podarował tort rocznicowy szwedzkiemu premierowi Stefanowi Loftenowi. Był to sposób na zamknięcie burzliwego szczytu, który rozpoczął się obchodami dwóch urodzin: Merkel i António Costy, a zakończył się urodzinami Lofvena. A w trakcie były długie, trudne i gorączkowe negocjacje zakończone happy endem.

Źródło: Jaume Masdeu/www.lavanguardia.com