Rok 2019 był rokiem, w którym po raz drugi z rzędu Unia Europejska odnotowała więcej zgonów niż urodzeń. Nawet jeśli populacja europejska nadal nieznacznie rosła, osiągając 513 milionów mieszkańców w przeddzień Brexitu, to wynikało to jedynie z faktu, że saldo migracyjne było dodatnie. Niektóre kraje, takie jak Irlandia, Szwecja, Dania czy Francja, nadal odnotowują naturalny wzrost (populacji), natomiast inne są pod tym względem wyraźnie w tendencji spadkowej. Tak jest w przypadku krajów Europy Wschodniej, i to od końca lat 80. Ostatnio podobnie jest też w krajach południowych, takich jak Włochy, Hiszpania czy Grecja. Jest to trend o konsekwencjach gospodarczych, społecznych i politycznych, których znaczenia europejscy przywódcy przez długi czas nie potrafili poprawnie ocenić.

Komisja Europejska po raz pierwszy wprowadza do budżetu kopertę specjalnie poświęconą wspominanemu wyżej zagadnieniu, prezentując przy okazji „raport na temat wpływu transformacji demograficznej”. Ten liczący około 30 stron dokument przedstawia dosyć posępny opis ewolucji, jaka ma obecnie miejsce w sferze demografii. Według raportu, populacja UE, szacowana na 447 milionów obywateli, po tym jak od Europy odłączyła się Wielka Brytania, znajduje się w fazie stagnacji po tym, jak przez pół wieku odnotowywała nieustanny wzrost. Czytamy w nim, że oczekiwana długość życia, począwszy od lat sześćdziesiątych XX wieku, wzrosła o 10 lat, a współczynnik dzietności przez długi okres odnotowywał spadek, aby ostatnio nieznacznie wzrosnąć. Podsumowując: jeśli obecny trend demograficzny się utrzyma, liczba Europejczyków powinna zacząć spadać począwszy od 2030 roku, tak aby w 2070 roku osiągnąć poziom 424 mln – co oznaczałoby spadek o 5 proc. na przestrzeni pół wieku.

Prognozy te, rozpatrywane w skali całego kontynentu, oznaczają kilka problemów. W sferze gospodarczej autorzy raportu szacują przede wszystkim, że do 2070 r. UE utraci około 18 proc. swojej populacji w wieku produkcyjnym. Zatroskani takim elementem hamującym rozwój zamożności społeczeństwa, wspomniani ekonomiści wzywają do rozwijania aktywności zawodowej kobiet oraz rozwijania szkoleń osób o niskich kwalifikacjach zawodowych, a także do zachęcania seniorów, tzn. osób w wieku od 55 do 64 lat, do utrzymywania aktywności zawodowej.

Jednocześnie prawie wcale nie zastanawiają się nad rolą, jaką mogłaby odegrać napływowa siła robocza, czyli imigranci. Przewidując, że odsetek osób w wieku powyżej 65 lat osiągnie 30 proc. populacji na przestrzeni około 50 lat, ekonomiści podkreślają potrzebę uwzględnienia faktu, że wypłacane emerytury zaczną ciążyć na finansach publicznych. Dodatkowo raport zwraca uwagę, że systemy opieki zdrowotnej poszczególnych krajów będą musiały zostać dostosowane do tego, że odsetek Europejczyków w wieku powyżej 80 lat w całej populacji będzie rósł. Ten odsetek do 2070 r., osiągnie najprawdopodobniej poziom 13 proc. populacji.

Bardziej niż przed wspomnianymi ogólnymi danymi, raport alarmuje przed losem regionów, które odnotowują wyludnienie. I tak w Bułgarii, w Rumunii, na Węgrzech i w krajach bałtyckich mnóstwo wiosek stopniowo pustoszeje. Zjawisko to można tłumaczyć kumulacją kilku czynników: współczynnikiem urodzeń, jaki nastąpił po upadku Bloku Sowieckiego, exodusem ze wsi do miast oraz otwarciem granic Europy Zachodniej, jaki miał miejsce w 2000 roku.

Natomiast warto zauważyć, że kraje Europy Wschodniej nie są już jedynymi dotkniętymi tym demograficznym kryzysem. Współczynnik dzietności odnotowywany na Półwyspie Iberyjskim, w południowych Włoszech czy jeszcze w niektórych regionach Grecji, nie przekracza 1,25 dziecka na kobietę – co jest wynikiem dalekim od 2,1 dziecka na kobietę, a więc wynikiem, jaki byłby niezbędny do zapewnienia zastępowalności pokoleń. Według raportu Komisji Europejskiej, 31 milionów Europejczyków zamieszkuje aktualnie strefy, które kumulują szybki spadek populacji oraz dochody, które w przeliczeniu na mieszkańca są na poziomie dużo niższym niż średnia europejska.

Niektórzy liderzy polityczni z krajów Europy Środkowej i Wschodniej od wielu lat ostrzegają przed psychologicznym i politycznym wpływem wyludnienia, jakie ma miejsce w ich krajach. – To zagrożenie strukturalne, praktycznie problem egzystencjalny – oceniał w wywiadzie dla Financial Times, w grudniu 2019 roku, premier Chorwacji Andrej Plenkovic.

Viktor Orban, premier Węgier, był pierwszym, który umieścił politykę rodzinną i wparcie liczby narodzin w centrum swojego programu politycznego.

Autorzy raportu na temat demografii europejskiej nie tyle wzywają do działania w celu odwrócenia głębokich trendów, istniejących na obszarach dotkniętych wyludnieniem, ile do korygowania najbardziej dotkliwych skutków takiego trendu demograficznego, poprzez wprowadzenie odpowiednich mechanizmów wsparcia.

W tym celu „odpowiedni zestaw narzędzi” powinien wkrótce zostać zaproponowany państwom członkowskim, a fundusz stymulacyjny ogłoszony niedawno przez przewodniczącą KE Ursulę von der Leyen, może częściowo być przeznaczony na realizacje tego zadania.

Źródło: Cyrille Louis/Le Figaro