Pablo Iglesias chce III Republiki. Nic, co mogłoby nas zaskoczyć w jego „hiszpańskiej rewolucji”, która w tej chwili jest folklorystyczną, pretensjonalną wersją Rewolucji Francuskiej, rosyjskiej, a nawet boliwariańskiej (pucz Cháveza i jego błazna Maduro, który możliwe, że ucieknie z Pałacu Miraflores, jeśli zostanie wydalony ze swojego skorumpowanego rządu narkotykowego).

 

Latynoamerykańskie „rewolucje” to córki tradycyjnego caudillismo (dyktatury kacyków, watażków), które panowało w dawnych hiszpańskich wicekrólestwach, gdzie synowie szlachty i burżuazji zdradzali ojczyznę, by zaspokoić swoje ambicje. Bolívar i pozostali zdrajcy nie dbali o rdzenną ludność i świadomie lub nie służyli politycznym i gospodarczym interesom Anglii, która mściła się za hiszpańskie poparcie niepodległości Stanów Zjednoczonych. Bohaterowie niepodległości idealizowani przez Podemos i salonowych rewolucjonistów byli aroganccy i bardzo dumni ze swojej uprzywilejowanej pozycji społecznej.

Klasa średnia i wyższa promują rewolucje polityczne, które stały się horrorem. Tak stało się w przypadku Drugiej Republiki, później Wojny Domowej (1936-1939). Politycy, którzy tak podziwiają poprawność polityczną hiszpańskiej lewicy, również czuli się rewolucjonistami i ponieśli porażkę. Teraz wiemy, że Iglesias chce republiki wielonarodowej i przewiduje, że uda się ją wprowadzić w Hiszpanii w średnio- lub długoterminowej perspektywie. A może nawet powinniśmy, tak jak chciał Lenin, rozszerzyć „rewolucję hiszpańską” na cały świat.

Lenin to postać bardzo podziwiana przez naszych rozzłoszczonych młodych rewolucjonistów. Ten członek małej szlachty carskiej był ludobójcą pozbawionym skrupułów, chociaż towarzysz Stalin go prześcignął. Komuniści poświęcili się okradaniu, gwałceniu, paleniu, torturowaniu i mordowaniu wszystkich wrogów rewolucji. Nie wolno nam zapominać, że pojęcie „wróg” było równie arbitralne, co kapryśne. Oczywiście nie ustanowili równości, wolności i braterstwa, ale towarzysze partii opływali we wszystkie możliwe luksusy. Był to jeden z największych systemów przestępczych w historii. Obsesja Lenina na punkcie szerzenia rewolucji i indoktrynacji społeczeństwa radykalizowała międzywojenną Europę.

Lenin chciał „wyzwolić” Polskę od katolicyzmu, szlachty i burżuazji, a potem zrobić to samo z Niemcami i wyeksportować swój skorumpowany i zbrodniczy model na całą Europę. Nie udało mu się. Armia Czerwona Tuchaczewskiego została pokonana w 1920 roku w bitwie warszawskiej przez marszałka Piłsudskiego, który nie pozwolił Polsce wpaść, co wydawało się nieuniknione, w ręce bolszewików. Polacy dali światu lekcję i zdołali zagwarantować sobie niezależność.

To, co Polska wycierpiała z powodu żarłoczności swoich sąsiadów, wyjaśnia jej niezłomny charakter, a głęboki antykomunizm jest wynikiem wieloletnich cierpień spowodowanych przez komunistów i ZSRR. Europa Wschodnia jest zaszczepiona przeciwko tej „chorobie”, podczas gdy na południu nadal cieszy się ona pewnym uznaniem, bo na szczęście ta część Europy nigdy nie doczekała się dyktatury. Grecja przeszła już chorobę z bogatym Tsiprasem. Nie ma nic lepszego niż bycie synem milionera, by czuć się bardzo blisko ludzi i klasy robotniczej. Nawiasem mówiąc, żaden z tych komunistów nie zdecydował się mieszkać w skromnym mieszkaniu jak holenderski premier Mark Rutte, ale wolą rezydencje i pałace.

Nie należy zapominać, że Rosja stała się wielonarodową republiką zwaną Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR). To bardzo ciekawe, że Iglesias chce podążać sowieckim śladem. Nie udało się tylko dodać boliwariańskiego stylu, który tak bardzo lubią przywódcy Podemos, ponieważ wychodzą z założenia, że europejska socjaldemokracja zdradziła klasę robotniczą i poddała się kapitalizmowi.

Wrogiem zawsze będzie socjalizm, kapitalizm i ta grupa drobnomieszczaństwa, która nie poprze przekształcenia Hiszpanii w republikę obejmującą różne narody. Tak właśnie postąpił ZSRR, choć z tym niewielkim wyjątkiem, że mianowicie był jednym z najbardziej centralistycznych państw w historii. Mimo formalnego uznania samostanowienia w konstytucji, był to pusty przepis. Mniejszości cierpiały z powodu okrutnych i zbrodniczych prześladowań ze strony Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (KPZR), która była prawdziwą siłą. Wszystkie instytucje podlegały partii, a liderem ZSRR nie był prezydent czy premier, ale sekretarz generalny KPZR.

Iglesias jest synem komunizmu i jego centralistycznej koncepcji, więc to uznanie wielonarodowości jest tym samym, co Lenin i Stalin zrobili, aby umocnić swoją zbrodniczą władzę. Ani Francuzi, ani Rosjanie, Kubańczycy, Chińczycy, Kambodżanie czy Wenezuelczycy nigdy nie myśleli, że rewolucje zatriumfują w ich krajach ustępując potem miejsca okrutnym dyktaturom. Hiszpania nie musi być republiką, a większość Hiszpanów czuje się dobrze w monarchii. Oczywiście oceniają lepiej Filipa VI niż polityków. Nie potrzebujemy kogoś, kto wymyśli sztuczny model terytorialnej struktury państwa. I oczywiście nie potrzebujemy «hiszpańskiej rewolucji» Podemos z jej tragicznym przestarzałym komunizmem i szalejącą boliwariańską koncepcją polityki.

Źródło: Francisco Marhuenda/„La Razon”