Po co kupić i chować w szafie, skoro można wypożyczyć? Globalny rynek wynajmu odzieży online osiągnął w 2019 r. wartość 1,26 mld dolarów i wiele wskazuje na to, że pandemia COVID-19 i proklimatyczna moda bardzo dynamicznie przyśpiesza rozwój tej branży.

W latach 50. i 60. królowało słynne już powiedzenie Marylin Monroe o pieniądzach i zakupach. Marylin – dla wielu mężczyzn do dzisiaj symbol kobiecości, a dla kobiet ikona stylu – mawiała, że pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy. A wtedy równanie jest proste: kobieta + pieniądze + zakupy = jedno: wszelkiego rodzaju ciuchy.

Na początku lat 90. inna ikona stylu, główna bohaterka „Seksu w wielkim mieście” Carrie Bradshaw, mawiała: „Lubię moje pieniądze w miejscu, w którym mogę je widzieć… wiszące na wieszakach w mojej szafie”. Tak było.

30 lat później jest zgoła inaczej. Pandemia COVID-19 przymusowo zmieniła nie tylko nasze przyzwyczajenia, ale i relacje społeczne. Siłą rzeczy osobiste kontakty chociażby z kolegami z pracy, tam gdzie tylko to możliwe, zostały zamienione na pracę zdalną. Nawet z przyjaciółmi spotykamy się o wiele rzadziej, nie mówiąc już o wyjściach np. do kina, restauracji czy teatru. Lockdown zrobił swoje. No właśnie, szczególnie wyjścia do teatru, opery czy filharmonii niejako z automatu kojarzą się nam także z eleganckim ubraniem. Jednak coraz więcej kobiet i mężczyzn zaczęło wyciągać wnioski z nowej sytuacji społecznej. Dla wielu kobiet „prawdziwym dramatem” stał się fakt, że elegancka kreacja w szafie nie może zrobić na nikim wrażenia poza… właścicielką kreacji.

Pytanie: „Po co zatem mieć super kreację, skoro nikt nie może jej zobaczyć?” wydaje się być w tym przypadku pytaniem retorycznym. Oczywiście jest nadzieja, że pandemia wreszcie się skończy i będziemy nadrabiać wyjścia do kina, teatru, opery czy filharmonii. Oby, choć na pewno staliśmy się o wiele ostrożniejsi i zapewne jeszcze dużo wody w Wiśle upłynie, zanim poczujemy się bezpieczniej.

Na rozwój nowych trendów duży wpływ ma także sposób robienia zakupów, coraz częściej e-zakupów, które stały się powszechne. Także wraz z rozwojem nowych technologii, w tym pojawieniem się social mediów, moda uległa demokratyzacji. Ubrania i dodatki stały się bardziej dostępne, chociażby dzięki popularnym sieciówkom, które zgodnie z lansowanymi na wybiegach trendami oferują je w bardzo przystępnych cenach.

Ostatnio jednak konsumenci i im przyglądają się nieco mniej przychylnie. Ma na to wpływ wzrost powszechnej świadomość konsumenckiej. Ludzie coraz częściej zdają sobie sprawę, że masowa produkcja ubrań niesie ze sobą poważne, negatywne konsekwencje dla środowiska. Doszło do tego, że do ograniczenia konsumpcji nakłaniają już nawet przedstawiciele branży mody. Wystarczy wspomnieć czołową anarchistkę branży modowej Vivienne Westwood, z hasłem której „Buy less, choose well, make it last” (Kupuj mniej, wybieraj dobrze, spraw, by pozostało na dłużej) identyfikuje się coraz więcej niedawnych zakupoholiczek. Zresztą nie do końca chodzi o identyfikację. Takie podejście zaczyna być po prostu modne. Hasło Westwood w jednym zdaniu streszcza najważniejsze zasady mody etycznej i bardziej przyjaznej środowisku. Mody, która wydaje się być naszą przyszłością.

Wyłom w tego typu myśleniu uczynił już dekadę temu Leonardo Di Caprio. Media rozpisywały się o jego kryzysie w związku z modelką Erin Heatherton z powodu… braku higieny osobistej. Aktor „w trosce o ziemię” miał myć się… raz na kilka dni i nie używać dezodorantów, które uważał za zbędne, nienaturalne rzeczy.

Sensacja sensacją, ale z pewnością wiele fanek Di Caprio zastanowiła się, o co też Leosiowi chodzi. Niespełna dekadę po fanaberiach Leonarda postcovidowy świat uświadomił nam nie tylko fakt, że właśnie liczą się relacje międzyludzkie, a nie rzeczy. Jeszcze niedawno kupowaliśmy rzeczy na raz, ubieraliśmy je, po czym głęboko chowaliśmy w szafie. Coraz więcej osób dochodzi do wniosku, że nie warto wszystkiego posiadać. Równie dobrze można przecież daną rzecz wypożyczyć i cieszyć się nią jeszcze bardziej. Wiadomo, że od trendu do wykorzystania ludzkich upodobań w biznesie dzieli tylko mgnienie oka. Kto pierwszy, ten lepszy.

Jedną z pierwszych wypożyczalni ubrań w Warszawie założyła Karina Sobiś już w 2018 r. Dzisiaj jej firma zatrudnia kilka osób. Pomysł Sobiś, który wypalił, docenili też polscy projektanci, którzy o taką usługę rozszerzyli swoją ofertę. Czy jest to sposób na biznes? Wystarczy popatrzeć na dane. Globalny rynek wynajmu odzieży online w 2019 r. osiągnął wartość 1,26 mld dolarów. Szacuje się, że do roku 2025 przebije 2 mld dolarów.