fbpx
piątek, 17 maja, 2024

Wyzwanie

Pojęcie straty czy kosztu zostało prawie całkowicie wyeliminowane z języka debaty publicznej. Jeśli jakiś projekt jest uznawany za słuszny i realizujący pożądaną linię, to nie niesie ze sobą kosztów – może się jedynie łączyć z „wyzwaniami”. Koszty pojawiają się dopiero tam, gdzie pomysł jest niesłuszny.

Jeden z moich obserwujących na X przysłał mi zdjęcie strony z podręcznika do wiedzy o społeczeństwie dla klasy 8. szkoły podstawowej. Zdjęcie przedstawia tabelkę z dwiema kolumnami. Tabelka dotyczy przynależności Polski do Unii Europejskiej. Jedną kolumnę zatytułowano „Korzyści”, drugą zaś – „Wyzwania”. Wśród „wyzwań” znajdziemy np. „ograniczenie suwerennych kompetencji państwa na rzecz wspólnoty”, „duże koszty dostosowania polskich przedsiębiorstw i gospodarstw rolnych do norm unijnych” czy „problemy zaakceptowania lub odrzucenia w przyszłości waluty euro”.

Gdyby wziąć słynną scenę ze „Szreka”, w której Lord Farquaad oznajmia uczestnikom turnieju rycerskiego: „Zapewne wielu z was zginie, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotów” i przerobić ją według współczesnej nowomowy, władca powinien powiedzieć: „Zapewne wielu z was zginie, ale jest to wyzwanie, na które jestem gotów”.

„Wyzwanie” to chyba ulubiony eufemizm tych, którzy obawiają się społecznego odbioru skutków własnych działań. Stąd pojawia się szczególnie często w kontekście regulacji planowanych lub wprowadzanych przez Unię Europejską. Tak więc „wyzwaniem” będą koszty realizacji dyrektywy EPBD o charakterystyce energetycznej budynków; koszty wymiany źródeł ciepła w domach; zwalczanie ubóstwa energetycznego, związanego z wejściem w życie systemu ETS 2; czy wreszcie niedopuszczenie do społecznego buntu, który może być niechybnie skutkiem wprowadzania zielonego ładu.

Jak wiadomo, język w dużej mierze kształtuje świadomość. Warto zawsze pamiętać o tym, jak ważne było to dla lewicy i jej współczesnego guru, Antonio Gramsciego. Spójrzmy na słowo „wyzwanie” pod tym kątem, a objawi nam się rozmiar manipulacji, jaka za jego nadużywaniem stoi.

Pamiętam spotkania dotyczące różnych elementów unijnej polityki, w których brałem udział w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Nie jestem w stanie stwierdzić, w którym momencie normalny termin „straty” został zastąpiony słowem „wyzwania”, ale było to już dość dawno. Najpewniej nie był to nasz autorski, polski pomysł, ale prosta kalka z języka brukselskiego, w którym słowa „losses” lub „cons” zaczęto zastępować słowem „challenges”.

Proszę zwrócić uwagę, że pojęcie straty czy kosztu zostało prawie całkowicie wyeliminowane z języka debaty – nie tylko zresztą o sprawach unijnych. Jeśli jakiś projekt jest uznawany za słuszny i realizujący pożądaną linię, to nie niesie z sobą kosztów – może się jedynie łączyć z „wyzwaniami”. Koszty pojawiają się dopiero tam, gdzie pomysł jest niesłuszny. I tak ewentualne wystąpienie z UE łączyłoby się oczywiście z potwornymi kosztami (nie przeczę, że to w dużej mierze prawda), ale już pozostawanie w niej nie łączy się z żadnymi kosztami, a jedynie z „wyzwaniami”.

Co takie stawianie sprawy daje? To rozumie każda osoba mająca jakieś wyczucie języka. Słowo „koszt” czy „strata” uruchamiają wprost negatywne skojarzenia. Coś się traci, coś trzeba zapłacić – tego nikt nie lubi i natychmiast, słysząc takie słowa, ma tendencję do rozważania, czy warto te koszty ponieść i czy osiągane korzyści je uzasadniają.

POLECAMY: „Dwadzieścia lat w Unii”. Bilans zysków i strat

Podstawmy jednak w to miejsce słowo „wyzwanie” i robi się znacznie przyjemniej. „Wyzwanie” to przecież coś w gruncie rzeczy pozytywnego! Większość ludzi czuje się zobligowana przynajmniej do tego, żeby udawać, że od wyzwań nie stronią. Pokonaniem wyzwania można się pochwalić – wszak z wyzwaniami mierzą się sportowcy, zdobywcy, wynalazcy. Więc i taki zwykły Kowalski będzie mógł się poczuć lepiej, mierząc się z wyzwaniem na swoją skalę. Na przykład skąd wziąć kilkadziesiąt tysięcy na nowe auto po wprowadzeniu w jego mieście strefy czystego transportu albo kilkaset tysięcy na renowację domu po wejściu w życie wymogów dyrektywy EPBD. Ba, nawet na co dzień staje taki szarak przed mile łechcącymi jego ambicję „wyzwaniami” – np. skąd wziąć pieniądze na kolejny rachunek przy kasie w sklepie?

Nie wiem tylko, dlaczego za ciosem nie poszli jeszcze choćby producenci energii. O ileż przyjemniej brzmiałoby pytanie: „Jakie jest twoje wyzwanie za prąd?” niż banalne „Jaki rachunek dostałeś i dlaczego znowu tak duży?”.

Łukasz Warzecha

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha
Jeden z najpopularniejszych komentatorów sceny politycznej w Polsce. Konserwatysta i liberał gospodarczy. Publicysta „Do Rzeczy", „Forum Polskiej Gospodarki”, Onet.pl, „Rzeczpospolitej", Salon24 i kilku innych tytułów. Jak o sobie pisze na kanale YT: „Niewygodny dla każdej władzy”.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Genius loci

Poprzednio byłem w Budapeszcie w marcu 2020 r. Już nadciągały czarne pandemiczne chmury, ale wciąż jeszcze wydawało się, że to będzie kolejna burza w szklance wody. Jak się stało – wiadomo. Wcześniej w drugiej stolicy Cesarstwa Austro-Węgierskiego bywałem wielokrotnie. Wyrobiłem sobie zatem jakiś jej własny obraz, a nawet coś więcej: trudne do dokładnego opisania i sprecyzowania wrażenie, które mamy, gdy trochę lepiej zapoznamy się z jakimś obcym miejscem.
5 MIN CZYTANIA

Znów nas okradną

Jeżeli za jakiś czas wszyscy pracujący na umowach cywilnoprawnych dostaną do ręki wynagrodzenia niższe o ponad 25 proc., to będą mogli podziękować w takim samym stopniu poprzedniej i obecnej władzy.
5 MIN CZYTANIA

Policja dla Polaków

Jednym z największych problemów polskiej policji – choć niejedynym, bo ta formacja ma ich multum – jest ogromny poziom wakatów: ponad 9,7 proc. Okazuje się, że jednym ze sposobów na ich zapełnienie ma być – na razie pozostające w sferze analiz – zatrudnianie w policji obcokrajowców. Czyli osób nieposiadających polskiego obywatelstwa. W tym kontekście mowa jest przede wszystkim o Ukraińcach, Białorusinach i Gruzinach.
3 MIN CZYTANIA