fbpx
niedziela, 21 kwietnia, 2024
Strona głównaFelietonZielony ład do kosza

Zielony ład do kosza

Czym innym jest racjonalna polityka dywersyfikacji źródeł energii, dostosowana do naszych możliwości, rozsądna ekonomicznie i służąca względnemu uniezależnieniu się od źródeł zewnętrznych oraz prowadząca do autentycznych oszczędności; czymś zaś całkowicie innym brutalnie forsowana agenda zawierająca w sobie kierunek na „de-wzrost” (degrowth), realizowana w absurdalnym tempie, a oparta na histerycznym, wulgarnym umysłowo alarmizmie klimatystycznym.

„Oto jasno pokazana aktualna agenda negacjonistów klimatycznych!” – piszą w swoich recenzjach klimatyści o dostępnym w sieci (także z polskimi napisami) świeżym filmie dokumentalnym Michaela Durkina „Climate. The Movie”. Oczywiście YouTube niezawodnie opatrzył film obowiązkową notką o tym, czym w dominującej narracji są zmiany klimatyczne. Na wolnościowym serwisie Rumble film jest już bez żadnych appendiksów.

Zanim o filmie, najpierw o sprawach fundamentalnych. Zacznę od polecenia Czytelnikom FPG24 tekstu Konrada Szymańskiego „Klimatyczna łamigłówka prawicy” z „Plusa-Minusa” sprzed miesiąca, a następnie mojej z tym tekstem polemiki. Lektura tych dwóch artykułów może naświetlić kluczowy, a niedokonywany w debacie o polityce klimatycznej podział zagadnień.

Były minister do spraw europejskich napisał mniej więcej tyle, że unijna polityka klimatyczna jest faktem, z którym możemy się jedynie zgodzić, więc zamiast podważać ją w całości, lepiej skupmy się na wykorzystaniu instrumentów finansowych, jakie nam oferuje. W swojej polemice stwierdziłem, że nie powinniśmy tracić z oczu naczelnego celu, jakim powinno być obalenie zielonego ładu w ogóle – również dlatego, że uderza on potężnie w wolny rynek i w naszą wolność osobistą.

W obu tekstach na boku pozostawiona została kwestia zasadności i prawdziwości fundamentu, na którym została zbudowana unijna polityka klimatyczna, czyli przekonania o rychłym końcu świata, jeśli nie podejmiemy natychmiastowych i radykalnych działań. Tu właśnie dochodzimy do zasadniczego podziału, który warto zauważać i podkreślać: czym innym jest racjonalna polityka dywersyfikacji źródeł energii, dostosowana do naszych możliwości (w skali kraju, nie całej UE), rozsądna ekonomicznie i służąca względnemu uniezależnieniu się od źródeł zewnętrznych oraz prowadząca do autentycznych oszczędności; czymś zaś całkowicie innym brutalnie forsowana agenda zawierająca w sobie kierunek na „de-wzrost” (degrowth), realizowana w absurdalnym tempie, a oparta na histerycznym, wulgarnym umysłowo alarmizmie klimatystycznym. Unia Europejska realizuje ten drugi plan, podczas gdy w naszym interesie leży realizacja tego pierwszego. Niezależnie od tego, jakie interesy stoją – a jest ich wiele – za realizacją scenariusza zielonego ładu, wciąż jego podstawowym uzasadnieniem są względy klimatyczne i oficjalna narracja o tym, że za sprawą działań UE straszliwe zmiany klimatyczne mają zostać powstrzymane.

Błędem byłoby napisać, że „Climate. The Movie” rzuca na to jakieś radykalnie nowe światło, ponieważ w filmie pojawiają się argumenty doskonale znane każdemu, kto przygląda się sprawie uważnie od dawna. Są jednak bardzo zgrabnie zebrane w jednym miejscu i podane w strawnej, jasnej i klarownej postaci. Momentami nawet może zbyt skrótowej (tak jak z kwestią rzekomego 99-procentowego konsensusu wokół antropogenicznych przyczyn zmian klimatu, który sam omawiałem bardzo szczegółowo w kilku miejscach, między innymi w jednym z wydań mojego wideoblogu).

Film złożony jest z wypowiedzi – przede wszystkim naukowców, w tym Johna F. Clausera, laureata Nagrody Nobla z fizyki w roku 2022. Pojawia się także Patrick Moore, jeden z dawnych członków założycieli Greenpeace’u oraz były szef kanadyjskiego oddziału tej organizacji. Ten ostatni mówi wprost, że twierdzenia o katastrofie klimatycznej są kłamstwem.

Jedna z wypowiadających się w filmie osób wskazuje też na samonapędzający się mechanizm potwierdzania, że taka katastrofa ma jednak miejsce, opierający się na dyskredytowaniu każdego krytycznego wobec tej narracji głosu. Ten mechanizm działa oczywiście również wobec samego filmu: zwolennicy klimatystycznej narracji uznają, że każda opinia wobec niej sceptyczna należy do „negacjonisty klimatycznego”, a „negacjonizm klimatyczny” z automatu jest dyskredytujący, więc głosów tych nie należy brać pod uwagę. Po przeprowadzeniu tego rozumowania, z tryumfem stwierdzają: proszę bardzo, nie ma głosów sceptycznych. To oczywiście ordynarny zabieg erystyczny.

Jakie wątki pojawiają się w filmie?

Po pierwsze – wątek perspektywy, w jakiej patrzymy na zmiany klimatu. Obnażona zostaje manipulacja polegająca na spoglądaniu w takiej perspektywie, aby obecne zmiany wydawały się drastyczne, podczas gdy w istocie wcale takie nie są. Wpisują się w normalny i wielekroć na przestrzeni eonów obserwowany trend.

Po drugie – wątek ekstremalnych zjawisk pogodowych, których ma być rzekomo więcej niż kiedykolwiek, co na tle statystyki znów okazuje się nieprawdą.

Po trzecie – to bardzo, bardzo ważne – wątek sekowania naukowców, którzy ośmielają się wystąpić przeciwko dominującej narracji. O tym zjawisku pisałem wiele razy, wskazując, że świat naukowy nie jest wolny od cech pojawiających się we wszystkich środowiskach: interesowności, koniunkturalizmu, strachliwości czy chciwości. Wziąwszy pod uwagę, że większość badań jest fundowanych przez państwowe granty, dostajemy przepis na co najmniej bierność tych, którzy widzą, jak dziurawa jest oficjalna narracja. Część woli milczeć, część będzie składała hołdy kościołowi klimatu tylko po to, żeby zachować finansowanie dla swoich badań, zresztą zwykle w ogóle niedotyczących konkretnie tego zagadnienia. W filmie pojawiają się również naukowcy, prezentujący alternatywne wobec działania CO₂ wyjaśnienia zmian klimatycznych.

Po czwarte – wątek interesów gospodarczych i politycznych, zaspokajanych przez politykę klimatyczną.

Po piąte – wątek ograniczania wolności obywateli i wzmacniania kontroli państwa nad nimi poprzez wdrażanie zielonego ładu.

Uderzenie, jakie wymierza film Durkina, zostaje w Polsce wzmocnione książkowym combo. Warsaw Enterprise Institute wydał właśnie po polsku książkę duńskiego ekonomisty Bjørna Lomborga „Fałszywy alarm”, która swoją światową premierę miała cztery lata temu. W 2001 r. Lomborg zasłynął po raz pierwszy książką „The Sceptical Environmentalist”. Wydawnictwo „Najwyższego Czasu!” natomiast wydało obszerną książkę prof. Piotra Kowalczaka „Zmiany klimatu. Polityka, ideologia, nauka, fakty”. Prof. Kowalczak, przez wiele lat szef poznańskiego oddziału Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej oraz wicedyrektor tej instytucji na poziomie krajowym, zdecydował się zabrać głos w sprawie klimatycznego oszustwa dopiero po przejściu na emeryturę – gdy nic mu już za to nie grozi.

W jakim kontekście te publikacje stawiają politykę klimatyczną UE oraz wywody jej w gruncie rzeczy zwolenników, takich jak Konrad Szymański? Jak można akceptować ten projekt, skoro jego podstawowe założenia są co najmniej wątpliwe?

Klimatyści próbują nam wmawiać, że wokół antropogenicznych przyczyn zmian klimatu nie ma żadnej dyskusji. To oczywista nieprawda. Jest nie tylko dyskusja, ale są też liczne i mocne argumenty przeciwko takiej hipotezie (jest to bowiem jedynie hipoteza, nic ponadto). Nawet jeśli tej hipotezy nie odrzucimy całkowicie, a jedynie uznamy, że jest ona po prostu jednym z możliwych wyjaśnień, obecnych w debacie – to i tak podejmowanie na podstawie tego akurat wyjaśnienia bardzo daleko idących decyzji, skutkujących pauperyzacją obywateli, odebraniem im wolności i kosztami sięgającymi 34 tys. zł rocznie na jednego pracującego Polaka jest zwyczajnie niedopuszczalne.

Dlatego pora zacząć przy każdej okazji powtarzać, naśladując Katona Starszego w jego stanowisku wobec Kartaginy: „A ponadto uważam, że zielony ład powinien zostać wyrzucony do koza”.

Łukasz Warzecha

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha
Jeden z najpopularniejszych komentatorów sceny politycznej w Polsce. Konserwatysta i liberał gospodarczy. Publicysta „Do Rzeczy", „Forum Polskiej Gospodarki”, Onet.pl, „Rzeczpospolitej", Salon24 i kilku innych tytułów. Jak o sobie pisze na kanale YT: „Niewygodny dla każdej władzy”.

INNE Z TEJ KATEGORII

Policja dla Polaków

Jednym z największych problemów polskiej policji – choć niejedynym, bo ta formacja ma ich multum – jest ogromny poziom wakatów: ponad 9,7 proc. Okazuje się, że jednym ze sposobów na ich zapełnienie ma być – na razie pozostające w sferze analiz – zatrudnianie w policji obcokrajowców. Czyli osób nieposiadających polskiego obywatelstwa. W tym kontekście mowa jest przede wszystkim o Ukraińcach, Białorusinach i Gruzinach.
3 MIN CZYTANIA

Czasami i sceptycy mają rację

Wszystkie zjawiska, jakie obserwujemy w ramach gospodarki, są ze sobą połączone. Jak w jednym miejscu coś pchniemy, to w kilku innych wyleci. Problem z tym, że w przeciwieństwie do znanej metafory „naczyń połączonych”, w gospodarce skutki nie występują w tym samym czasie co przyczyna. I dlatego często nie ufamy niepopularnym prognozom.
5 MIN CZYTANIA

Markowanie polityki

Nie jest łatwo osiągnąć sukces, nie tylko w polityce, ale nawet w życiu. Bardzo często trzeba postępować niekonwencjonalnie, co w dawnych czasach nazywało się postępowaniem wbrew sumieniu. Dzisiaj już tak nie jest, bo dzisiaj, dzięki badaniom antropologicznym, już wiemy, że jak człowiek politykuje, to jego sumienie też politykuje, więc można mówić tylko o postępowaniu niekonwencjonalnym, a nie jakichś kompromisach z sumieniami.
5 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Policja dla Polaków

Jednym z największych problemów polskiej policji – choć niejedynym, bo ta formacja ma ich multum – jest ogromny poziom wakatów: ponad 9,7 proc. Okazuje się, że jednym ze sposobów na ich zapełnienie ma być – na razie pozostające w sferze analiz – zatrudnianie w policji obcokrajowców. Czyli osób nieposiadających polskiego obywatelstwa. W tym kontekście mowa jest przede wszystkim o Ukraińcach, Białorusinach i Gruzinach.
3 MIN CZYTANIA

Źli flipperzy i dobra lewica

Kiedy socjaliści poszukują rozwiązania jakiegoś palącego problemu, można być pewnym dwóch rzeczy. Po pierwsze – że to, co zaproponują nie będzie rozwiązaniem najprostszym, czyli wolnorynkowym. Po drugie – że skutki realizacji ich propozycji będą kontrproduktywne, a najpewniej uderzą w najsłabszych i najbiedniejszych.
5 MIN CZYTANIA

Wyzwanie

Pojęcie straty czy kosztu zostało prawie całkowicie wyeliminowane z języka debaty publicznej. Jeśli jakiś projekt jest uznawany za słuszny i realizujący pożądaną linię, to nie niesie ze sobą kosztów – może się jedynie łączyć z „wyzwaniami”. Koszty pojawiają się dopiero tam, gdzie pomysł jest niesłuszny.
4 MIN CZYTANIA