To, o czym wielokrotnie pisaliśmy jako o pełzającym lockdownie, za moment stanie się całkowitym lockdowem, tyle że wprowadzanym na raty. Zakaz działania w tzw. strefie czerwonej wprowadzony dla basenów, aquaparków i siłowni jest nie tylko niejednoznaczny prawnie i nieracjonalny, jeśli chodzi o zdrowie, ale też wręcz zabójczy dla małych i średnich firm i dla dziesiątków tysięcy rodzin, które utrzymują się z tej działalności.

Branża fitness rocznie generuje w Polsce ponad cztery miliardy złotych zysku. Zatrudnia sto tysięcy pracowników, którzy obsługują cztery miliony klientów, w tym jedna czwarta z nich to goście pływalni. Zamykanie, czy nawet tylko zawieszanie działalności basenów, siłowni i aquaparków to nie tylko cios w rynek pracy i podstawy utrzymania setek tysięcy ludzi, ale – jak się wydaje – wyraz pogubienia się, w tej walce z pandemią, likwidowanego właśnie Ministerstwa Sportu i niektórych innych resortów rządowych. Bo jak racjonalnie wytłumaczyć wprowadzenie restrykcji w segmencie podmiotów sprzyjających wytwarzaniu odporności zdrowotnej w społeczeństwie w zestawieniu z np. stosunkowo swobodnie działającymi hipermarketami i kościołami?

Kontrargumenty prawne

Nowy przepis swoją niejednoznacznością i ingerencją w swobodę prowadzenia działalności gospodarczej budzi słuszny sprzeciw prawników, rzecznika małych i średnich przedsiębiorców oraz samej protestującej branży. Tym bardziej, że zachęca do sprytnego omijania prawa, czyli mówiąc inaczej – do cwaniactwa. Jedna z krakowskich siłowni ogłosiła się nawet Kościołem Zdrowego Ciała, w którym ćwiczący odpłatnie „testują sprzęt”.

W rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 16 października, które w zamyśle miało łagodzić skutki zamknięcia całej branży, czytamy:
“Ustanawia się zakaz prowadzenia przez przedsiębiorców (…) działalności polegającej na prowadzeniu basenów, aquaparków, siłowni, klubów i centrów fitness, z wyłączeniem basenów, siłowni, klubów i centrów fitness:
a) działających w podmiotach wykonujących działalność leczniczą przeznaczonych dla pacjentów
b) przeznaczonych dla osób uprawiających sport w ramach współzawodnictwa sportowego, zajęć sportowych lub wydarzeń sportowych (…), studentów i uczniów – w ramach zajęć na uczelni lub w szkole”.
Czytając ten przepis literalnie, można dojść do wniosku, że gdy na siłownię lub basen przyjdziemy z jednym choćby znajomym i oświadczymy, że będziemy rywalizować ze sobą podnosząc hantle albo pływając po basenowych torach, to już jest ok. Baseny, siłownie i strefy fitness powinny więc działać swobodnie, bo nawet kilka osób aktywnych „w ramach współzawodnictwa sportowego” już konkuruje ze sobą. Nie napisano przecież w rozporządzeniu, czy to konkurowanie lub inne „zawody” muszą być organizowane przez jakiś związek sportowy.

Zdaniem mecenasa Piotra Schramma, wydany w ostatni piątek przez rząd zakaz prowadzenia siłowni i centrów fitness jest bezprawny i nie ma podstaw w przepisach Ustawy z grudnia 2008 roku o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, na który powołuje się rozporządzenie. – Żaden z podpunktów artykułu 46b Ustawy nie pozwala na wprowadzenie zakazu prowadzenia działalności przez siłownie lub centrum fitnessu – mówi mec. Piotr Schramm. W jego opinii nie wolno “zakazać prowadzenia takiej działalności”, lecz jedynie ją “czasowo ograniczyć”.

Uderzenie w zdrowotność

Jak słusznie zauważa Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców, w swoim liście do premiera RP, kluby fitness, baseny i sauny od czerwca „funkcjonują w ścisłym reżimie sanitarnym, ze stosownymi ograniczeniami, które były wypracowane wspólnie z Głównym Inspektorem Sanitarnym, a aktywność fizyczna służy budowaniu odporności, dzięki której lepiej znoszone są różne infekcje, w tym COVID-19, a (…) aktywność zdrowotna jest kluczem do zdrowia i dobrego samopoczucia”.

Te oczywiste argumenty wsparł swoją wypowiedzią nawet tak poważany autorytet jak prof. Krzysztof Simon, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii we Wrocławiu. W swojej wypowiedzi dla Wirtualnej Polski zdecydowanie neguje sens ograniczania wszelkich aktywności sportowych, także organizowanych na wolnym powietrzu. Zdanie profesora w tej kwestii z pewnością podzieli większość lekarzy.