Rynek aptek należało uregulować. Ale chyba go jednak przeregulowano. Do tego stopnia, że ograniczono ludziom możliwość prowadzenia działalności gospodarczej, a klienci coraz częściej mają ograniczony dostęp do lekarstw.

Gdy opolski Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny wydał decyzję cofającą zezwolenia trzem aptekom należącym do sieci Ziko, część środowiska aptekarskiego niesamowicie się z tego ucieszyła. Uznano, że co najmniej jedna z trzech prowadzonych przez tę sieć w Kluczborku aptek miała naruszyć ustawę „Apteka dla Aptekarza” tym, że spółka – kontrolowana przez sieć prowadzącą więcej niż cztery apteki – nabyła udziały w innej spółce, prowadzącej kolejne trzy. W świetle zapisów ustawowych stworzyła więc grupę kapitałową. Tego zaś zabrania znowelizowana ustawa Prawo farmaceutyczne.

Podczas, gdy w 2004 roku na polskim rynku funkcjonowało 45 sieci, obecnie jest ich już 390, a liczba ta systematycznie rośnie. Naczelna Izba Aptekarska postrzega to jako nadmierną ekspansję obawiając się, że kilku dużych graczy rynkowych z obcym kapitałem będzie decydowało o zaopatrzeniu całej Polski w leki.

Franczyza niemile widziana

Ze słów Adama Abramowicza, rzecznika małych i średnich przedsiębiorców, można wnioskować, że środowisko skupione wokół Naczelnej Izby Aptekarskiej chce się nadmiernie zamknąć. Apteka wzięta we franczyzę nie jest mile widziana. Podobno nie mieści się w kategoriach zawodowej etyki tego środowiska – taką opinię wyartykułował Krajowy Zjazd Aptekarzy. Również rynkowa konsolidacja nie jest mile widziana.

– Moim zdaniem jest to polityka samobójcza, gdyż do tej pory zachęcaliśmy wszystkie polskie firmy, żeby działały razem. Jeśli teraz apteki próbują poprawić swoją sytuację na rynku poprzez zrzeszanie się, co pomaga im w uzyskaniu siły negocjacyjnej, to takie działanie nie powinno być zwalczane – stwierdził Adam Abramowicz w TV Republika.

Faktem jest, że jeśli chodzi o apteki, z franczyzą nie jest najlepiej. Jeszcze w kwietniu 2018 roku Konfederacja Lewiatan w piśmie do ówczesnego ministra inwestycji i rozwoju ostrzegała, że niektóre zmiany ustawowe negatywnie odczują i pacjenci, i sami przedsiębiorcy.

– Wprowadzono najbardziej przeregulowany i restrykcyjny model rynku aptecznego, niespotykany w rozwiniętych krajach. Ustawa zabetonowała rynek aptek i drobnym przedsiębiorcom zaczęła zamykać drogę do prowadzenia punktów aptecznych wpływając na spadek liczby aptek oraz na wzrost cen leków – tak komentuje ustawę „Apteka dla Aptekarza” ekspertka Konfederacji Lewiatan Dobrawa Biadun.

Coraz mniej aptek

– Rozwój aptecznych systemów franczyzowych należy postrzegać raczej jako szansę niż zagrożenie. Farmaceuta jest specjalistą od leków i od udzielania porady farmaceutycznej. Nie musi się znać się na biznesie, a franczyza pomaga farmaceutom zarządzać biznesem w sposób efektywny – takie wnioski płyną z raportu „Prawne zagrożenia dla franczyz w Polsce” przygotowanego przez Warsaw Enterprise Institute.

W efekcie ustawy „Apteka dla Aptekarza” liczba aptek w Polsce wyraźnie spadła. Wiele straciło z kolei rentowność w czasie lockdownu. Co prawda przepisy nie uniemożliwiają prowadzenia aptek w ramach sieci franczyzowych, ale istotnie w tym przeszkadzają. Blokowanie rozwoju aptecznej franczyzy odbija się niekorzystnie na przedsiębiorczości. Tak jak wcześniej, być może, w niektórych miejscach było zbyt dużo aptek – choć o tym, czy jest ich za dużo i tak przecież decydować powinni klienci, a nie urzędnicy – tak teraz zaczyna ich wyraźnie brakować, o czym ci klienci przekonują się dobitnie. Warto więc pochylić się jeszcze raz nad przepisami regulującymi ten rynek.