fbpx
sobota, 22 czerwca, 2024
Strona głównaFelietonAutorytaryzm oparty na dowodach

Autorytaryzm oparty na dowodach

Świat, w którym wszystko jest pomierzone i w konsekwencji zakazane (albo nakazane, gdy chodzi o rzekomo zbawienne dla dobra wspólnego zachowania) w istocie jest rzeczywistością groteskową. Nie chodzi więc o to, aby odrzucić wyniki badań naukowych ani rozsądne prawodawstwo, oparte na minimum – a nie maksimum – moralności. Chodzi o to, żeby to wszystko później skonfrontować ze zdrowym rozsądkiem.

W moim poprzednim felietonie pisałem o problemie stosowania metody naukowej w połączeniu z przymusem państwowym w celu regulowania różnych spornych kwestii społecznych. Chodziło po prostu o to, że polityki proponowane przez instytucje powołujące się na wiedzę ekspercką nie mogą w demokracji liberalnej (w dobrym znaczeniu tego słowa) stanowić prawd objawionych, niepodlegających jakiekolwiek krytyce zewnętrznej i być tym samym po prostu ogłaszane do powszechnego stosowania. Żadna propozycja nie powinna mieć takiego charakteru w ustroju demokratycznym, nawet jeśliby ją przekazał na kamiennych tablicach sam Bóg Wszechmogący.

Długo nie trzeba było czekać, aby zobaczyć, że ten scjentystyczno-technokratyczno-progresywistyczny model uprawiania polityki w istocie prowadzi do absurdów. Dla prawników jest jasne, że „najwyższe prawo jest najwyższą niesprawiedliwością”. Chodzi o to, że regulowanie wszelkich możliwych do pomyślenia zachowań człowieka ścisłymi, administracyjnymi albo penalnymi przepisami, prowadzi do krzywdy i nieelastyczności systemu prawnego. Dlatego prawo zawiera liczne wentyle bezpieczeństwa, na przykład w postaci zasad słuszności, zakazu nadużycia prawa podmiotowego albo klauzuli znikomej szkodliwości czynu zabronionego. Jeśliby bowiem takie pozbawione skrupułów, pozytywistyczne przepisy podszyć jeszcze pozytywistyczno-naukową nomenklaturą, a więc politykami uprawianymi w oparciu o „zobiektywizowane” i statystycznie „uśrednione” modele, to właściwie mamy do czynienia z państwem dobrotliwie autorytarnym.

Na konkretny przykład natknąłem się, gdy przeglądałem profil portalu „Medycyna Praktyczna dla pacjentów”. Pozwolę sobie skorzystać z prawa cytatu i przytoczyć fragment artykułu „Niewyspany jak pijany. 5 godzin to minimum”. Autorzy tego newsa wskazują, że „Jazda po mniej niż pięciu godzinach snu jest tak samo niebezpieczna jak jazda pod wpływem alkoholu – wykazali australijscy naukowcy (…) W związku z wynikami analizy pojawia się postulat penalizacji wsiadania za kierownicę w stanie zmęczenia. Problem polega jednak na tym, że jego poziom nie jest łatwo mierzalny, a badania na razie nie da się przeprowadzić poza laboratorium”.

Innymi słowy, największym problemem okazało się to, że wyników jednego badania (o którym nie wiadomo w ogóle, czy podjęto próbę replikacji albo jakiegoś potwierdzenia lub koroboracji) nie da się szybko przekuć na przepisy karne. Ogółu populacji niestety (jeszcze) nie można zmusić do raportowania online godzin, o których kładą się spać, albo zaaranżować nocnych kontroli ze strony drogówki i sanepidu, jakie miałyby sprawdzać, czy aby na pewno obywatel słodko śpi. Względnie nie ma takiego urządzenia, które pozwoli policjantowi zeskanować siatkówkę oka i na miejscu ocenić, czy kierowca jest mocno zmęczony. Gdyby tylko było to możliwe, na pewno zaraz by je zastosowano. Na nic zdałyby się tłumaczenia, że obywatel cierpi na bezsenność i za bardzo nie wie, kiedy twardo śpi, a kiedy tylko majaczy, utknąwszy pomiędzy snem a jawą. Znając polskie prokuratury i sądy, więzienia pełne byłyby niewyspanych kierowców. Może w gwarze więziennej otrzymaliby jakiś specyficzny pseudonim, na przykład „śpioszki”?

Nic dziwnego, że komuś przyszło do głowy, aby w ogóle pomyśleć o penalizacji tego typu zachowań. W trakcie epidemii przecież wiele państw korzystało z podobnych rozwiązań jak aplikacje do nadzoru epidemiologicznego, aplikacje śledzące, kamery termowizyjne, paszporty szczepień albo masowe testowanie na obecność choroby. Krytykowanie ich zastosowania z etycznego albo praktycznego punktu widzenia było uznawane za objaw szaleństwa, względnie politycznej herezji. Jeśli ktoś mówił o zastosowaniu metod woluntarystycznych, śmiano się z niego, jakby oczywistością było to, że najdrobniejsze zachowanie człowieka musi podlegać kontroli i obmiarowi.

Tymczasem taki świat, w którym wszystko jest pomierzone i w konsekwencji zakazane (albo nakazane, gdy chodzi o rzekomo zbawienne dla dobra wspólnego zachowania) w istocie jest rzeczywistością groteskową. Nie chodzi więc o to, aby odrzucić wyniki badań naukowych ani rozsądne prawodawstwo, oparte na minimum – a nie maksimum – moralności. Chodzi o to, żeby to wszystko później skonfrontować ze zdrowym rozsądkiem.

Niektórzy twierdzą, że zdrowy rozsądek to zabobon, który prowadzi nawet do wiary w płaską Ziemię. Nie chodzi tu jednak o zaaplikowanie zdrowego rozsądku do samego poznania naukowego. Chodzi o jego zastosowanie już do wyników ustaleń mniej lub bardziej opartych na dowodach, a więc szerszą, filozoficzną ocenę sposobu uprawiania polityki. Ostatnio coraz częściej postulaty zmian w prawie przypominają bowiem autorytaryzm podszyty tylko dowodami naukowymi i skoncentrowany na kolektywie oraz efektywności, a nie na jednostce i sprawiedliwości. I to wszystko w systemach, które rzekomo bronią demokracji liberalnej. Co w tym wszystkim jednak jest z demokracji, a co z liberalizmu? Obawiam się, że coraz mniej tak z jednego, jak i z drugiego.

Michał Góra

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Michał Góra
Michał Góra
Zawodowo prawnik i urzędnik, ale hobbystycznie gitarzysta i felietonista. Zwolennik deregulacji, ale nie bezprawia. Relatywista i anarchista metodologiczny, ale propagator umiarkowanie konserwatywnej polityki społecznej.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Kiedy jeden minister powie tak, a drugi powie nie

Ucznia p. minister Barbary Nowackiej od studenta medycyny p. ministra Dariusza Wieczorka dzieli zaledwie kilka miesięcy, a więc wakacje pomiędzy egzaminem maturalnym a pierwszym semestrem studiów. Co z tego wynika nie tylko dla koalicji rządzącej?
3 MIN CZYTANIA

O pewności prawa i praworządności słów kilka

Ostatnio publicystyka krajowa koncentruje się na problemach jakości i pewności prawa. Wiąże się to z wszechobecnym w naszym kraju bałaganem, który wygląda tak, jakby Polacy posiadali własne państwo nie od ponad tysiąca lat, ze znanymi przerwami, ale od kilku miesięcy. I podobnie jak właściciel dopiero co kupionego samochodu, ale wykonanego w nowej technologii, kompletnie nie mają pojęcia, jak go obsługiwać.
4 MIN CZYTANIA

Czyżby obrońcy praworządności uważali, że pierwsza Rzeczniczka nie była prawdziwym RPO?

Przez kilka ostatnich lat gremia oficjalne, w tym ponadnarodowe, i media prowadzą ożywioną dyskusję na temat stanu praworządności w Polsce. Jest to trochę zabawne z dwóch powodów. O obu poniżej.
4 MIN CZYTANIA