fbpx
piątek, 17 maja, 2024
Strona głównaFelietonKiedy jeden minister powie tak, a drugi powie nie

Kiedy jeden minister powie tak, a drugi powie nie

Ucznia p. minister Barbary Nowackiej od studenta medycyny p. ministra Dariusza Wieczorka dzieli zaledwie kilka miesięcy, a więc wakacje pomiędzy egzaminem maturalnym a pierwszym semestrem studiów. Co z tego wynika nie tylko dla koalicji rządzącej?

Pewną zasadą, niestety, staje się powoli to, że na wstępie moich felietonów przepraszam za długi czas oczekiwania na kolejny. Tym razem stanęły za tym istotne powody osobiste. Znowu wszelako cieszę się, że mogę przekazać naszym Czytelnikom parę słów za pośrednictwem łamów, których mi się tak łaskawie użycza.

Jak zapewne dobrze już zainteresowanym wiadomo, interesuje mnie – choć tylko na gruncie światopoglądowym i publicystycznym – popularne ostatnio przekonanie, że życie społeczne da się ułożyć „naukowo” albo przynajmniej „technicznie”. Szczerze w to powątpiewam, a jedna z przyczyn jest następująca.

Otóż nauki ścisłe czy przyrodnicze mają zasadniczo mocno redukcyjny i szczegółowy charakter. Trudno przecież z twierdzenia, że groźne chorobą są spowodowane przez drobnoustroje, a nawet z przebiegu badania takiego patogenu pod mikroskopem, wywieść daleko idące wnioski o sposobie urządzenia stosunków społecznych. Zagadnienie to ma również nieco inne oblicze, a mianowicie takie, gdy technokraci z różnych dziedzin obwieszczają tezy, które wydają się na pierwszy rzut oka i zdroworozsądkowo sprzeczne. Właśnie dlatego nad życiem społecznym potrzebna jest – być może – bardziej ogólna i filozoficzna refleksja, nie zaś stricte naukowa. O przymusowym rozwiązaniu tego rodzaju dylematów decyduje bowiem ostatecznie polityka, będąca zajęciem praktycznym. Na dodatek w społeczeństwie demokratycznym powinna być zasadniczo dostępna dla każdego.

Ostatnio zauważonym przeze mnie przejawem tej niezgodności było odmienne podejście ad casum dwóch różnych ministrów odpowiedzialnych za kształcenie ludności do bardzo w istocie podobnej kwestii generalnej i abstrakcyjnej. Chodzi o to, że Ministerstwo Edukacji Narodowej mówi sporo o rezygnacji z nadmiernego przeciążania dzieci nauką, zaś likwidacja prac domowych stała się nawet sztandarowym hasłem rządzącej koalicji. Rzecz w tym, że już minister, który zajmuje się bardzo podobnymi kwestiami, a mianowicie nauką i szkolnictwem wyższym, miał na antenie Polskiego Radia Koszalin stwierdzić, że nie możemy sobie pozwolić na obniżenie poziomu kształcenia i nadprodukcję „neolekarzy”.

Rzecz w tym, że ucznia p. Barbary Nowackiej od studenta medycyny p. Dariusza Wieczorka dzieli zaledwie kilka miesięcy, a więc wakacje pomiędzy egzaminem maturalnym a pierwszym semestrem studiów. Różnica między dzieckiem a dorosłym, przynajmniej na gruncie prawnym, jest przecież arbitralna i chodzi tu o zaledwie kilka minut życia człowieka przy kolejnej rocznicy jego urodzin.

Wydawałoby się więc, że jeśli chcemy przygotować dzieci do pewnego rygoru i dyscypliny, a także utrzymania odpowiedniego poziomu, powinniśmy je do tego przyzwyczajać od najmłodszych lat. Proszę mi wierzyć, że dzisiaj młody lekarz-rezydent nie ma lekkiego, nieprzepracowanego życia. Wiadomo, że sprawiedliwość wymaga, aby tylko podobnych traktować tak samo, ale jednak pewne podobieństwo tutaj występuje. Wszystko to są bowiem młodzi, kształcący się ludzie, a więc przygotowujący się do konkretnych ról w społeczeństwie.

Jeszcze ciekawiej robi się, jeśli uwzględnimy zdanie kolejnego ministra. Taki bowiem maturzysta pozostaje nie tylko w sferze zainteresowania MEN, ale obecnie coraz częściej także MON. A o unikanie stresu i przeciążeń podczas ostrzału, choćby ćwiczebnego, może być trudno.

Michał Góra

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Michał Góra
Michał Góra
Zawodowo prawnik i urzędnik, ale hobbystycznie gitarzysta i felietonista. Zwolennik deregulacji, ale nie bezprawia. Relatywista i anarchista metodologiczny, ale propagator umiarkowanie konserwatywnej polityki społecznej.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

O pewności prawa i praworządności słów kilka

Ostatnio publicystyka krajowa koncentruje się na problemach jakości i pewności prawa. Wiąże się to z wszechobecnym w naszym kraju bałaganem, który wygląda tak, jakby Polacy posiadali własne państwo nie od ponad tysiąca lat, ze znanymi przerwami, ale od kilku miesięcy. I podobnie jak właściciel dopiero co kupionego samochodu, ale wykonanego w nowej technologii, kompletnie nie mają pojęcia, jak go obsługiwać.
4 MIN CZYTANIA

Czyżby obrońcy praworządności uważali, że pierwsza Rzeczniczka nie była prawdziwym RPO?

Przez kilka ostatnich lat gremia oficjalne, w tym ponadnarodowe, i media prowadzą ożywioną dyskusję na temat stanu praworządności w Polsce. Jest to trochę zabawne z dwóch powodów. O obu poniżej.
4 MIN CZYTANIA

Najpierw zbiera się aktyw, czyli szczyt wszystkiego

Znajomy uraczył mnie ostatnio następującym dowcipem. W okresie PRL-u przed zbiorem płodów rolnych często pytano: „Na polu zostały buraki oraz ziemniaki, co zbiera się najpierw?”. Odpowiedź była jasna, ponieważ „Najpierw zbiera się aktyw!”. Przytoczony żart dotyczył wszelako minionego systemu. W nowych realiach najpierw zbiera się bowiem „szczyt”.
3 MIN CZYTANIA