Minęły już dwa lata od awarii oczyszczalni ścieków „Czajka”. Wszyscy doskonale pamiętamy, jak z kolektora ściekowego przy moście Północnym w Warszawie do Wisły wylewała się brudna spieniona breja, która doprowadziła do realnego zagrożenia dla ekosystemu rzeki i jej brzegów. Czy ktoś realnie za to odpowiedział?

Tymczasowy rurociąg do oczyszczalni "Czajka", 2020 r. (fot. Wikipedia)

29 sierpnia 2020 roku prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski przekazał informację o kolejnej już awarii rury przesyłowej w „Czajce”. Do życia powołany został specjalny sztab kryzysowy, służby miejskie odgrodziły wszelkie zejścia do Wisły taśmami, uruchomiono ozonowanie, ale ścieki wciąż i wciąż wpływały do Wisły.

Można by mówić, że nieprzewidziana awaria zaskoczyła miasto stołeczne i że nie dało się problemowi zapobiec, gdyby nie fakt, że zaledwie rok wcześniej układ przesyłowy do „Czajki” także uległ poważnej awarii. Warszawa rządzona przez opozycję spierała się z rządem o odpowiedzialność i prym w prowadzonych działaniach, aż wreszcie uległa. Na Wiśle pojawił się most pontonowy, który częściowo uratował sytuację. Dwie nowe nitki rurociągu ponownie odprowadzały nieczystości do oczyszczalni „Czajka”. „Smród” jednak pozostał.

W tym czasie pod Wisłą udało się stworzyć nowy rurociąg, który działa bez większych problemów od czerwca ubiegłego roku. Gdy opadły emocje, eksperci z Politechniki Krakowskiej w specjalnej ekspertyzie stwierdzili, że do awarii dojść musiało, ponieważ w zleconym w 2006 roku projekcie znalazły się krytyczne błędy. Najwyższa Izba Kontroli wskazała z kolei na niewystarczający nadzór nad budową „Czajki” ze strony MPWiK oraz nierzetelne podejście prezydenta miasta. Czy ktoś faktycznie za to odpowiedział? A skąd.

Oczyszczalnia „Czajka” to wciąż wielki problem

Jak informowali w ostatnich tygodniach eksperci, w dwa lata od ostatniej awarii nie udało się zrobić zbyt wiele, ponieważ część nieczystości wciąż trafia do największej polskiej rzeki. Wszystkiemu winna jest zbyt niewielka przepustowość oczyszczalni – co podkreślał w swoich wypowiedziach inż. Janusz Waś, ekspert z zakresu projektowania i budowy oczyszczalni.

Problem pozostaje realny i niewykluczone, że w przyszłości Wisła znów zacznie borykać się z poważnymi problemami. Wystarczy uświadomić sobie, jakie konsekwencje przyniosły dwie poprzednie awarie. W wyniku pierwszej z nich, z roku 2019, do Wisły dostało się 3,7 mln metrów sześciennych ścieków, a w wyniku kolejnej – 10,6 mln.

Ekspert stwierdza, że niewłaściwe obliczenia dotyczące przepustowości oczyszczalni sprawiają, że przy każdych większych opadach „Czajka” nie nadąża z pełnieniem swojej funkcji i odprowadza do rzeki kolejne hektolitry ścieków. Liczby są dla miasta bezlitosne. „Czajka” może przyjąć 435 tys. metrów sześciennych ścieków na dobę – w czasie deszczu, w ciągu 24 godzin, oczyścić trzeba jednak nawet milion metrów sześciennych. W skrócie – projektanci nie uwzględnili, że Warszawie może kiedyś… padać.

„Projektanci określili, że w Warszawie ścieków bytowych i przemysłowych powstaje 435 tys. metrów sześciennych ścieków na dobę i na taką wielkość zaprojektowali oczyszczalnię. Oznacza to, że już ani kropla deszczu w tej oczyszczalni się nie zmieści” – mówił Janusz Waś.

Wszyscy niewinni, nikt niczym nie zawinił

Zarówno w sprawie awarii z 2019 jak i z 2020 roku winnych do tej pory nie znaleziono. Nikomu nie postawiono zarzutów. Galimatias prawny i bezustanne przerzucanie się odpowiedzialnością może przywodzić na myśl sceny afery reprywatyzacyjnej – tak dobrze znanej przecież mieszkańcom stolicy. W Prokuraturze Regionalnej w Warszawie toczą się wprawdzie postępowania dotyczące awarii kolektorów, ale trudno spodziewać się, aby przyniosły konkretne rozwiązania. Tak to w Warszawie niestety nie działa.

Śledczy równolegle prowadzą dwa postępowania – oba „w sprawie”. Pierwsze z nich „w sprawie niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych zobowiązanych w okresie od 28 sierpnia 2019 do 1 września 2020 r. do nadzoru nad prawidłowym działaniem MPWiK m.st. Warszawy, tj. o czyn z art. 231 §1 k.k.”, drugie natomiast dotyczące awarii sensu stricto.

Po wystąpieniu katastrofy ekologicznej na Odrze, coraz częściej pojawiają się głosy, że i Wisła może być tykającą bombą, w której kumulują się lata brudnych zaniechań. Jeśli wierzyć ekspertom, sytuacja związana z wpompowywaniem do głównej polskiej rzeki ścieków, wciąż pozostaje nieucywilizowana. Jeśli dojdzie do kolejnej awarii, winnych zapewne znów zabraknie.

Poprzedni artykułDlaczego Jastrząb z NBP podnosi stopy? To zamach na twoją firmę! [Poradnik Oppenheima]
Następny artykułVII Konferencja „Bezpieczeństwo energetyczne – filary i perspektywa rozwoju” rozpocznie się już jutro – zapraszamy na transmisje online!