Zaczyna się od zohydzania mięsa i wychwalania wszystkiego, co jest „wege”. Potem kreuje się medialny obraz hodowców jako nie tylko sadystów, ale także winnych katastrofy klimatycznej. Gdy uda się już wyrugować rolników i drobnych przedsiębiorców z rynku, kontrolę nad żywnością przejmie korporacyjny biznes, który już czai się za progiem.

TheAngryTeddy/Pixabay

Od stycznia przyszłego roku dzieci w miejskich żłobkach i szkołach podstawowych we Freiburgu będą mogły jeść wyłącznie wegetariańskie lub wegańskie potrawy. Nie dano im i ich rodzicom wyboru posiłków. Danie będzie tylko jedno. To jedynie „słuszne”.

Decyzję w tej sprawie podjęła rada miasta tłumacząc ją cięciem kosztów i dbałością o środowisko naturalne. Protesty, nie tylko rodziców, ale także Ministerstwa Rolnictwa i Żywności oraz apele, by dzieci mogły spożywać zbilansowane posiłki, zignorowano. Szybko też okazało się, że wegetariańskie posiłki wcale nie będą tańsze od mięsnych – lokalne władze już zapowiedziały podwyżki.

Świat bez rzeźni?

Środowiska deklarujące się jako prozwierzęce od dawna naciskają władze Unii Europejskiej, by zakazać tzw. hodowli w klatkach. Powstała nawet inicjatywa „Koniec epoki klatkowej – End the Cage Age”. Komisja Europejska ma przedstawić wnioski legislacyjne dotyczące stosowania klatek w hodowli w UE jeszcze przed końcem 2023 r. Czy uwzględni ogromne koszty zmiany systemu hodowli? Czy weźmie pod uwagę, że wzrost kosztów produkcji związanych z tymi zmianami zniszczy konkurencyjność europejskiego rolnictwa? Czy wymuszone przez pseudoekologów ograniczenie produkcji rolnej poważnie nie zachwieje bezpieczeństwem żywnościowym Starego Kontynentu?

Tzw. obrońcy praw zwierząt chcą docelowo zakazu jakiejkolwiek hodowli, podkreślając grozę uśmiercania zwierząt jako ich efekt finalny. 10 maja tego roku opublikowano materiały na temat kolejnej inicjatywy Komisji Europejskiej pod hasłem „End The Slaughter Age”, czyli „Świat bez rzeźni”. Aktywiści złożyli formalny wniosek o zlikwidowanie hodowli w całej Unii. By został on rozpatrzony, muszą jeszcze zebrać przez rok co najmniej milion podpisów w siedmiu krajach europejskich. Jak im to idzie, trudno powiedzieć, w tej kwestii zaległa ostatnio cisza.

Wizja kolejnej utopii

Czego domagają się ci ekologiczni radykałowie? Przede wszystkim przesunięcia dotacji rolniczych z hodowli zwierzęcej na roślinne i inne alternatywy. Z drugiej zaś strony wprowadzenia zachęt, także podatkowych, dla produkcji i sprzedaży produktów rolnych pochodzenia roślinnego oraz syntetycznego. Czy te wszystkie dążenia i działania są tylko kolejną próbą stworzenia w Europie lewicowej utopii?

Przy pomocy bezrefleksyjnych lub przekupionych dziennikarzy coraz intensywniej straszy się ludzi wizją katastrofy klimatycznej, za którą mają rzekomo stać nieodpowiedzialni rolnicy, a zwłaszcza hodowcy zwierząt. Tymczasem wprowadzenie zakazu stosowania nawozów azotowych w imię walki z globalnym ociepleniem to zwyczajny nonsens, bo tlenki azotu odgrywają niewielką rolę w globalnym efekcie cieplarnianym.

Pseudoekolodzy oskarżają o niszczenie planety także zwykłych konsumentów mięsa. Niech mięsożercy-mordercy się wstydzą i zmienią swoje nawyki żywnościowe! Ich marzeniem jest, by Unia postawiła na mięso „komórkowe” tworzone w laboratoriach oraz na dania warzywne, a także produkty imitujące mięso.

Kryzys da pretekst?

Wojna z rolnikami na dobre rozgorzała już w Holandii, na Sri Lance, w Afryce Południowej, Kanadzie i w kilku innych krajach, nawet w szczycących się liberalnym dorobkiem historycznym i ostoją wszelkich pluralizmów Stanach Zjednoczonych. Pretekstem do jej prowadzenia jest kryzys energetyczny. Wsparciem – niby masowe, publiczne manifestacje za ratowaniem planety przed zmianami klimatycznymi rzekomo powodowanymi przez rolników.

Tymczasem luminarze Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) już nawet nie ukrywają, że ostatecznym celem globalnych korporacji, potrafiących w razie potrzeby rozchwiać także rynki żywnościowe, jest zredefiniowanie oraz „restrukturyzacja” każdego elementu życia człowieka na Ziemi.

Jednym z najwcześniejszych spotkań określających agendę zrównoważonego rozwoju WEF była konferencja ONZ w sprawie osiedli ludzkich, znana jako Habitat I. Przyjęła ona tzw. Deklarację z Vancouver. Stwierdza ona wprost, że „ziemia nie może być traktowana jako zwykły majątek kontrolowany przez jednostki” i że prywatna własność ziemi jest „głównym instrumentem akumulacji i koncentracji bogactwa, przyczyniając się do niesprawiedliwości społecznej”. Dalej jest mowa o tym, że „publiczna kontrola użytkowania gruntów jest zatem niezbędna”. Z kolei w raporcie z 2014 r. pt. „Budowanie wspólnej wizji dla zrównoważonej żywności i rolnictwa: zasady i podejścia” ONZ wzywa do drastycznych ograniczeń w stosowaniu nawozów, pestycydów, emisji i wody w sektorze rolnym. W odpowiedzi na porozumienia ONZ dotyczące tzw. różnorodności biologicznej, Unia Europejska uchwaliła wspierane programy, takie jak Natura 2000 i „Strategia UE na rzecz różnorodności biologicznej do 2030 roku”. W Irlandii, Wielkiej Brytanii i innych krajach europejskich rządy pracują już nad ograniczeniem produkcji rolnej. Odbywa się to w ramach owych programów zrównoważonego rozwoju, tak wspieranych przez ONZ.

Nienasyceni pieniędzmi

Jeśli w Europie czy USA dadzą o sobie znać niedobory żywności, przyniesie to ogromne korzyści przemysłowi biologii syntetycznej, zachęcając dodatkowo rządy do wspierania alternatyw roślinnych i laboratoryjnych. Systemy żywnościowe zostaną przeprojektowane za pomocą masowo tworzonych „zrównoważonych” białek. Za pioniera w tej dziedzinie uważa się izraelską firmę Future Meat Technologies, która podjęła się „oszczędnej, wolnej od GMO produkcji mięsa laboratoryjnego z komórek zwierzęcych, bez konieczności ich hodowli”.

Wszystko wskazuje na to, że korporacje takie jak Vanguard i BlackRock pracują nad przejęciem i kontrolą dostaw żywności. Te dwie potężne, globalnie działające firmy inwestycyjne są głównymi udziałowcami kliku mniejszych przedsiębiorstw dążących do dominacji w światowym przemyśle spożywczym. Przejmując rolnictwo będą w stanie kontrolować praktycznie wszystko. Produkcja sztucznie wytwarzanych lub modyfikowanych genetycznie nasion oraz hodowane mięso są też finansowo wspierane przez Billa Gatesa i innych miliarderów skupionych w WEF. ONZ, WEF i inne organizacje chętnie promują też owady i chwasty jako żywność. Wszystko to jakoby dla dobra ludzi i na pożytek ludzkości.

W wizji „nowego, wspaniałego świata” nie mieści się tradycyjne rolnictwo. Przede wszystkim nie mieszczą się hodowcy bydła i trzody chlewnej. Zwłaszcza ci niezależni, chcący dostarczać konsumentom pełnowartościowe i smaczne produkty. Wygląda na to, że wyrok na nich już wydano. Dla jego wykonania elity muszą jeszcze wygenerować poparcie społeczne. Czy to się uda?

 

Poprzedni artykułPrzewagi prywatnego rozstrzygania sporów [NASZ WYWIAD Z SZYMONEM STYPCZYŃSKIM]
Następny artykułPodatek od nieruchomości gwoździem do trumny przedsiębiorców?