Niektórych samo postawienie tytułowego pytania może oburzyć, ale trzeba stwierdzić, że to ich postępowanie i proponowane przez nich rozwiązania polityczne prowokują do takich rozważań – pisze w swoim najnowszym felietonie Michał Góra.

Przeszło 30 lat temu telewizja publiczna rozpoczęła nadawanie kultowej, komicznej serii „Za chwilę dalszy ciąg programu”. Audycja rozśmieszała Polaków absurdalnymi skeczami, parodiującymi groteskową rzeczywistość okresu transformacji ustrojowej oraz dopiero co kiełkującego pluralizmu medialnego. W jednym z odcinków Krzysztof Materna wciela się w rolę dziennikarza prowadzącego fikcyjny program publicystyczny „Tętno pulsu” i zadaje kontrowersyjne pytanie: „Czy kobieta to człowiek?”. Wojciech Mann z kolei w roli zaproszonego gościa zajmuje mniejszościowe stanowisko i broni poglądu, że „kobieta to jednak nie człowiek”.

Na początku 2020 roku my też przeszliśmy proces pewnej transformacji. Od relatywnie indywidualistycznego i demokratycznego państwa prawnego, w którym pozbawienie całego narodu wolności osobistej na podstawie bełkotliwie napisanego i najwyraźniej niekonstytucyjnego rozporządzenia wydawało się raczej fantazją, aż ku kolektywistycznej masie, często ulegającej presji zewnętrznej i dekretom rządowym w imię ochrony „wyższych wartości”. W takich realiach nie od rzeczy jest zapytać: czy niezaszczepiony to jeszcze jest człowiek?

Niektórych samo postawienie tego pytania może oburzyć, ale trzeba stwierdzić, że to ich postępowanie i proponowane przez nich rozwiązania polityczne prowokują do takich rozważań. W ramach postępowych poglądów jest na przykład całkiem jasne, że narkoman to człowiek. Chociaż narkomania spotyka się z potępieniem moralnym i bywa uważana za szkodliwą społecznie, to jednak narkomanowi przysługują właściwie takie same prawa jak każdemu innemu obywatelowi. W przypadku rekreacyjnego używania narkotyków wiele systemów prawnych oszczędza mu nawet kar i rygorów, preferując raczej profilaktykę lub po prostu liberalizację reguł oraz akceptację ryzykownych zachowań. Człowiekiem w XXI wieku jest też niewątpliwie złodziej. Jeśli bowiem coś komuś ukradnie, to może zostać zatrzymany lub aresztowany tylko na podstawie jasno określonych przesłanek, przysługuje mu prawo do dwuinstancyjnego procesu, domniemanie niewinności i nierzadko adwokat z urzędu. Nie zapinamy go już w dyby ustawione na miejskim rynku i nie rzucamy w niego zgniłymi pomidorami. Jeśli zostanie pomówiony publicznie o kradzież przed wydaniem prawomocnego wyroku karnego, to może domagać się ochrony dobrego imienia w sądzie, a nawet taką sprawę zwyczajnie wygrać i otrzymać zadośćuczynienie. Człowieczeństwa nie odmawia się więźniom, nawet zbrodniarzom, skoro liczne komitety chroniące praw człowieka uskarżają się na złe warunki w celach, zbyt małą przestrzeń, niedochowanie uprawnień kodeksowych skazanych i tak dalej.

Dla mnie jest to zupełnie oczywiste: również niezaszczepiony to człowiek i pełnoprawny obywatel. Interesujące jest jednak to, że percepcja społeczna wydaje się być inna. I to nie tylko w przypadku osób niezaszczepionych przeciwko COVID-19, ale także tych, którzy po prostu proponują umiar w rygoryzmie prawnym odnoszącym się do tej grupy społecznej. Osobom niezaszczepionym z góry odmawia się praw obywatelskich pomimo tego, że w wielu krajach nie robią nic formalnie niezgodnego z prawem. Pomimo pewnych wezwań do zmiany (choćby ze strony przewodniczącej Komisji Europejskiej, do której kompetencji ta sprawa zresztą w ogóle nie należy) jeszcze niedawno większość jurysdykcji w Europie uznawała szczepienia przeciwko COVID-19 za dobrowolne dla ogółu społeczeństwa. Nie przeszkadzało to jednak rządom europejskim z dnia na dzień zabronić osobom niezaszczepionym wstępu do miejsc publicznych, czy właściwie aresztować ich w domach, jak to miało miejsce choćby w Austrii. Odium dotyka zresztą nie tylko tych, którzy się nie szczepią i jawnie przeciwko szczepieniom protestują – co rzeczywiście może być uznane za postawę nieco egocentryczną i irracjonalną – ale także tych, którzy się zaszczepili, ale nie podoba im się przesiąknięcie mainstreamowego przekazu autorytarnymi postawami w rodzaju „należy natychmiast coś z tym zrobić!”. Godności odmawia się nawet takim osobom, które chcą po prostu w cywilizowany sposób prowadzić dyskusję. Dobrym przykładem jest tu dziennikarz Bogdan Rymanowski, którego podobiznę (i kilku innych, bardziej zresztą kontrowersyjnych osobowości medialnych) umieszczono na ostatniej okładce tygodnika „Newsweek” i opatrzono wielkimi literami składającymi się w napis „Siewcy głupoty”.

Nie uważam wcale, że państwo polskie nie mogłoby spróbować w sposób cywilizowany i szanujący indywidualne prawa obywatelskie wprowadzić pewnych obowiązków związanych ze szczepieniem przeciwko COVID-19. Co więcej, zaszczepienie się uznaję w istocie za zachowanie prospołeczne i zgodne z aktualnym stanem wiedzy na ten temat. Niemniej, odmawianie nawet połowie obywateli prawa do decydowania o własnym ciele i życiu, wyrażania swoich poglądów i humanitarnego, zgodnego z prawem traktowania, jest trendem skrajnie złym, nawet jeśli przyszedł on do nas z Zachodu.