Już niebawem święta Bożego Narodzenia, a skoro święta, to na stołach tradycyjnie pojawi się karp. Wzrosty cen żywności nie ominęły także sektora rybnego, który – czyniąc identycznie jak inni producenci artykułów rolno-spożywczych – przerzucił koszty na konsumentów. W efekcie licznych wypadkowych za karpia zapłacić będzie trzeba w tym roku znacznie więcej niż podczas ubiegłorocznych świąt Narodzenia Pańskiego.

zoosnow/Pixabay

Polska od lat pozostaje „karpiową potęgą”. Jesteśmy największym dostawcą mięsa tych ryb w Unii Europejskiej, zagospodarowując nawet 30 proc. wspólnotowej produkcji. Na rynku UE poważnie liczą się – poza nami – tylko Węgry i Czechy. Roczna produkcja karpia w Polsce wynosi około 20 tys. ton. Niemal 100 proc. karpi trafia na rynek krajowy, a ponad 90 proc. tych ryb sprzedaje się w okresie przedświątecznym i świątecznym. Karp w 2020 roku – jak wskazują badania – był obecny na niemal 70 proc. polskich stołów bożonarodzeniowych.

Ze względu na przeznaczenie ryb na potrzeby rynku krajowego wolumen eksportu mięsa karpi jest stosunkowo niewielki, pozostając od lat w przedziale 800-900 ton rocznie. W ostatnich latach producenci notują jednak pewną zwyżkę sprzedaży zagranicznej, kierując karpie głównie do Niemiec, Francji, Estonii, Litwy czy Wielkiej Brytanii, gdzie za lwią część spożycia odpowiada tamtejsza Polonia obchodząca tradycyjne polskie święta, podczas których karpia zabraknąć nie może.

Same stawy karpiowe, które zajmują w Polsce powierzchnię ponad 55 tys. hektarów (to około cztery razy więcej niż zajmuje największe w Polsce jezioro Śniardwy), pełnią ważną funkcję ekologiczną będąc siedliskiem wielu gatunków ptaków.

Rynek ryb i ich przetworów w Polsce cechuje znaczna zmienność i podatność na informacje medialne faktycznie kształtujące popyt i podaż. W przypadku karpi sytuacja jest zgoła odmienna, bo tradycyjne podejście do ich obecności na wigilijnym stole zapewnia względną stabilizację. Co roku zatem spożycie karpia, w przeliczeniu na jednego Polaka, przekracza pół kilograma. Sam karp to także aż cztery procent konsumpcji wszystkich ryb słodkowodnych, słonowodnych i owoców morza w kraju.

Hodowle tych ryb stanowią także ponad jedną trzecią ogółu hodowli rybnej (ryb słodkowodnych) w Polsce. Unia Europejska produkuje rocznie średnio ponad 60 tys. ton mięsa karpi. Około 3 tys. podmiotów gospodarczych, które zajmują się chowem i hodowlą karpi w Polsce odpowiada zatem za – w przybliżeniu – 30 proc. unijnych dostaw.

Najwięcej gospodarstw zajmujących się hodowlą tych ryb znajduje się na Śląsku i w województwie dolnośląskim. Silnymi ośrodkami pozostają tu także Wielkopolska i województwo lubuskie.

Karp drogi w tym roku

Szacunki wskazują, że w tym roku ceny mięsa karpia będą o ok. jedną trzecią wyższe niż przed rokiem. Dziś ceny w gospodarstwach wahają się między 16 a 19 zł, ale eksperci nie mają wątpliwości, że to dopiero preludium przed świąteczną eksplozją cenową. Przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka.

Podstawową i zarazem najbardziej prozaiczną z nich jest fakt, że ryb jest po prostu mało, a to dlatego, że Polskę rokrocznie nawiedza susza rolnicza. Problemy hydrologiczne są silnie odczuwane przez gospodarstwa hodowlane, dla których woda jest podstawową materią. Mało wody to mało ryb, a ich niedobory sprawiają, że ceny są wysokie.

Hodowcy muszą też mierzyć się z problemem wysokich cen pasz opartych na kukurydzy. Są one w gospodarstwach dostarczających karpia absolutnie niezbędne, a ich cena tylko w tym roku wzrosła o nawet 50 proc. Wzrosły także ceny mocznika, które najwyższe były na przełomie I i II kwartału, czyli dokładnie wówczas, gdy hodowcy karpi są zmuszeni do jego zakupu.

Do tej pory krajowe dostawy w zupełności wypełniały świąteczne zapotrzebowanie. W tym roku sytuacja może być jednak diametralnie inna. Susza hydrologiczna utrudnia bowiem życie producentom. Karp – by dojrzał i był gotowy do spożycia – potrzebuje trzech lat w stawie. Rok 2019 był ubogi w narybek, co przełożyło się na niewielką ilość kroczka, czyli ryby dwuletniej. Pokłosiem tej sytuacji jest mniej ryb przeznaczonych do odłowu w tym roku. Niektórzy hodowcy mówią, że wyhodowali jeszcze mniej niż zakładali. W gospodarstwach wzrosły także koszty, z którymi borykają się też wszelkie inne przedsiębiorstwa. W efekcie za karpia zapłacić będzie trzeba słono.